Trzyletnia dziewczynka zjadła różową trutkę na szczury. Rodzice nie bardzo przejęli się całą sprawą i tym że dziecka nie dopilnowali.
Trucizna na szczury to antagonista witaminy K, który daje po 72 godzinach od spożycia zaburzenia krzepnięcia krwi (w zależności od przyjętej dawki nawet do ciężkich zaburzeń krzepnięcia i wykrwawienia się włącznie - mechanizm zabijania szczura).
Było akurat miejsce na sali dwuosobowej, z lóżkiem dla rodzica, gdzie za drobną opłatą(za prąd, pościel) można przebywać z dzieckiem całą dobę (takich sal jest tylko kilka na caly oddział. Mimo niejednokrotnego podkreślania rodzicom owych 72 godzin po których dopiero trucizna zaczyna działać, ci wypisali dziecko na własne żądanie po 24 godzinach od zatrucia.
W chwili przyjęcia parametry krzepniecia dziecka były prawidlowe, po 72 godzinach możemy tylko mieć nadzieję, że nie spadły drastycznie...
Blog lekarki. Od 2006 studencko na Uniwersytecie Medycznym, w większości bulwersacje nabyte na zajęciach i w klinikach (skąd nazwa bloga). Od 2008 mniej klinicznie, a bardziej stażowo w Szpitalu Powiatowym. Od 2010 zapiski ze Szwecji w których mniej narzekań, a więcej o kulturze i codzienności pracy lekarza. Od 2013 o tym jak się żyje we trójkę z dzieckiem w Szwecji.
11 lipca 2010
10 lipca 2010
Zawał
Zgłoszenie do zawału z poradni. Karetka jedzie na sygnałach, zespół w pospiechu wchodzi do poradni a tu nikt na nich nie czeka, rejestratorka nic nie wie... nie ma żadnego lekarza w poradni, bo ten, który zgłosił przyjazd karetki już poszedł, bo jego godziny pracy się skończyły, a następny jeszcze nie przyszedł...
W końcu znajduje się pacjent, jak dowiadujemy się później 73-letni dziadek w depresji po śmierci żony. Umarła tydzień temu, a o niego nie ma kto zadbać, siedzi sam w domu i nie potrafi sobie sam nawet jedzenia przygotować.
- Dziadku, boli Was cos?
- Nie.
- A bolalo?
- Nie.
EKG: RZM o częstości 75/min, zapis prawidłowy. Skierowanie do szpitala wystawione przez lekarza POZ: Zawał mięśnia sercowego. Dziadek potrzebuje pomocy bo nie potrafi o siebie sam zadbać, ale nie powinien być przewieziony na ostry dyżur kardiologiczny karetką na sygnałach, bo to nie jest miejsce dla niego! Lekarz pogotowia ratunkowego znajduje po pewnym czasie kierownika poradni i grzecznie mówi, że pacjent nie wymaga hospitalizacji i przewozu karetką pogotowia, w zamian za co dostaje wiązankę niepochlebnych (grzecznie mówiąc) słów w twarz z nakazem odwozu pacjenta.
W końcu znajduje się pacjent, jak dowiadujemy się później 73-letni dziadek w depresji po śmierci żony. Umarła tydzień temu, a o niego nie ma kto zadbać, siedzi sam w domu i nie potrafi sobie sam nawet jedzenia przygotować.
- Dziadku, boli Was cos?
- Nie.
- A bolalo?
- Nie.
EKG: RZM o częstości 75/min, zapis prawidłowy. Skierowanie do szpitala wystawione przez lekarza POZ: Zawał mięśnia sercowego. Dziadek potrzebuje pomocy bo nie potrafi o siebie sam zadbać, ale nie powinien być przewieziony na ostry dyżur kardiologiczny karetką na sygnałach, bo to nie jest miejsce dla niego! Lekarz pogotowia ratunkowego znajduje po pewnym czasie kierownika poradni i grzecznie mówi, że pacjent nie wymaga hospitalizacji i przewozu karetką pogotowia, w zamian za co dostaje wiązankę niepochlebnych (grzecznie mówiąc) słów w twarz z nakazem odwozu pacjenta.
