Dr opowiedziała nam wstrząsającą opowieść jak to mąż przyszedł zmęczony z pracy, zjadł i chciał się odprężyć w wannie, więc żona przygotowała mu kąpiel. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do wody wsypała jeszcze całe opakowanie preparatu "Kret", czyli żrącego wodorotlenku sodowego. Zapewne wlała też sporo płynu do kąpieli, żeby nie było czuć silnego zapachu.
I udało się, mąż wszedł do wanny, ale już nigdy z niej nie wyszedł. Nie zdążył. Uległ martwicy rozpływnej. Cała zaś historia miała być przykładem na to, że oparzenie kwasem jest "lepsze" od oparzenia zasadą.
Czesc :) Czytam i smieje sie do lez :) ja zamierzam sie dobrze bawic jak zaczne moje studia medyczne we wrzesniu. Jesli bedzie tak jak u ciebie, to juz sie nie moge doczekac!!!
OdpowiedzUsuńHeeej, to ja przy odrobinie szczęścia bym nie żyła zanim bym do takiej wanny wogóle zdążyła wejść- mam alergę na opary tego "kreta", przy moim szczęśćiu udusiłabym się i tyle :P Zapraszam do siebie: http://oddzial-sceptyczny.eblog.pl
OdpowiedzUsuńMagdalena: studia zaczynają się w październiku, więc masz jeszcze dodatkowy miesiąc wakacji.:-) A ciekawie będzie na pewno!
OdpowiedzUsuńNa oddział-sceptyczny chętnie zajrzę.:-)
Medycyna to fajna "zabawa", daje mnóstwo satysfakcji i jeśli ktoś rzeczywiście ją lubi, to dobrze bawi się na tych studiach:)
OdpowiedzUsuńO żesz... Ciekawie, ciekawie :) Czasami życie jest bardziej zaskakujące, niż najbardziej niewiarygodny scenariusz filmowy... Żona musiała być chyba bardzo zdesperwowana ;)
OdpowiedzUsuńEch... moje studi zaczynaja sie w ostatnim tygodniu wrzesnia :) a ze dodatkowy miesiac wakacji, to tez prawda :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuń