Gluten to jedno z białek nasion zbóż, w pszenicy nazywa się gliadyna, w życie sekalina a w jęczmieniu kordeina. Zboża te zawierają bardzo dużo glutenu i są zabronione dla pacjentów z celiakią. Zbożem spornym jest owies, który zawiera małą ilość glutenu i w niektórych krajach jest dopuszczony do spożycia u osób z celiakią.
Niestety w Polsce dzieci chore na tę chorobę nie mogą spróbować owsianki, gdyż owies jest zanieczyszczony innymi zbożami.
Osobną sprawą jest fakt, że kasza manna i bułka tarta są dodawane do wielu produktów takich jak parówki, pasztety, kiełbasy, a nie zawsze fakt ten jest odnotowywany na opakowaniu.
Blog lekarki. Od 2006 studencko na Uniwersytecie Medycznym, w większości bulwersacje nabyte na zajęciach i w klinikach (skąd nazwa bloga). Od 2008 mniej klinicznie, a bardziej stażowo w Szpitalu Powiatowym. Od 2010 zapiski ze Szwecji w których mniej narzekań, a więcej o kulturze i codzienności pracy lekarza. Od 2013 o tym jak się żyje we trójkę z dzieckiem w Szwecji.
20 października 2010
8 października 2010
Telefon do lekarza POZ
Kiedy zakładaliśmy NZOZ z kolegami pomyśleliśmy, że dobrym pomysłem byłoby żeby mieć telefon do użytku pacjentów: całodobowy, żeby mogli dzwonić zapytać o wszystko swojego lekarza. Wzięliśmy więc komórkowy i zaczęło się... Pacjenci zaczęli dzwonić bez ustanku, tak że musieliśmy się nim wymieniać jak ktoś chciał mieć chwilę spokoju.
Dzwonili w rożnych sprawach, ale głownie po to, by się czegoś dowiedzieć o swojej chorobie.
Po dwu latach telefon umilkł. Czasami tylko jakaś młoda mama zadzwoni, gdy dziecko ma gorączkę.
Myślę, że wyedukowaliśmy już swoich pacjentów tak, że wiedzą na czym ich choroby polegają i łatwiej się nam teraz z nimi współpracuje. To był na prawdę dobry pomysł.
Dzwonili w rożnych sprawach, ale głownie po to, by się czegoś dowiedzieć o swojej chorobie.
Po dwu latach telefon umilkł. Czasami tylko jakaś młoda mama zadzwoni, gdy dziecko ma gorączkę.
Myślę, że wyedukowaliśmy już swoich pacjentów tak, że wiedzą na czym ich choroby polegają i łatwiej się nam teraz z nimi współpracuje. To był na prawdę dobry pomysł.
18 września 2010
Wezwanie do afazji
Wezwanie do afazji u czterdziestotrzyletniego mężczyzny. Zespół wchodzi do mieszkania i pyta, co się stało.
- Mąż ma afazję. Nie mówi.
- Gdzie jest mąż?
- A w kuchni siedzi...
Dr wchodzi do wspomnianej kuchni, gdzie mężczyzna pije sobie spokojnie herbatę. Pyta więc rzekomego pacjenta, co się stało, na co otrzymuje odpowiedź:
- Pokłócił żech się ze starą trzy dni temu i nie godom z nią...
- Mąż ma afazję. Nie mówi.
- Gdzie jest mąż?
- A w kuchni siedzi...
Dr wchodzi do wspomnianej kuchni, gdzie mężczyzna pije sobie spokojnie herbatę. Pyta więc rzekomego pacjenta, co się stało, na co otrzymuje odpowiedź:
- Pokłócił żech się ze starą trzy dni temu i nie godom z nią...
2 września 2010
Czy oczy się psują od telewizji?
Student: Czy od oglądania TV się oczy psują? Bo zawsze rodzice tak mówili...
Dr: Od oglądania telewizji to się oczy nie psują tylko mózg! Bo się ogłupia...
Student: A czy od czytania "po ciemku" się może wzrok popsuć?
Dr: Oświetlenie nie ma wpływu na obniżenie się ostrości wzroku. Niedostatek światła może powodować potrzebę większej akomodacji i bóle głowy, ale na pewno nikt, kto czytał za młodu "przy świeczce" nie oślepnie na starość z tego powodu.
Dr: Od oglądania telewizji to się oczy nie psują tylko mózg! Bo się ogłupia...
Student: A czy od czytania "po ciemku" się może wzrok popsuć?
Dr: Oświetlenie nie ma wpływu na obniżenie się ostrości wzroku. Niedostatek światła może powodować potrzebę większej akomodacji i bóle głowy, ale na pewno nikt, kto czytał za młodu "przy świeczce" nie oślepnie na starość z tego powodu.
