13 stycznia 2011

O kościele i w kościele.

W kościele jest o wiele mniej osób, ale nie ważne ile ich przyjdzie, zawsze bedą organy, psalmy i dużo muzyki. Po spotkaniu zawsze jest darmowa kawa i czas żeby porozmawiać. Msza czy nabożeństwo wydaje się być dla wiernych, a nie oni dla kościoła. Nie ma długich formułek wypowiadanych przez księdza starodawnym językiem. Fragmenty pisma, ewangelia przeplatane piękną muzyką. Każdy dostaje w pożyczkę książeczkę, gdzie może znaleźć słowa psalmów i nuty, czytania. Kazanie jest krótkie i od serca. Tłumaczy pismo albo do niego nawiązuje w dzisiejszych realiach. Nie wytyka się, jacy to źli i niedobrze są ci, których nie ma. Z każdego słowa bije radość z tego, że się przyszło, a nie jad że ci których nie ma powinni się tak jak my umartwiać i przyjść.

12 stycznia 2011

Tydzień z zapaleniem płuc

Nie wiem jak to możliwe, ale przyjęłam już piątego pacjenta z zapaleniem płuc w tym tygodniu. W tamtym tygodniu nie było nikogo z tą diagnozą. Za to sześć bakteryjnych zapaleń migdalków. Ciekawe co będzie za tydzień?

11 stycznia 2011

Cztery pory roku i planowanie.

Szwecja jest moim zdaniem bardziej intensywna. W czasie pracy się uczciwie pracuje, w weekend się odpoczywa. Wszystko jest zaplanowane. Każdy wie że weekend trzeba wykorzystać maksymalnie, bo nieczęsto się zdarza. Zimą wszyscy jeżdżą na nartach, w lecie korzystają też z pogody. Wiedzą że listopad jest brzydki i ponury i najlepiej go przetrzymać używając ciekawej książki, pledu i wygodnej sofy. I dużej ilości miękkich swiateł w domu, najlepiej świec. No i ciepłego glöggu lub czekolady w kubeczku, bo to jest by czas sobie dogodzić. Nie narzekają jak Polacy że za ciemno, za jasno, za zimno, za ciepło. Wiedzą że w zimie będzie ślisko na jezdni, nie ma siły żeby było inaczej.

W Polsce planuje się bo się musi. Parę dni na przód bo inaczej do pierwszego nie wystarczy. W Szwecji pracującym starcza do pierwszego. Nie muszą się zajmować tym, ile w sklepie wydadzą, bo zwykle będzie to tyle samo miesięcznie nie kupując jakichś frykasów. Mogą się za to zająć innymi rzeczami. Mogą a nie muszą.

10 stycznia 2011

Pierwszy kurs

Pierwszy kurs w Szwecji, pełna obaw myślałam, że nie dam sobie rady ze słownictwem i trudnymi zagadnieniami wypisywania zwolnień chorobowych. Podobno szwedzcy lekarze mają z tym problemy, więc tym większe było zdziwienie, gdy okazało się to proste i logiczne jeśli się wie o co chodzi. Trzeba postawić diagnozę i umotywować, dlaczego pacjent wykonujący określoną pracę nie może jej wykonywać z powodu choroby. Obowiązuje słownictwo niemedyczne, bo osoby rozpatrujące wnioski nie mają wykształcenia medycznego i nie zrozumieją, że pacjent jest w klasie NYHA 2. A jak nie zrozumieją, to wysyłają wniosek z powrotem do wypisującego z dodatkowymi pytaniami. Czyli dodatkowa papierkowa robota po godzinach. Lepiej więc od razu wypisać dobrze. Nikt nie sprawdza, czy postawi się dobrą diagnozę i czy pacjent jest na prawdę chory, tylko czy przy jego chorobie na pewno nie może pracować.

9 stycznia 2011

Tajniki języka szwedzkiego.

Jest takie słowo w języku szwedzkim które jest nieprzetłumaczalne na polski (i wiele innych języków). Słowem tym jest "nja" i oznacza ono zarówno "tak" jak i "nie".

