Kiedy zakładaliśmy NZOZ z kolegami pomyśleliśmy, że dobrym pomysłem byłoby żeby mieć telefon do użytku pacjentów: całodobowy, żeby mogli dzwonić zapytać o wszystko swojego lekarza. Wzięliśmy więc komórkowy i zaczęło się... Pacjenci zaczęli dzwonić bez ustanku, tak że musieliśmy się nim wymieniać jak ktoś chciał mieć chwilę spokoju.
Dzwonili w rożnych sprawach, ale głownie po to, by się czegoś dowiedzieć o swojej chorobie.
Po dwu latach telefon umilkł. Czasami tylko jakaś młoda mama zadzwoni, gdy dziecko ma gorączkę.
Myślę, że wyedukowaliśmy już swoich pacjentów tak, że wiedzą na czym ich choroby polegają i łatwiej się nam teraz z nimi współpracuje. To był na prawdę dobry pomysł.
Blog lekarki. Od 2006 studencko na Uniwersytecie Medycznym, w większości bulwersacje nabyte na zajęciach i w klinikach (skąd nazwa bloga). Od 2008 mniej klinicznie, a bardziej stażowo w Szpitalu Powiatowym. Od 2010 zapiski ze Szwecji w których mniej narzekań, a więcej o kulturze i codzienności pracy lekarza. Od 2013 o tym jak się żyje we trójkę z dzieckiem w Szwecji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzinnie. Pokaż wszystkie posty
8 października 2010
1 maja 2010
Gdzie jest dziecko?
Wizyty domowe w ramach Poradni "D"
Otwiera matka.
Dr: Gdzie jest dziecko?
Matka: A, do sklepu poszło...
Otwiera matka.
Dr: Gdzie jest dziecko?
Matka: A, do sklepu poszło...
11 marca 2010
Sub-lekarze
Chirurdzy prześmiewają się z anestezjologów i internistów, ci zaś z chirurgów. W każdym z tych stanowisk jest źdźbło prawdy, ale głównie są to niegroźne docinki jak dowcipy o różnych innych grupach zawodowych.
Ale wszyscy mają złe zdanie o lekarzach rodzinnych. Bo to przecież nieudacznicy, którym nie udało się dostać na kardiochirurgię dziecięcą, okulistyką lub równie prestiżową specjalizację. Przecież każdy sobie może iść do pracy w poradni, nawet chirurg da sobie radę, to praca niższej kategorii, uwłaczająca, to tylko przepisywanie recept...
A co z ludźmi, których to na prawdę interesuje? Nikt z mojego roku kończąc studia na pytanie "Jaką specjalizację chcesz robić?" nie odpowiedział z dumą, że wybiera się na medycynę rodzinną.
Niestety sama znam wielu lekarzy, którzy nie powinni pracować w POZ, bo się na tym kompletnie nie znają. Niestety potem wszystkich lekarzy z tego fachu ocenia się jako sub-lekarzy, ciemnoty i nieudaczników i nie są cenieni ani przez pacjentów, ani przez innych lekarzy. Jest to piękna i wymagająca specjalizacja, ale nie w tym kraju.
Ale wszyscy mają złe zdanie o lekarzach rodzinnych. Bo to przecież nieudacznicy, którym nie udało się dostać na kardiochirurgię dziecięcą, okulistyką lub równie prestiżową specjalizację. Przecież każdy sobie może iść do pracy w poradni, nawet chirurg da sobie radę, to praca niższej kategorii, uwłaczająca, to tylko przepisywanie recept...
A co z ludźmi, których to na prawdę interesuje? Nikt z mojego roku kończąc studia na pytanie "Jaką specjalizację chcesz robić?" nie odpowiedział z dumą, że wybiera się na medycynę rodzinną.