8 sierpnia 2010
Ale ja mam kurzu w domu
Pani doktor, ja już chciałam wszystkie dywany z domu wyrzucić, bo takie szare się zrobiły i wyblakłe! A teraz widzę, że one takie śliczne. A ile ja kurzu w domu mam! Muszę wszystko gruntownie posprzątać!
Oto, co może zrobić operacja wymiany soczewki w zaćmie...
Oto, co może zrobić operacja wymiany soczewki w zaćmie...
7 sierpnia 2010
Proszę zakrapiać jedną kroplę do oka co dwie godziny
Dr: Tutaj ma Pan receptę na kropelki do oczu. Proszę je wykupić i zakrapiać po jednej kropli do każdego oka co dwie godziny. Jakby nie pomagało to za kilka dni proszę przyjść.
Po trzech dniach pacjent przychodzi: Pani doktor, ja tak już dłużej nie mogę, jestem strasznie zmęczony tymi kroplami. Jak mnie budzik w nocy zbudzi i zakropię oczy to potem nie mogę zasnąć. Żona musi spać w innym pokoju, bo ją budzę ciągle... Ja już nie chcę tych kropli...
Po trzech dniach pacjent przychodzi: Pani doktor, ja tak już dłużej nie mogę, jestem strasznie zmęczony tymi kroplami. Jak mnie budzik w nocy zbudzi i zakropię oczy to potem nie mogę zasnąć. Żona musi spać w innym pokoju, bo ją budzę ciągle... Ja już nie chcę tych kropli...
2 sierpnia 2010
Pan Edzio
Egzamin z psychiatrii, profesor pyta osobiście, a jako, że ze studentami miał tylko kilka nieobowiązkowych wykładów, mało osób wie, jak wygląda. Trzej wystraszeni studenci przychodza na egzamin przed umówionym czasem do szpitala, wchodza do sekretariatu powiedzieć, że już są. Spotykają tam mężczyznę z fartuchem zarzuconym na ramiona, który pyta ich, czy przyszli na egzamin. Oni odpowiadają grzecznie, że tak, na co mężczyzna odpowiada, by przeszli do sąsiedniej sali i będą się pytać.
Studenci dostają pierwsze pytanie (każdy ze schizofrenii), ale nie bardzo umieją.
- Słabo, słabo chłopcy, tak nie może być. Może z drugim pytaniem podzie wam lepiej.
Dostają po następnym pytaniu, też ze schizofrenii. Studenci załamani, że takie trudne pytania próbują coś wymyślić, ale im nie idzie.
- Oj chłopcy, chłopcy, wy macie być lekarzami, a wy co! Daję wam po ostatnim pytaniu ratunkowym!
Studenci jednak i na trzecią rundę pytań ze schizofrenii nie potrafili odpowiedzieć.
- Słabiutko, słabiutko! Niestety będziecie musieli jeszcze raz przyjść. Dzisiaj u mnie macie pałę! Złóżcie indeksy do sekretariatu.
Załamani studenci wychodzą z kliniki i widzą, że tłum lekarzy wychodzi z jakiegoś zebrania i wchodzi do szpitala. Ktoś przeprasza ich, że raport się przedłużył i że profesor zaraz do nich przyjdzie, jeśli są na egzamin...
Okazuje się, że "stary schizofrenik Edzio" zrobił im psikusa. Już kilka grup studentów przepytał i napędził im stracha.
Studenci dostają pierwsze pytanie (każdy ze schizofrenii), ale nie bardzo umieją.
- Słabo, słabo chłopcy, tak nie może być. Może z drugim pytaniem podzie wam lepiej.
Dostają po następnym pytaniu, też ze schizofrenii. Studenci załamani, że takie trudne pytania próbują coś wymyślić, ale im nie idzie.
- Oj chłopcy, chłopcy, wy macie być lekarzami, a wy co! Daję wam po ostatnim pytaniu ratunkowym!
Studenci jednak i na trzecią rundę pytań ze schizofrenii nie potrafili odpowiedzieć.
- Słabiutko, słabiutko! Niestety będziecie musieli jeszcze raz przyjść. Dzisiaj u mnie macie pałę! Złóżcie indeksy do sekretariatu.
Załamani studenci wychodzą z kliniki i widzą, że tłum lekarzy wychodzi z jakiegoś zebrania i wchodzi do szpitala. Ktoś przeprasza ich, że raport się przedłużył i że profesor zaraz do nich przyjdzie, jeśli są na egzamin...
Okazuje się, że "stary schizofrenik Edzio" zrobił im psikusa. Już kilka grup studentów przepytał i napędził im stracha.