5 lipca 2010
Bebilon HA, Twoje dziecko nie miało alergii, to ją będzie miało.
Matka przynosi niemowlę do lekarza rodzinnego na bilans. Ten widząc suchą skórę dziecka i skazę białkową zmienia mu mieszankę mleczną na hypoalergiczną, bo najlepiej jak najwcześniej zapobiegać powstawaniu alergii.
Ciężko powiedzieć, czy lekarz nie miał czasu powiedzieć, dlaczego mleko zmienia, czy też matka nie zrozumiała lub zapomniała. W efekcie "troskliwa koleżanka" tłumaczy matce: Nowe mleko masz wyrzucić a lekarza opieprzyć! Jak Twoje dziecko nie miało alergii to ją będzie miało jak je tym będziesz karmić. Potem będziesz do nich chodzić i za wizyty prywatne płacić...
Rzeczywiście jak się człowiek na coś nie leczy to na pewno znaczy że nie jest chory. Proste. Szkoda tylko jak zwykle dziecka, bo ono nie może o sobie zdecydować.
Ciężko powiedzieć, czy lekarz nie miał czasu powiedzieć, dlaczego mleko zmienia, czy też matka nie zrozumiała lub zapomniała. W efekcie "troskliwa koleżanka" tłumaczy matce: Nowe mleko masz wyrzucić a lekarza opieprzyć! Jak Twoje dziecko nie miało alergii to ją będzie miało jak je tym będziesz karmić. Potem będziesz do nich chodzić i za wizyty prywatne płacić...
Rzeczywiście jak się człowiek na coś nie leczy to na pewno znaczy że nie jest chory. Proste. Szkoda tylko jak zwykle dziecka, bo ono nie może o sobie zdecydować.
4 lipca 2010
Nie mówcie tylko że to świnka
Na oddziałach pediatrii hospitalizuje się dzieci z różnymi ciężkimi chorobami, których nie da się leczyć w domu. Sale bywają kilkuosobowe, rodzice mogą odwiedzać dzieci, nie są to więc warunki do leczenia chorób zakaźnych, bo cały oddział mógłby się zarazić od jednego pacjenta. Zwykle jest też kilka noworodków z żółtaczką i zapaleniem płuc których stan w sytuacji nadkażenia dodatkowo jakimkolwiek patogenem gwałtownie by się pogorszył.
Tymczasem często się zdarza, że przychodzą rodzice z dzieckiem chorym na ospę wietrzną lub świnkę i nie mogą być przyjęci z powyższych przyczyn. Gdy stan takiegi dziecka jest dobry, jest ono odsyłane do leczenia ambulatoryjnego lub gdy cięższy do szpitala zakaźnego. Rodzice czasami nie chcą tego zrozumieć ale lekarze w poradni chyba powinni to wiedzieć. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Pewnego razu przychodzą rodzice z dzieckiem chorym ewidentnie na zapalenie ślinianki przyusznej (czyli świnkę) i domagają się przyjęcia dziecka.
Po długiej rozmowie okazuje się że lekarz rozpoznał schorzenie i celowo skierował dziecko na oddział dziecięcy radząc rodzicom, żeby się nie przyznawali do tego, bo ich nie przyjmą. Ręce opadają po raz kolejny...
Tymczasem często się zdarza, że przychodzą rodzice z dzieckiem chorym na ospę wietrzną lub świnkę i nie mogą być przyjęci z powyższych przyczyn. Gdy stan takiegi dziecka jest dobry, jest ono odsyłane do leczenia ambulatoryjnego lub gdy cięższy do szpitala zakaźnego. Rodzice czasami nie chcą tego zrozumieć ale lekarze w poradni chyba powinni to wiedzieć. Okazuje się jednak, że niekoniecznie.
Pewnego razu przychodzą rodzice z dzieckiem chorym ewidentnie na zapalenie ślinianki przyusznej (czyli świnkę) i domagają się przyjęcia dziecka.