8 stycznia 2011

Spotkania

Kilka razy w miesiącu są spotkania całego personelu, na których dyskutuje się co by zmienić na lepsze. Różnie to wychodzi, ale generalnie jest możliwość by mieć wpływ na coś w swoim miejscu pracy, o czym w Polsce można było tylko pomarzyć. Zmiany lokalowe, malowanie ścian, pomysły na to jak mieć zadowolonych pacjentów. 

7 stycznia 2011

O rybie, ogórkach i wodzie.

W Szwecji ryba w puszce czy słoiczku jest słodka. Nie ma prawie słonych śledzi, a nawet jak na opakowaniu jest "matias" to jest to słodki śledź. Nie słodzą tylko surowych ryb, w tym przepysznego łososia i ryb mrożonych do smażenia lub innej obróbki cieplnej. Każda pozostała ryba ma w składzie cukier, który się czuje w smaku i który nie pasuje i kala całą potrawę jak pyszna by nie była. Prawie wszystkie ogórki w słoikach są też dosładzane i z octem. Nie jest łatwo znaleźć zwykłe mocno solone kwaśne kiszone. Łatwiej samemu zrobić. Wodę pije się z kranu, nie trzeba się niczego obawiać i jest smaczna. W Polsce różnie bywało, używało się zwykle mineralnej, a tutaj nie ma po co.

6 stycznia 2011

Garść przemyśleń o roli lekarza.

Kiedyś myślałam, że jak już będę wiecej wiedzieć z medycyny to się tak przyjmować pacjentami nie będę. Wszystko nieprawda. Przyjęłam już całkiem sporo pacjentów z chorym gardłem i za każdym razem się przejmuję czy dobrze zrobiłam, ciagle mam nowe wątpliwości. Chyba pozostaje na tym poprzestać, że zawsze ma się tylko poszlaki z których trzeba poskładać najlogiczniejsze i najbardziej prawdopodobne rozwiązanie. A im więcej się wie, tym więcej poszlak się zauważa i tym łatwiej je poskładać w całość. Nie można powiedzieć że jest się specjalistą w swojej dziedzinie i wszystkie przypadki się widziało, zawsze będzie coś nowego nad czym trzeba się będzie zastanowić i wybrać postępowanie. I tutaj dochodzimy do sędziego chociaż tego nigdy nie chcieliśmy. Jednak nie, czuję się doradcą i zawsze pytam pacjentów jak im się podoba to do czego razem doszliśmy. Ich opinia jest ważna, a efekt końcowy leży gdzieś po środku. Ostatnio pytam pacjenta jak się zapatruje na to co mu proponuję a on mówi, że jak ja jestem z takiego rozwiązania zadowolona to i on jest. I na tym to powinno polegać. I w większości tak to w Szwecji wygląda. Czy w sklepie, czy w urzędzie, czy u lekarza. Bo tylko zadowoleni ze swojej pracy ludzie chcą pracować dalej.

5 stycznia 2011

Kilka słów o emigracji i zeszwedzaniu się.

Dużo słyszeliśmy, czytaliśmy i dowiadywaliśmy się o Szwecji od dłuższego czasu i myśleliśmy że będzie nam tu dobrze tylko i wyłącznie jak będziemy robili i lubili wszystko to, co Szwedzi. Jak będziemy myśleli całkiem tak jak oni. Ale po dłuższym czasie mieszkania tutaj okazuje się że jest inaczej. Ale nawet lepiej. Po wyjeździe mam szersze pojęcie o różnych sprawach, problemach i mogę wybrać co odpowiada mi tutaj całkowicie, a co było w Polsce lepiej zorganizowane np. bankowość elektroniczna i dostęp Kowalskiego do banku. Myślałam, że jak nie będę całkowicie Svenssonem (szwedzki Kowalski) to będzie mi z tym źle. Tymczasem bardzo dobrze mi z tym, bo mogę wybrać z obu krajów i kultur to, co mi odpowiada najbardziej. Najwięcej dowiadujemy się nowych rzeczy o Szwecji od wieloletnich emigrantów. I oni doszli do takich samych wniosków.

4 stycznia 2011

Apteka w szwedzkim wydaniu.