1 sierpnia 2010
Skierowanie do szpitala
Zdaza się, że rodzice przyjeżdżają do szpitala ze skierowaniem "proszę o przyjęcie do szpitala i leczenie" poinformowani przez lekarza, że "jadą tylko na badania" "jadą do szpitala tylko na dwa dni na badania" "Przyjechali, żeby ich tylko dr ze szpitala posłuchała bo dr z poradni nie jest pewna czy coś słychać".
Często w rozpoznaniu są rzeczy, które w ogóle nie występowały (wychodzi to w czasie zbierania wywiadu), a zaciemnia to obraz choroby.
Zdarzają się diagnozy: "Uczulenie ciała" zamiast po prostu "Wysypka".
Bywają dni, kiedy w czasie kilku godzin pracy poradni D dr pediatra-kosmetolog (przepisane z pieczątki) jest w stanie do jednego szpitala przysłać sześcioro dzieci, bo sama nikogo nie leczy, tylko "wysyła" a to do specjalisty, a to do pobliskich szpitali dzieci ze zwykłym zapaleniem wirusowym gardła albo jednym luźnym stolcem bez cech odwodnienia.
Często w rozpoznaniu są rzeczy, które w ogóle nie występowały (wychodzi to w czasie zbierania wywiadu), a zaciemnia to obraz choroby.
Zdarzają się diagnozy: "Uczulenie ciała" zamiast po prostu "Wysypka".
Bywają dni, kiedy w czasie kilku godzin pracy poradni D dr pediatra-kosmetolog (przepisane z pieczątki) jest w stanie do jednego szpitala przysłać sześcioro dzieci, bo sama nikogo nie leczy, tylko "wysyła" a to do specjalisty, a to do pobliskich szpitali dzieci ze zwykłym zapaleniem wirusowym gardła albo jednym luźnym stolcem bez cech odwodnienia.
31 lipca 2010
Rozwód to też choroba
Rozwód, ojciec odchodzi, 14-letnia córka zostaje z matką. Skierowanie do szpitala. Matka opowiada za córkę o jej rozlicznych dolegliwościach: osłabienie, bóle brzucha, omdlenia... Dziecko ma wykonane ambulatoryjnie dziesiątki badań, było juz u prawie wszystkich możliwych specjalistów na konsultacji. Matka prawie płacze i opowiada, że ojciec dziecka chce je wyrzucić z mieszkania.
Okazuje się że dziewczynka psychologowi mówi, że jej nic nie jest, tylko matka kazała jej przyjść do szpitala. Miała miesiąc temu przez dwa dni infekcję wirusową układu pokarmowego i tyle. Okazuje się że ojciec nikogo nie wyrzuca z domu, a córka bardzo go kocha i chciałaby z nim spędzać więcej czasu. Kiedy matka sie o tym dowiaduje, ogranicza wizyty córki z ojcem i wmawia jej cały czas, jaki to on jest dla nich niedobry. Dziecko w to nie wierzy i jest zupełnie zdrowe, chciałoby tylko częściej widziec się z ojcem.
Matka próbując znaleźć chorobę u córki chce zmusić i zaszantażowac byłego męża, by do niej wrócił, choć już dawno są po rozwodzie.
Rodzice: Rozwiązujcie sobie sami wasze problemy, których jesteście źródłem i nie mieszajcie w to dzieci!
Okazuje się że dziewczynka psychologowi mówi, że jej nic nie jest, tylko matka kazała jej przyjść do szpitala. Miała miesiąc temu przez dwa dni infekcję wirusową układu pokarmowego i tyle. Okazuje się że ojciec nikogo nie wyrzuca z domu, a córka bardzo go kocha i chciałaby z nim spędzać więcej czasu. Kiedy matka sie o tym dowiaduje, ogranicza wizyty córki z ojcem i wmawia jej cały czas, jaki to on jest dla nich niedobry. Dziecko w to nie wierzy i jest zupełnie zdrowe, chciałoby tylko częściej widziec się z ojcem.
Matka próbując znaleźć chorobę u córki chce zmusić i zaszantażowac byłego męża, by do niej wrócił, choć już dawno są po rozwodzie.
Rodzice: Rozwiązujcie sobie sami wasze problemy, których jesteście źródłem i nie mieszajcie w to dzieci!
12 lipca 2010
Leukocyty 1,100/ml
Od 14:00 przychodza wyniki badań z laboratorium, więc 13:55 pod dyżurką lekarzy gromadzą się tłumnie rodzice pacjentów pediatrii.
Wyniki morfologii jednego z nich: leukocyty 1,100/ml (norma 4,500 do 10,500), hemoglobina 1,3 mg% (norma 11-16 mg%). Panika w oczach lekarza, któóry dopiero co takie wyniki dostał, czy wysyłać dziecko czym prędzej na hematologię. Stan dziecka jest jednak dobry, wiec Dr biegiem pędzi do laboratorium. I co sie okazuje?
