2 lipca 2010

Matka-paprotka

Matka-paprotka ma najoględniej powiedziawszy niekompletne uzębienie, często oczopląs, tłuste nieumyte włosy, choć nocuje z dzieckiem w osobnej sali z łazienką, brudne spodnie.

Zgadza się nieodmiennie na płacenie symbolicznej kwoty za dobę pobytu z dzieckiem w szpitalu (woda, prąd, pościel, łóżko) a kiedy przychodzi do płacenia to udaje, że siedziała przy dziecku na krzesełku tylko, albo z 13 dób pobytu wychodzi jej 4.

"To ja jutro zapłacę", bierze dziecko i w szpitalu się już nie pojawia po wypis i z zapłatą lub płaci po dwu tygodniach, kiedy przychodzi czas na kontrolny pobyt w szpitalu po dwu tygodniach od choroby.

Zamiast pilnować dziecka, które biega korytarzem przewracając się co rusz na kaloryfer, kilka razy ziennie schodzi do palarni. W odwiedziny przychodzi cała rodzina, bez obuwia zmiennego, a po zwróceniu uwagi na reżim sanitarny wszczynają awanturę.

Matka choć ma własną salę, by nie kontaktować się z innymi chorymi dziećmi i nie roznosić infekcji chodzi na inne sale, często biegunkowe a potem ma pretensje że dziecko było już zdrowe a tu nowa infekcja.

Dziecko ma swoje łóżeczko ale matka stale układa je do własnego, na którym siadają przychodzący z zewnątrz odwiedzający, matka w brudnych spodniach i "tygodniowych skarpetach". A potem "Skąd ta wysypka?"

Matka codziennie przychodzi dowiadywać się o stanie zdrowia dziecka, a na dyżurze ni stąd ni zowąd robi awanturę że nie wie co z dzieckiem się dzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tutaj możesz umieścić swój komentarz.