Niestety sama znam wielu lekarzy, którzy nie powinni pracować w POZ, bo się na tym kompletnie nie znają. Niestety potem wszystkich lekarzy z tego fachu ocenia się jako sub-lekarzy, ciemnoty i nieudaczników i nie są cenieni ani przez pacjentów, ani przez innych lekarzy. Jest to piękna i wymagająca specjalizacja, ale nie w tym kraju.
22 sierpnia 2007
Co wzbudza respekt u pacjenta?
Na pytanie, co wzbudza respekt pacjenta do lekarza POZ większość pacjentów spośród różnych procedur medycznych zakreśliło zszycie rany.
Nie rektoskopię, badanie słuchu audiometrem, badanie per rectum, ani inne, ale właśnie umiejętność chirurgicznego zaopatrzenia rany.
Nie rektoskopię, badanie słuchu audiometrem, badanie per rectum, ani inne, ale właśnie umiejętność chirurgicznego zaopatrzenia rany.
11 marca 2007
Leucynoza – stan permanentnego zagrożenia życia
Leucynoza lub jak kto woli "choroba syropu klonowego" to rzadka choroba z grupy zaburzeń metabolizmu aminokwasów. Choruje na nią w Polsce ośmioro dzieci. Niebezpieczeństwo choroby polega na tym, że jakikolwiek katabolizm w organizmie powoduje nagłą dekompensację, tak, że pacjent ląduje w stanie ciężkim na intensywnej terapii na długie tygodnie.
Dlatego, jeżeli pacjent z leucynozą ma np. dwie afty w jamie ustnej, to jest to dla niego wskazanie do pilnej hospitalizacji. Należy wtedy zabezpieczyć dostęp do żyły i podłączyć glukozę 20% we wlewie ciągłym oraz dokładać bolusy glukozy 40%, tak, by utrzymać stężenie glukozy we krwi na stałym poziomie ok. 120 mg%. Oczywiście należy też podać antybiotyki jeśli jest to konieczne.
Rodzice dzieci z tym schorzeniem są już przeszkoleni, że maję się zgłaszać do szpitala z każdym banalnym nawet zakażeniem. Jeżeli tego nie zrobią, to wyciąganie ze stanu ciężkiego, gdy już dojdzie do katabolizmu trwa tygodnie, a nawet miesiące.
Oczywiście lekarze też muszą to wiedzieć.
W Polsce diagnozuje się tę chorobę od niedawna, dlatego pacjenci chorujący na nią to dzieci (ujawnia się w dzieciństwie), w USA leczy się tych pacjentów dłużej, dlatego są tam już przypadki u dorosłych.
Dlatego, jeżeli pacjent z leucynozą ma np. dwie afty w jamie ustnej, to jest to dla niego wskazanie do pilnej hospitalizacji. Należy wtedy zabezpieczyć dostęp do żyły i podłączyć glukozę 20% we wlewie ciągłym oraz dokładać bolusy glukozy 40%, tak, by utrzymać stężenie glukozy we krwi na stałym poziomie ok. 120 mg%. Oczywiście należy też podać antybiotyki jeśli jest to konieczne.
Rodzice dzieci z tym schorzeniem są już przeszkoleni, że maję się zgłaszać do szpitala z każdym banalnym nawet zakażeniem. Jeżeli tego nie zrobią, to wyciąganie ze stanu ciężkiego, gdy już dojdzie do katabolizmu trwa tygodnie, a nawet miesiące.
Oczywiście lekarze też muszą to wiedzieć.
W Polsce diagnozuje się tę chorobę od niedawna, dlatego pacjenci chorujący na nią to dzieci (ujawnia się w dzieciństwie), w USA leczy się tych pacjentów dłużej, dlatego są tam już przypadki u dorosłych.
18 lutego 2007
Cytat dnia
"Pacjent składa się z pacjenta i z jego papierów. Ale przede wszystkim z papierów."
Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy lekarz rodzinny przez pół minuty bada, a przez następne pięć musi pisać. Jeśli ktoś uzna to za zły przykład, to niech przyjmie pacjenta na oddział. Będzie musiał te same dane wpisywać do różnych formularzy, zeszytów, kart, a potem wprowadzić je do komputera.