Przecinek w programie się przesunął i wyniki dziecka to leukocyty 11,000 a hemoglobina 13 mg%..
Kogo obchodzi, że lekarz będzie 5 minut krócej żył przez stres spowodowany tym, że ktoś czegos nie sprawdził...
Wyniki morfologii jednego z nich: leukocyty 1,100/ml (norma 4,500 do 10,500), hemoglobina 1,3 mg% (norma 11-16 mg%). Panika w oczach lekarza, któóry dopiero co takie wyniki dostał, czy wysyłać dziecko czym prędzej na hematologię. Stan dziecka jest jednak dobry, wiec Dr biegiem pędzi do laboratorium. I co sie okazuje?
Przecinek w programie się przesunął i wyniki dziecka to leukocyty 11,000 a hemoglobina 13 mg%..
Kogo obchodzi, że lekarz będzie 5 minut krócej żył przez stres spowodowany tym, że ktoś czegos nie sprawdził...
11 lipca 2010
Trutka na szczury różowa
Trzyletnia dziewczynka zjadła różową trutkę na szczury. Rodzice nie bardzo przejęli się całą sprawą i tym że dziecka nie dopilnowali.
Trucizna na szczury to antagonista witaminy K, który daje po 72 godzinach od spożycia zaburzenia krzepnięcia krwi (w zależności od przyjętej dawki nawet do ciężkich zaburzeń krzepnięcia i wykrwawienia się włącznie - mechanizm zabijania szczura).
Było akurat miejsce na sali dwuosobowej, z lóżkiem dla rodzica, gdzie za drobną opłatą(za prąd, pościel) można przebywać z dzieckiem całą dobę (takich sal jest tylko kilka na caly oddział. Mimo niejednokrotnego podkreślania rodzicom owych 72 godzin po których dopiero trucizna zaczyna działać, ci wypisali dziecko na własne żądanie po 24 godzinach od zatrucia.
W chwili przyjęcia parametry krzepniecia dziecka były prawidlowe, po 72 godzinach możemy tylko mieć nadzieję, że nie spadły drastycznie...
Trucizna na szczury to antagonista witaminy K, który daje po 72 godzinach od spożycia zaburzenia krzepnięcia krwi (w zależności od przyjętej dawki nawet do ciężkich zaburzeń krzepnięcia i wykrwawienia się włącznie - mechanizm zabijania szczura).
Było akurat miejsce na sali dwuosobowej, z lóżkiem dla rodzica, gdzie za drobną opłatą(za prąd, pościel) można przebywać z dzieckiem całą dobę (takich sal jest tylko kilka na caly oddział. Mimo niejednokrotnego podkreślania rodzicom owych 72 godzin po których dopiero trucizna zaczyna działać, ci wypisali dziecko na własne żądanie po 24 godzinach od zatrucia.
W chwili przyjęcia parametry krzepniecia dziecka były prawidlowe, po 72 godzinach możemy tylko mieć nadzieję, że nie spadły drastycznie...
10 lipca 2010
Zawał
Zgłoszenie do zawału z poradni. Karetka jedzie na sygnałach, zespół w pospiechu wchodzi do poradni a tu nikt na nich nie czeka, rejestratorka nic nie wie... nie ma żadnego lekarza w poradni, bo ten, który zgłosił przyjazd karetki już poszedł, bo jego godziny pracy się skończyły, a następny jeszcze nie przyszedł...
W końcu znajduje się pacjent, jak dowiadujemy się później 73-letni dziadek w depresji po śmierci żony. Umarła tydzień temu, a o niego nie ma kto zadbać, siedzi sam w domu i nie potrafi sobie sam nawet jedzenia przygotować.
- Dziadku, boli Was cos?
- Nie.
- A bolalo?
- Nie.
EKG: RZM o częstości 75/min, zapis prawidłowy. Skierowanie do szpitala wystawione przez lekarza POZ: Zawał mięśnia sercowego. Dziadek potrzebuje pomocy bo nie potrafi o siebie sam zadbać, ale nie powinien być przewieziony na ostry dyżur kardiologiczny karetką na sygnałach, bo to nie jest miejsce dla niego! Lekarz pogotowia ratunkowego znajduje po pewnym czasie kierownika poradni i grzecznie mówi, że pacjent nie wymaga hospitalizacji i przewozu karetką pogotowia, w zamian za co dostaje wiązankę niepochlebnych (grzecznie mówiąc) słów w twarz z nakazem odwozu pacjenta.