Pani Aptekarka zadzwoni do ciebie zapytać czy może dać pacjentowi mniejsze opakowanie leku jeśli przez pomyłkę wypiszesz za duże opakowanie. Zadzwoni też, jeśli będzie miała jakiekolwiek wątpliwości co do dawkowania. W Polsce pacjenta się odsyłało z papierkiem z powrotem do lekarza. Nie mówiąc o tym, że tu farmaceuta nie musi być grafologiem, bo recepty wysyła się elektronicznie z elektronicznym podpisem. Bez pieczątki. Recepty papierowe są tylko dla obcokrajowców którzy nie są zameldowani w Szwecji. Elektroniczne pacjent może zrealizować w jakiej aptece mu się tylko podoba. Każda recepta jest ważna standardowo rok. Przepisać leki na stałe można na cały rok z góry. Wybiera się opakowanie i ilość wyciągnięć. Pacjent po nowe leki idzie prosto do apteki, a nie co miesiąc do lekarza, bo nie wystarcza mu żeby kupić leki na dwa miesiące od razu.

3 stycznia 2011

Co jest najważniejsze?

Szwed obudzony w środku nocy zapytany o swój "perssonnummer" (odpowiednik polskiego numeru PESEL) jest go w stanie wyrecytować bez zająknięcia. Nawet w alkoholowej śpiączce abstynencyjnej kiedy nikogo nie poznaje... wyrecytuje jeszcze swój numer. Dlatego, że bez numeru nie załatwisz nic, nie zapiszesz się do lekarza, nie zapłacisz rachunku, paczki nie odbierzesz, nie ma cię. 

2 stycznia 2011

Książkę kupisz w spożywczaku.

I to nie z serii Harlequin. Ciekawą niedrogą nowowydaną książkę można kupić w sklepie ogólnospożywczym. Czyta się ją po pracy zamiast oglądać telewizor. W Polsce z książek kupuje się lektury dzieciom a dla rozrywki się nie czyta, bo drogo i nie ma czasu. Można jeszcze ewentualnie kupić książki na metry żeby dobrze na półce wyglądały. Nie mówię, że wszyscy Szwedzi czytają, ale generalnie Svensson czyta wiecej książek niż Kowalski. 

1 stycznia 2011

Wyjazd

Sam wyjazd jest zdrowy, bo można sobie uświadomić, na czym człowiekowi na prawdę zależy i co warto robić dalej a co niekoniecznie. Łatwiej się wartościuje rzeczy i łatwiej obiektywnie powiedzieć, co w Polsce jest zrobione super a co w Szwecji funkcjonuje lepiej. Najzdrowiej byłoby oczywiście wybrać z obu krajów to, co człowiekowi odpowiada, jeśli istnieje taka możliwość. Wyjazd daje możliwość zobaczenia jak inaczej codzienność może funkcjonować. Może lepiej, może gorzej, ale zostawia większy wybór.

31 grudnia 2010

Po świętach choinka do sklepu.

W Szwecji kupując żywą choinkę przed świętami sklep gwarantuje, że ją odbierze od klienta po świętach. Nierzadko zwraca jeszcze za to pieniądze.

30 grudnia 2010

Julbord

"Julbord" to w dosłownym tłumaczeniu stół bożonarodzeniowy. Jest to klasyczne szwedzkie jedzenie świąteczne, ładnie podane i dobrze przyrządzone. Organizowany jest w restauracjach i lokalach gastronomicznych od początku adwentu aż do świąt. Często towarzyszy mu jakieś widowisko kulturalne, ktoś coś śpiewa, ktoś coś mówi. To takie radosne czekanie na święta a nawet prawie że świętowanie od początku adwentu. A Polsce nie powinno się zabaw urządzać, kolęd śpiewać, jeść świątecznie w adwencie, od tego są święta przecież. 

29 grudnia 2010

Gwiazda betlejemska czy hiacynt?

Kwiaty cebulkowe jak żonkile czy hiacynty zawsze kojarzyły mi się z Wielkanocą, wiosną. Tymczasem tutaj częściej niż Gwiazdę Betlejemską kilka dni przed świętami kupuje się różnokolorowe hiacynty. Czeka się, aż rozkwitną i stawia ładnie udekorowane na wigilijnym stole. Oprócz tego obowiązkowo choinka i żywy wieniec na drzwiach. 

28 grudnia 2010

Łosoś, lunch i kawa.