Po długiej rozmowie okazuje się że lekarz rozpoznał schorzenie i celowo skierował dziecko na oddział dziecięcy radząc rodzicom, żeby się nie przyznawali do tego, bo ich nie przyjmą. Ręce opadają po raz kolejny...
2 lipca 2010
Matka-paprotka
Matka-paprotka ma najoględniej powiedziawszy niekompletne uzębienie, często oczopląs, tłuste nieumyte włosy, choć nocuje z dzieckiem w osobnej sali z łazienką, brudne spodnie.
Zgadza się nieodmiennie na płacenie symbolicznej kwoty za dobę pobytu z dzieckiem w szpitalu (woda, prąd, pościel, łóżko) a kiedy przychodzi do płacenia to udaje, że siedziała przy dziecku na krzesełku tylko, albo z 13 dób pobytu wychodzi jej 4.
"To ja jutro zapłacę", bierze dziecko i w szpitalu się już nie pojawia po wypis i z zapłatą lub płaci po dwu tygodniach, kiedy przychodzi czas na kontrolny pobyt w szpitalu po dwu tygodniach od choroby.
Zamiast pilnować dziecka, które biega korytarzem przewracając się co rusz na kaloryfer, kilka razy ziennie schodzi do palarni. W odwiedziny przychodzi cała rodzina, bez obuwia zmiennego, a po zwróceniu uwagi na reżim sanitarny wszczynają awanturę.
Matka choć ma własną salę, by nie kontaktować się z innymi chorymi dziećmi i nie roznosić infekcji chodzi na inne sale, często biegunkowe a potem ma pretensje że dziecko było już zdrowe a tu nowa infekcja.
Dziecko ma swoje łóżeczko ale matka stale układa je do własnego, na którym siadają przychodzący z zewnątrz odwiedzający, matka w brudnych spodniach i "tygodniowych skarpetach". A potem "Skąd ta wysypka?"
Matka codziennie przychodzi dowiadywać się o stanie zdrowia dziecka, a na dyżurze ni stąd ni zowąd robi awanturę że nie wie co z dzieckiem się dzieje.
Zgadza się nieodmiennie na płacenie symbolicznej kwoty za dobę pobytu z dzieckiem w szpitalu (woda, prąd, pościel, łóżko) a kiedy przychodzi do płacenia to udaje, że siedziała przy dziecku na krzesełku tylko, albo z 13 dób pobytu wychodzi jej 4.
"To ja jutro zapłacę", bierze dziecko i w szpitalu się już nie pojawia po wypis i z zapłatą lub płaci po dwu tygodniach, kiedy przychodzi czas na kontrolny pobyt w szpitalu po dwu tygodniach od choroby.
Zamiast pilnować dziecka, które biega korytarzem przewracając się co rusz na kaloryfer, kilka razy ziennie schodzi do palarni. W odwiedziny przychodzi cała rodzina, bez obuwia zmiennego, a po zwróceniu uwagi na reżim sanitarny wszczynają awanturę.
Matka choć ma własną salę, by nie kontaktować się z innymi chorymi dziećmi i nie roznosić infekcji chodzi na inne sale, często biegunkowe a potem ma pretensje że dziecko było już zdrowe a tu nowa infekcja.
Dziecko ma swoje łóżeczko ale matka stale układa je do własnego, na którym siadają przychodzący z zewnątrz odwiedzający, matka w brudnych spodniach i "tygodniowych skarpetach". A potem "Skąd ta wysypka?"
Matka codziennie przychodzi dowiadywać się o stanie zdrowia dziecka, a na dyżurze ni stąd ni zowąd robi awanturę że nie wie co z dzieckiem się dzieje.
16 czerwca 2010
Ja chciałam podać PESEL dziecka
4:05 rano, telefon
- Ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale Pani się chyba coś pomyliło, tak wcześnie?
- Nie, ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale jest 4:05 rano!
- A to sory, że panią obudziłam
- Nie, nie obudziła Pani, ja jestem w szpitalu cały czas i nie śpię, ale to chyba trochę wcześnie...
Okazało się że dziecko było już dawno wypisane ze szpitala do domu, no ale pacjent (i jego rodzice) najważniejszy, nawet jak zrywasz się rano do telefonu myśląc że jakiś ciężki nagły przypadek, to o 4:05 PESEL dziecka trzeba wziąć.
- Ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale Pani się chyba coś pomyliło, tak wcześnie?
- Nie, ja chciałam podać PESEL dziecka
- Ale jest 4:05 rano!
- A to sory, że panią obudziłam
- Nie, nie obudziła Pani, ja jestem w szpitalu cały czas i nie śpię, ale to chyba trochę wcześnie...
Okazało się że dziecko było już dawno wypisane ze szpitala do domu, no ale pacjent (i jego rodzice) najważniejszy, nawet jak zrywasz się rano do telefonu myśląc że jakiś ciężki nagły przypadek, to o 4:05 PESEL dziecka trzeba wziąć.
14 czerwca 2010
Biegunka a sraczka
Biegunka jest jak ktoś zdąży dobiec do ubikacji,
a sraczka jak nie zdąży...
(dziecięca definicja)
a sraczka jak nie zdąży...
(dziecięca definicja)
5 czerwca 2010
Diagnostyka
Przyjmujesz dziecko drugi raz do szpitala żeby je w pełni zdiagnozować po pierwszym pobycie (zrobic EEG po drgawkach gorączkowych albo testy skórne w kierunku alergii kiedy już dziecko nie ma wysypki), ustalasz terminy wszystkich badań żeby dziecko nie musiało leżeć długo w szpitalu, piszesz wszystko na karcie wypisowej, mówisz jeszcze raz, kiedy dokładnie trzeba przyjść, o której godzinie, że ze skierowaniem od lekarza POZ, i co? I nie stawiają się w ogóle, albo przychodzą po południu a badanie było zaplanowane na czczo o 8 rano. Albo narzekają, że musieli w ogóle przyjść i że musza poczekać pół godziny kiedy akurat karetka pogotowia przywiozła dziecko w ciężkim stanie i musi być szybko przyjęte...
4 czerwca 2010
2 czerwca 2010
Zboczenie zawodowe No. 1
Po kilku tygodniach pisania statusów wszystkim pacjentom na oddziale zaczyna się myśleć innymi kategoriami... na przykład o jedzeniu o 14:20 (kiedy pracuje się do 15:00) i jest się głodnym:
Jedzenie wykonywane w trybie planowym: kurczak z surówką, ryż z pieczarkami.
Jedzenie w trybie doraźnym: Z powodu uporczywego głodu wykonano kanapki z serem żółtym, sałata, pomidorem. Podano bez powikłań.
Jedzenie wykonywane w trybie planowym: kurczak z surówką, ryż z pieczarkami.
Jedzenie w trybie doraźnym: Z powodu uporczywego głodu wykonano kanapki z serem żółtym, sałata, pomidorem. Podano bez powikłań.
1 czerwca 2010
Zboczenie zawodowe No. 2
Z czasem zamiast napisać zwykłą listę zakupów do sklepu piszesz sobie receptę...
Rp. Jogurt 5 op.
S 1×1 rano
Serek biały ziarnisty 10 op.
S. 2×1
Galaretka 3 op.
S. doraźnie
...
Rp. Jogurt 5 op.
S 1×1 rano
Serek biały ziarnisty 10 op.
S. 2×1
Galaretka 3 op.
S. doraźnie
...
18 maja 2010
Po co do szpitala?
Pisałam już, że lekarze POZ boją się mówić pacjentom, że zostaną w szpitalu i mówią, że na badania tylko idą. Ale bywa i tak, że rodzice dziecka wiedzą, po co przychodzą.
Matka idzie z zakatarzonym dzieckiem do Poradni "D". Diagnoza lekarza się jednak nie podoba (no cóż, może i tak być), więc matka dwa dni później zgłasza się na SOR (szpitalny oddział ratunkowy - hm, nie ma z ratunkiem nic wspólnego, traktuje się go jak POZ do którego może przyjść każdy, o każdej porze, bez żadnego skierowania). SOR kieruje dziecko do szpitala, ale matka po zbadaniu dziecka na Pediatrycznej Izbie Przyjęć płacze, że dziecka nie zostawi.