W końcu znajduje się pacjent, jak dowiadujemy się później 73-letni dziadek w depresji po śmierci żony. Umarła tydzień temu, a o niego nie ma kto zadbać, siedzi sam w domu i nie potrafi sobie sam nawet jedzenia przygotować.
- Dziadku, boli Was cos?
- Nie.
- A bolalo?
- Nie.
EKG: RZM o częstości 75/min, zapis prawidłowy. Skierowanie do szpitala wystawione przez lekarza POZ: Zawał mięśnia sercowego. Dziadek potrzebuje pomocy bo nie potrafi o siebie sam zadbać, ale nie powinien być przewieziony na ostry dyżur kardiologiczny karetką na sygnałach, bo to nie jest miejsce dla niego! Lekarz pogotowia ratunkowego znajduje po pewnym czasie kierownika poradni i grzecznie mówi, że pacjent nie wymaga hospitalizacji i przewozu karetką pogotowia, w zamian za co dostaje wiązankę niepochlebnych (grzecznie mówiąc) słów w twarz z nakazem odwozu pacjenta.
5 lipca 2010
Bebilon HA, Twoje dziecko nie miało alergii, to ją będzie miało.
Matka przynosi niemowlę do lekarza rodzinnego na bilans. Ten widząc suchą skórę dziecka i skazę białkową zmienia mu mieszankę mleczną na hypoalergiczną, bo najlepiej jak najwcześniej zapobiegać powstawaniu alergii.
Ciężko powiedzieć, czy lekarz nie miał czasu powiedzieć, dlaczego mleko zmienia, czy też matka nie zrozumiała lub zapomniała. W efekcie "troskliwa koleżanka" tłumaczy matce: Nowe mleko masz wyrzucić a lekarza opieprzyć! Jak Twoje dziecko nie miało alergii to ją będzie miało jak je tym będziesz karmić. Potem będziesz do nich chodzić i za wizyty prywatne płacić...
Rzeczywiście jak się człowiek na coś nie leczy to na pewno znaczy że nie jest chory. Proste. Szkoda tylko jak zwykle dziecka, bo ono nie może o sobie zdecydować.
Ciężko powiedzieć, czy lekarz nie miał czasu powiedzieć, dlaczego mleko zmienia, czy też matka nie zrozumiała lub zapomniała. W efekcie "troskliwa koleżanka" tłumaczy matce: Nowe mleko masz wyrzucić a lekarza opieprzyć! Jak Twoje dziecko nie miało alergii to ją będzie miało jak je tym będziesz karmić. Potem będziesz do nich chodzić i za wizyty prywatne płacić...
Rzeczywiście jak się człowiek na coś nie leczy to na pewno znaczy że nie jest chory. Proste. Szkoda tylko jak zwykle dziecka, bo ono nie może o sobie zdecydować.
4 lipca 2010
Nie mówcie tylko że to świnka
Na oddziałach pediatrii hospitalizuje się dzieci z różnymi ciężkimi chorobami, których nie da się leczyć w domu. Sale bywają kilkuosobowe, rodzice mogą odwiedzać dzieci, nie są to więc warunki do leczenia chorób zakaźnych, bo cały oddział mógłby się zarazić od jednego pacjenta. Zwykle jest też kilka noworodków z żółtaczką i zapaleniem płuc których stan w sytuacji nadkażenia dodatkowo jakimkolwiek patogenem gwałtownie by się pogorszył.
Tymczasem często się zdarza, że przychodzą rodzice z dzieckiem chorym na ospę wietrzną lub świnkę i nie mogą być przyjęci z powyższych przyczyn. Gdy stan takiegi dziecka jest dobry, jest ono odsyłane do leczenia ambulatoryjnego lub gdy cięższy do szpitala zakaźnego. Rodzice czasami nie chcą tego zrozumieć ale lekarze w poradni chyba powinni to wiedzieć. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Pewnego razu przychodzą rodzice z dzieckiem chorym ewidentnie na zapalenie ślinianki przyusznej (czyli świnkę) i domagają się przyjęcia dziecka.
Po długiej rozmowie okazuje się że lekarz rozpoznał schorzenie i celowo skierował dziecko na oddział dziecięcy radząc rodzicom, żeby się nie przyznawali do tego, bo ich nie przyjmą. Ręce opadają po raz kolejny...
Tymczasem często się zdarza, że przychodzą rodzice z dzieckiem chorym na ospę wietrzną lub świnkę i nie mogą być przyjęci z powyższych przyczyn. Gdy stan takiegi dziecka jest dobry, jest ono odsyłane do leczenia ambulatoryjnego lub gdy cięższy do szpitala zakaźnego. Rodzice czasami nie chcą tego zrozumieć ale lekarze w poradni chyba powinni to wiedzieć. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Pewnego razu przychodzą rodzice z dzieckiem chorym ewidentnie na zapalenie ślinianki przyusznej (czyli świnkę) i domagają się przyjęcia dziecka.