Wyniki badań laboratoryjnych przychodzą na kartkach, więc też trzeba je przepisywać do komputera. A robi to lekarz, bo jest "tańszy od sekretarki medycznej", jak się kiedyś dowiedziałam. I tak lekarz pisze i pisze, a pacjent myśli, że on pije kawę i nic nie robi.
Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy lekarz rodzinny przez pół minuty bada, a przez następne pięć musi pisać. Jeśli ktoś uzna to za zły przykład, to niech przyjmie pacjenta na oddział. Będzie musiał te same dane wpisywać do różnych formularzy, zeszytów, kart, a potem wprowadzić je do komputera.
Wyniki badań laboratoryjnych przychodzą na kartkach, więc też trzeba je przepisywać do komputera. A robi to lekarz, bo jest "tańszy od sekretarki medycznej", jak się kiedyś dowiedziałam. I tak lekarz pisze i pisze, a pacjent myśli, że on pije kawę i nic nie robi.
12 stycznia 2007
O zajęciach słów kilka
Zdałam sobie sprawę, co sprawia, że z jednych zajęć się coś wynosi, a z innych nie. Nie jest to związane (jak notorycznie nam wmawiają asystenci) to, czy się czegoś nauczyło na zajęcia, lecz to, ile czasu asystent spędza ze studentami w czasie zajęć. Miałam rewelacyjne zajęcia na pediatrii w poradni (a pediatrii do tej pory nie lubiłam) i sama nie wiedziałam, czym jest to spowodowane. Następny tydzień zajęć - chirurgia dziecięca w poradni: gipsowanie, szycie i znów mi się podoba. Myślę sobie "takich świetnych zajęć od początku studiów nie miałam".
I okazuje się patrząc retrospektywnie, że były takie świetne, gdyż przez cały czas asystent był z nami. Mówił, co robić, a jak coś było źle, to pomagał to naprawić. To my w końcu byliśmy lekarzami i przyjmowaliśmy pacjentów sami, a asystent tylko nadzorował, pomagał wypisać pierwsza prawdziwą receptę. Było super!
I nastała szara rzeczywistość na alergologii, gdzie przez trzy godziny ćwiczeń dostaje się dwóch pacjentów do zbadania i zebrania wywiadu, a potem w ciągu pięciu minut omawia się je z asystentem. Dlaczego nie można by przejść z asystentem całego oddziału badając pacjentów i mówiąc im np. "tu słyszycie trzeszczenia, proszę tutaj przyłożyć słuchawkę" albo "tutaj można wyczuć śledzionę, tak, tutaj (...) Teraz następna osoba".
Prawda jest taka, że nikomu się nie chce i nikt nie ma na to czasu, bo musi pozałatwiać swoje sprawy na oddziale, zejść do przychodni, umówić zabiegi.
I okazuje się patrząc retrospektywnie, że były takie świetne, gdyż przez cały czas asystent był z nami. Mówił, co robić, a jak coś było źle, to pomagał to naprawić. To my w końcu byliśmy lekarzami i przyjmowaliśmy pacjentów sami, a asystent tylko nadzorował, pomagał wypisać pierwsza prawdziwą receptę. Było super!
I nastała szara rzeczywistość na alergologii, gdzie przez trzy godziny ćwiczeń dostaje się dwóch pacjentów do zbadania i zebrania wywiadu, a potem w ciągu pięciu minut omawia się je z asystentem. Dlaczego nie można by przejść z asystentem całego oddziału badając pacjentów i mówiąc im np. "tu słyszycie trzeszczenia, proszę tutaj przyłożyć słuchawkę" albo "tutaj można wyczuć śledzionę, tak, tutaj (...) Teraz następna osoba".
Prawda jest taka, że nikomu się nie chce i nikt nie ma na to czasu, bo musi pozałatwiać swoje sprawy na oddziale, zejść do przychodni, umówić zabiegi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)