Świeży porcjowany łosoś bez skóry i mieszanka warzyw mrożonych to świetne i zdrowe danie które można przyrządzić w 20 minut. Lunch w restauracji dla jednej osoby to około 75 SEK. Tutaj każdy począwszy od przedszkola zjada w południe lunch. W pracy ma się pól lub godzinę wolnego w tym celu. Kończy się przez to później wieczorem, ale po tygodniu okazuje się, po co jest ta przerwa. A jest bardzo ważna żeby odpocząć i móc ze świeżym umysłem popracować po południu, a nie czekać bezproduktywnie od południa do końca dnia pracy. Pomysły na lunch są różne, każdy znajdzie coś dla siebie. W pracy są obowiązkowo kuchenki mikrofalowe i zwykłe oraz niezbędne naczynia. Oprócz lunchu są jeszcze dwie przerwy kawowe na których spotykają się wszyscy, żeby razem posiedzieć z kawą i zebrać siły do dalszej pracy. Dzięki temu marnotrawstwo czasu praca pomiędzy przerwami jest bardziej efektywna. Według mnie to służy wszystkim, pracodawcy też.

27 grudnia 2010

När producerad i fair trade.

W Polsce zawsze trzeba było wszystko pod prąd robić. Jak się chciało być uczciwym, to dostawało się same kłody pod nogi. I dla nikogo nie było w cenie żeby wszystko z prawnego punktu widzenia się zgadzało. Jak się pilnowało wszystkiego to było się dziwakiem. Tutaj się idzie z prądem. Jak dołożyć do tego że nie musisz się martwić czy masz co do garnka włożyć następnego dnia, to żyć jest łatwiej i masz czas na ważne sprawy. Możesz się zastanawiać nad tym, żeby kupować produkty "när producerad" czyli wytwarzane niedaleko, a nie przewożone pół świata bez sensu. Nawet droższe "fair trade" nie są takie drogie jak i tak musisz dużo zapłacić na start. Różnica jest tylko kilka koron. Bo sporo produktów jest naprawdę droższych, generalizując to najwieksza różnica w cenie jest przy tych rzeczach które w Polsce bardzo mało kosztują. Tutaj różnica w cenie jest relatywnie największa. Ale już na przykład droższe sprzęty wychodzą tak samo w przeliczeniu na złotówki, a zarobki tu są wyższe.

26 grudnia 2010

Fest

"Fest" czyli impreza/spotkanie towarzyskie na które ubiera się elegancko, je powoli i z dobrymi manierami. Większość spotkań i kolacji jest aranżowana w ten sposób, że jedzenie jest podawane stopniowo, danie po daniu, albo jeśli każdy bierze sobie co chce, to najpierw przystawka, potem zimne, następnie ciepłe dania, później kawa i desery. Wszystko jest podawane z długimi przerwami żeby można było porozmawiać i delektować się potrawami. Wszystko trwa godzinami. W Szwecji generalnie więcej się rozmawia ze sobą. W czasie przerwy kawowej, lunchu. O wszystkim i o niczym. Trochę czasu minie zanim będę potrafiła zagaić zwykłą rozmowę o niczym. Szwedzi to mają we krwi. "Hej" (Cześć/dzień dobry) i "Hur är det?" (Jak się masz?) słyszy się prawie zawsze razem. 

25 grudnia 2010

Glögg i pepparkakor

Może być zrobiony z wina jabłkowego lub winogronowego. Pije się go w adwencie przed jedzeniem jako aperitif. Ciepły, z dodatkiem rodzynek i migdałów w słupkach. Osobiście wolę bez dodatków, które potem trzeba wydłubywać łyżeczką z czarki. Za to bardzo pasują do "pepparkakor" znanych w Polsce pod nazwą "ciasteczka szwedzkie" czyli cienkie suche i kruche pierniki, zwykle serduszka lub kwiatuszki (w Szwecji serduszka lub gwiazdki różnych wielkości).

24 grudnia 2010

Julafton, nyårsafton i kiełbasa.