Po długiej rozmowie okazuje się że lekarz rozpoznał schorzenie i celowo skierował dziecko na oddział dziecięcy radząc rodzicom, żeby się nie przyznawali do tego, bo ich nie przyjmą. Ręce opadają po raz kolejny...
2 lipca 2010
Matka-paprotka
Matka-paprotka ma najoględniej powiedziawszy niekompletne uzębienie, często oczopląs, tłuste nieumyte włosy, choć nocuje z dzieckiem w osobnej sali z łazienką, brudne spodnie.
Zgadza się nieodmiennie na płacenie symbolicznej kwoty za dobę pobytu z dzieckiem w szpitalu (woda, prąd, pościel, łóżko) a kiedy przychodzi do płacenia to udaje, że siedziała przy dziecku na krzesełku tylko, albo z 13 dób pobytu wychodzi jej 4.
"To ja jutro zapłacę", bierze dziecko i w szpitalu się już nie pojawia po wypis i z zapłatą lub płaci po dwu tygodniach, kiedy przychodzi czas na kontrolny pobyt w szpitalu po dwu tygodniach od choroby.
Zamiast pilnować dziecka, które biega korytarzem przewracając się co rusz na kaloryfer, kilka razy ziennie schodzi do palarni. W odwiedziny przychodzi cała rodzina, bez obuwia zmiennego, a po zwróceniu uwagi na reżim sanitarny wszczynają awanturę.
Matka choć ma własną salę, by nie kontaktować się z innymi chorymi dziećmi i nie roznosić infekcji chodzi na inne sale, często biegunkowe a potem ma pretensje że dziecko było już zdrowe a tu nowa infekcja.
Dziecko ma swoje łóżeczko ale matka stale układa je do własnego, na którym siadają przychodzący z zewnątrz odwiedzający, matka w brudnych spodniach i "tygodniowych skarpetach". A potem "Skąd ta wysypka?"
Matka codziennie przychodzi dowiadywać się o stanie zdrowia dziecka, a na dyżurze ni stąd ni zowąd robi awanturę że nie wie co z dzieckiem się dzieje.
Zgadza się nieodmiennie na płacenie symbolicznej kwoty za dobę pobytu z dzieckiem w szpitalu (woda, prąd, pościel, łóżko) a kiedy przychodzi do płacenia to udaje, że siedziała przy dziecku na krzesełku tylko, albo z 13 dób pobytu wychodzi jej 4.
"To ja jutro zapłacę", bierze dziecko i w szpitalu się już nie pojawia po wypis i z zapłatą lub płaci po dwu tygodniach, kiedy przychodzi czas na kontrolny pobyt w szpitalu po dwu tygodniach od choroby.
Zamiast pilnować dziecka, które biega korytarzem przewracając się co rusz na kaloryfer, kilka razy ziennie schodzi do palarni. W odwiedziny przychodzi cała rodzina, bez obuwia zmiennego, a po zwróceniu uwagi na reżim sanitarny wszczynają awanturę.
Matka choć ma własną salę, by nie kontaktować się z innymi chorymi dziećmi i nie roznosić infekcji chodzi na inne sale, często biegunkowe a potem ma pretensje że dziecko było już zdrowe a tu nowa infekcja.
Dziecko ma swoje łóżeczko ale matka stale układa je do własnego, na którym siadają przychodzący z zewnątrz odwiedzający, matka w brudnych spodniach i "tygodniowych skarpetach". A potem "Skąd ta wysypka?"
Matka codziennie przychodzi dowiadywać się o stanie zdrowia dziecka, a na dyżurze ni stąd ni zowąd robi awanturę że nie wie co z dzieckiem się dzieje.
16 czerwca 2010
Ja chciałam podać PESEL dziecka
4:05 rano, telefon
- Ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale Pani się chyba coś pomyliło, tak wcześnie?
- Nie, ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale jest 4:05 rano!
- A to sory, że panią obudziłam
- Nie, nie obudziła Pani, ja jestem w szpitalu cały czas i nie śpię, ale to chyba trochę wcześnie...
Okazało się że dziecko było już dawno wypisane ze szpitala do domu, no ale pacjent (i jego rodzice) najważniejszy, nawet jak zrywasz się rano do telefonu myśląc że jakiś ciężki nagły przypadek, to o 4:05 PESEL dziecka trzeba wziąć.
- Ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale Pani się chyba coś pomyliło, tak wcześnie?
- Nie, ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale jest 4:05 rano!
- A to sory, że panią obudziłam
- Nie, nie obudziła Pani, ja jestem w szpitalu cały czas i nie śpię, ale to chyba trochę wcześnie...
Okazało się że dziecko było już dawno wypisane ze szpitala do domu, no ale pacjent (i jego rodzice) najważniejszy, nawet jak zrywasz się rano do telefonu myśląc że jakiś ciężki nagły przypadek, to o 4:05 PESEL dziecka trzeba wziąć.
14 czerwca 2010
Biegunka a sraczka
Biegunka jest jak ktoś zdąży dobiec do ubikacji,
a sraczka jak nie zdąży...
(dziecięca definicja)
a sraczka jak nie zdąży...
(dziecięca definicja)
5 czerwca 2010
Diagnostyka
Przyjmujesz dziecko drugi raz do szpitala żeby je w pełni zdiagnozować po pierwszym pobycie (zrobic EEG po drgawkach gorączkowych albo testy skórne w kierunku alergii kiedy już dziecko nie ma wysypki), ustalasz terminy wszystkich badań żeby dziecko nie musiało leżeć długo w szpitalu, piszesz wszystko na karcie wypisowej, mówisz jeszcze raz, kiedy dokładnie trzeba przyjść, o której godzinie, że ze skierowaniem od lekarza POZ, i co? I nie stawiają się w ogóle, albo przychodzą po południu a badanie było zaplanowane na czczo o 8 rano. Albo narzekają, że musieli w ogóle przyjść i że musza poczekać pół godziny kiedy akurat karetka pogotowia przywiozła dziecko w ciężkim stanie i musi być szybko przyjęte...
4 czerwca 2010
2 czerwca 2010
Zboczenie zawodowe No. 1
Po kilku tygodniach pisania statusów wszystkim pacjentom na oddziale zaczyna się myśleć innymi kategoriami... na przykład o jedzeniu o 14:20 (kiedy pracuje się do 15:00) i jest się głodnym:
Jedzenie wykonywane w trybie planowym: kurczak z surówką, ryż z pieczarkami.
Jedzenie w trybie doraźnym: Z powodu uporczywego głodu wykonano kanapki z serem żółtym, sałata, pomidorem. Podano bez powikłań.
Jedzenie wykonywane w trybie planowym: kurczak z surówką, ryż z pieczarkami.
Jedzenie w trybie doraźnym: Z powodu uporczywego głodu wykonano kanapki z serem żółtym, sałata, pomidorem. Podano bez powikłań.
1 czerwca 2010
Zboczenie zawodowe No. 2
Z czasem zamiast napisać zwykłą listę zakupów do sklepu piszesz sobie receptę...
Rp. Jogurt 5 op.
S 1×1 rano
Serek biały ziarnisty 10 op.
S. 2×1
Galaretka 3 op.
S. doraźnie
...
Rp. Jogurt 5 op.
S 1×1 rano
Serek biały ziarnisty 10 op.
S. 2×1
Galaretka 3 op.
S. doraźnie
...
18 maja 2010
Po co do szpitala?
Pisałam już, że lekarze POZ boją się mówić pacjentom, że zostaną w szpitalu i mówią, że na badania tylko idą. Ale bywa i tak, że rodzice dziecka wiedzą, po co przychodzą.
Matka idzie z zakatarzonym dzieckiem do Poradni "D". Diagnoza lekarza się jednak nie podoba (no cóż, może i tak być), więc matka dwa dni później zgłasza się na SOR (szpitalny oddział ratunkowy - hm, nie ma z ratunkiem nic wspólnego, traktuje się go jak POZ do którego może przyjść każdy, o każdej porze, bez żadnego skierowania). SOR kieruje dziecko do szpitala, ale matka po zbadaniu dziecka na Pediatrycznej Izbie Przyjęć płacze, że dziecka nie zostawi.
I po co ruszać góry, skoro się nie chce dziecka zostawić w szpitalu?
Matka idzie z zakatarzonym dzieckiem do Poradni "D". Diagnoza lekarza się jednak nie podoba (no cóż, może i tak być), więc matka dwa dni później zgłasza się na SOR (szpitalny oddział ratunkowy - hm, nie ma z ratunkiem nic wspólnego, traktuje się go jak POZ do którego może przyjść każdy, o każdej porze, bez żadnego skierowania). SOR kieruje dziecko do szpitala, ale matka po zbadaniu dziecka na Pediatrycznej Izbie Przyjęć płacze, że dziecka nie zostawi.
I po co ruszać góry, skoro się nie chce dziecka zostawić w szpitalu?