Zarówno wigilia "julafton" jak i Sylwester "nyårsafton" są tu dniami wolnymi od pracy. Świętuje się od rana. W pierwszą niedzielę adwentu wszyscy wystawiają na parapety okien tradycyjne świeczniki elektryczne i włączają je na wieczór a nierzadko na całą noc. We wszystkich urzędach i instytucjach, bankach, sklepach, salonach fryzjerskich, przychodni oczywiście też. Można też zamiast powiesić tradycyjną papierową gwiazdę podswietlaną od środka. W weekend czyli szwedzki "helg" w czasie adwentu wszystkie możliwe związki i instytucje ustawiają w centrum miasta kramy, na których sprzedają różne świąteczne gadżety, z których dochód przeznaczają na różne cele. Sprzedają losy po kilka koron za sztukę, częstują za to świątecznego pierniczkami i glöggiem. Sprzedają też "tradycyjne szwedzkie bułki z kielbasą". Szybkim jedzeniem w Szwecji są nadmienione właśnie niby hot-dogi. Można je w porze lunchu kupić na przenośnych stoiskach w większych miastach. Hamburgery nie są tu bardzo rozpowszechnione. Jest też kiełbasa czyli szwedzki "korv" która jest bardzo dziwnym zjawiskiem.

23 grudnia 2010

Rękodzieło.

Słysząc rękodzieło każdy myśli od razu: Cepelia, dziadostwo. A to wcale nie musi tak wyglądać. Tataj w sklepie z rękodziełem kupuje się wiele świetnych rzeczy, od drewnianych nożyków do masła z których każdy ma unikatowy wzór i kształt, przez metalowe wytapiane żyrandole i świeczniki do ciosanych ręcznie drewnianych mebli włącznie. Każdy kto chce mieć rzecz jedyną w swym rodzaju, taką której w sklepie nie dostanie i u sąsiada nie zobaczy idzie do sklepu z rękodziełem albo na marknad gdzie można porozmawiać z wytwórcami tych cudeniek i zaopatrzyć się u nich bezpośrednio. Kosztuje więcej bo to nic dziwnego ale być może wystarczy wtedy jeden tomten a nie trzy ze sklepu. 

22 grudnia 2010

Mikołaj 6 grudnia?

6 grudnia to dzień jak codzień, żadne święto. Tutaj nie obchodzi się Dnia Świętego Mikołaja. Owszem jest Mikołaj, szwedzki "tomten" ale ma zupełnie inny rodowód i nie ma imienin 6 grudnia. Przynosi prezenty w czasie świąt. Ma czerwoną czapkę i brodę ale ubranie szare i pochodzi od skrzatów ogrodowych, małych stworzonek które mogły pomagać w zagrodzie (jeśli się o nie dbało i na przykład wystawiało miseczkę mleka w podzięce w czasie świąt) albo psocić (lepiej było więc im nie wchodzić w drogę). Dlatego też tutaj nie kupuje się tak dużo czekoladowych czerwonych Mikołajów, ale za to ustawia się mnóstwo porcelanowych, drewnianych i materiałowych, chętnie ręcznie robionych. Niektóre z nich to prawdziwe arcydzieła które bedą używane przez długie lata. Można je kupić na organizowanych w wielu miejscach targach czyli szwedzkie "marknad", w sklepach z rękodziełem których tutaj jest sporo i mają świetne rzeczy. 

21 grudnia 2010

Dżem truskawkowy czy figowy?

Przeliczając prosto korony na złotówki jedzenie jest droższe. Nic z resztą dziwnego, w wielu krajach UE tak jest. Tylko ceny są mniej zróżnicowane. Jak się już zdecydujesz kupić dżem za 20 koron to możesz wybrać z każdego rodzaju i smaku, bo są w podobnej cenie. W Polsce były dżemy zarówno po 3 jak i po 12 PLN. W Szwecji wszystkie kosztują podobnie. Nie ma tych najtańszych. Ale każdy jest w zasięgu, bo tyle samo kosztuje zwykły truskawkowy co na przykład figowy albo ananasowy. Różnica jest góra kilka koron. Ciekawe czy ma to związek z tym że społeczeństwo szwedzkie jest bardziej jednolite pod względem zarobków od polskiego.

20 grudnia 2010

Przechodzenie przez pasy.

Muszę się nauczyć przechodzić przez pasy, a nie czekać aż auta przejadą, bo blokuję ruch! Kierowcy zdecydowanie częściej się zatrzymują i przepuszczają pieszych. Nawet kiedy ci jeszcze nie całkiem doszli do przejścia dla pieszych.