15 maja 2010
Rozpoznanie: matka-nauczycielka
Nie chcę tu nikogo urazić, ale niestety zawód ten jest tak specyficzny, że kiedy dziecko z rodzicami przychodzi na izbę przyjęć to po kilku pierwszych zdaniach można z 80% pewnością powiedzieć ze matka jest nauczycielką.
Bycie autorytetem dla dzieci sprawia, że osoby te maja swoje-wyrobione-jedyne-słuszne zdanie na każdy temat i jeżeli opinia lekarza jest inna to zupełnie ją ignorują. Przykładowo, jeżeli taka matka ubzdura sobie, że dziecko dostało biegunki po szpitalnym śniadaniu to choćby jej pokazać, ze dziecko ma antygeny Rotavirusa w kale, to dalej będzie winiła szpitalny posiłek.
Lekarz ma 50% szans na porozumienie z matka, jeśli ona poprawnie wyrobi sobie zdanie na temat tego, co dziecku jest i jak je leczyć, to odnosi się sukces terapeutyczny, jeśli nie, to niestety żadne tłumaczenia nie pomogą i jest się skazanym z góry na porażkę.
Bycie autorytetem dla dzieci sprawia, że osoby te maja swoje-wyrobione-jedyne-słuszne zdanie na każdy temat i jeżeli opinia lekarza jest inna to zupełnie ją ignorują. Przykładowo, jeżeli taka matka ubzdura sobie, że dziecko dostało biegunki po szpitalnym śniadaniu to choćby jej pokazać, ze dziecko ma antygeny Rotavirusa w kale, to dalej będzie winiła szpitalny posiłek.
Lekarz ma 50% szans na porozumienie z matka, jeśli ona poprawnie wyrobi sobie zdanie na temat tego, co dziecku jest i jak je leczyć, to odnosi się sukces terapeutyczny, jeśli nie, to niestety żadne tłumaczenia nie pomogą i jest się skazanym z góry na porażkę.
2 maja 2010
Im dalej w las
Ciekawe jest podejście do wizyty lekarskiej na różnych oddziałach. Pediatria: Wizyta trwa trzy godziny, w trakcie niej każde dziecko jest szczegółowo badane przez lekarzy i stażystów, ma ustalane dalsze leczenie i proponowane badania.
Interna: Wizyta trwa godzinę, każdy pacjent jest osłuchiwany tylko przez ordynatora, stażysta pisze skierowania.
Chirurgia: Wizyta trzydziestominutowa, każdy pacjent jest pytany przez ordynatora, jak się czuje. Stażysta stoi u drzwi bo nie ma miejsca.
Ginekologia: Wizyta trwa kwadrans, lekarzy jest tak wielu, ze stażysta się nie miesci na sali, ordynator ″przebiega″ przez oddział.
Wszystkie oddziały miały podobną ilość łóżek i podobnej wielkości sale. Ciekawe, ze miałam staż na tych oddziałach w powyższej kolejnosci, więc dzieci na pediatrii znałam, pacjentów na internie znałam jeśli leżeli tydzień i dłużej lub na ″mojej″ sali i badałam ich codziennie przed wizytą. Pacjentów chirurgii znalam jesli ich przyjmowałam do oddziału, ale na sali ich już później nie widziałam. Pacjentek ginekologii nie widzialam, chyba ze miały usg albo rodziły na bloku porodowym. I nie zależało to od zaangażowania w życie oddziału.
Interna: Wizyta trwa godzinę, każdy pacjent jest osłuchiwany tylko przez ordynatora, stażysta pisze skierowania.
Chirurgia: Wizyta trzydziestominutowa, każdy pacjent jest pytany przez ordynatora, jak się czuje. Stażysta stoi u drzwi bo nie ma miejsca.
Ginekologia: Wizyta trwa kwadrans, lekarzy jest tak wielu, ze stażysta się nie miesci na sali, ordynator ″przebiega″ przez oddział.
Wszystkie oddziały miały podobną ilość łóżek i podobnej wielkości sale. Ciekawe, ze miałam staż na tych oddziałach w powyższej kolejnosci, więc dzieci na pediatrii znałam, pacjentów na internie znałam jeśli leżeli tydzień i dłużej lub na ″mojej″ sali i badałam ich codziennie przed wizytą. Pacjentów chirurgii znalam jesli ich przyjmowałam do oddziału, ale na sali ich już później nie widziałam. Pacjentek ginekologii nie widzialam, chyba ze miały usg albo rodziły na bloku porodowym. I nie zależało to od zaangażowania w życie oddziału.
1 maja 2010
Gdzie jest dziecko?
Wizyty domowe w ramach Poradni "D"
Otwiera matka.
Dr: Gdzie jest dziecko?
Matka: A, do sklepu poszło...
Otwiera matka.
Dr: Gdzie jest dziecko?
Matka: A, do sklepu poszło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)