I po co ruszać góry, skoro się nie chce dziecka zostawić w szpitalu?
Matka idzie z zakatarzonym dzieckiem do Poradni "D". Diagnoza lekarza się jednak nie podoba (no cóż, może i tak być), więc matka dwa dni później zgłasza się na SOR (szpitalny oddział ratunkowy - hm, nie ma z ratunkiem nic wspólnego, traktuje się go jak POZ do którego może przyjść każdy, o każdej porze, bez żadnego skierowania). SOR kieruje dziecko do szpitala, ale matka po zbadaniu dziecka na Pediatrycznej Izbie Przyjęć płacze, że dziecka nie zostawi.
I po co ruszać góry, skoro się nie chce dziecka zostawić w szpitalu?
15 maja 2010
Rozpoznanie: matka-nauczycielka
Nie chcę tu nikogo urazić, ale niestety zawód ten jest tak specyficzny, że kiedy dziecko z rodzicami przychodzi na izbę przyjęć to po kilku pierwszych zdaniach można z 80% pewnością powiedzieć ze matka jest nauczycielką.
Bycie autorytetem dla dzieci sprawia, że osoby te maja swoje-wyrobione-jedyne-słuszne zdanie na każdy temat i jeżeli opinia lekarza jest inna to zupełnie ją ignorują. Przykładowo, jeżeli taka matka ubzdura sobie, że dziecko dostało biegunki po szpitalnym śniadaniu to choćby jej pokazać, ze dziecko ma antygeny Rotavirusa w kale, to dalej będzie winiła szpitalny posiłek.
Lekarz ma 50% szans na porozumienie z matka, jeśli ona poprawnie wyrobi sobie zdanie na temat tego, co dziecku jest i jak je leczyć, to odnosi się sukces terapeutyczny, jeśli nie, to niestety żadne tłumaczenia nie pomogą i jest się skazanym z góry na porażkę.
Bycie autorytetem dla dzieci sprawia, że osoby te maja swoje-wyrobione-jedyne-słuszne zdanie na każdy temat i jeżeli opinia lekarza jest inna to zupełnie ją ignorują. Przykładowo, jeżeli taka matka ubzdura sobie, że dziecko dostało biegunki po szpitalnym śniadaniu to choćby jej pokazać, ze dziecko ma antygeny Rotavirusa w kale, to dalej będzie winiła szpitalny posiłek.
Lekarz ma 50% szans na porozumienie z matka, jeśli ona poprawnie wyrobi sobie zdanie na temat tego, co dziecku jest i jak je leczyć, to odnosi się sukces terapeutyczny, jeśli nie, to niestety żadne tłumaczenia nie pomogą i jest się skazanym z góry na porażkę.
2 maja 2010
Im dalej w las
Ciekawe jest podejście do wizyty lekarskiej na różnych oddziałach. Pediatria: Wizyta trwa trzy godziny, w trakcie niej każde dziecko jest szczegółowo badane przez lekarzy i stażystów, ma ustalane dalsze leczenie i proponowane badania.
Interna: Wizyta trwa godzinę, każdy pacjent jest osłuchiwany tylko przez ordynatora, stażysta pisze skierowania.
Chirurgia: Wizyta trzydziestominutowa, każdy pacjent jest pytany przez ordynatora, jak się czuje. Stażysta stoi u drzwi bo nie ma miejsca.
Ginekologia: Wizyta trwa kwadrans, lekarzy jest tak wielu, ze stażysta się nie miesci na sali, ordynator ″przebiega″ przez oddział.
Wszystkie oddziały miały podobną ilość łóżek i podobnej wielkości sale. Ciekawe, ze miałam staż na tych oddziałach w powyższej kolejnosci, więc dzieci na pediatrii znałam, pacjentów na internie znałam jeśli leżeli tydzień i dłużej lub na ″mojej″ sali i badałam ich codziennie przed wizytą. Pacjentów chirurgii znalam jesli ich przyjmowałam do oddziału, ale na sali ich już później nie widziałam. Pacjentek ginekologii nie widzialam, chyba ze miały usg albo rodziły na bloku porodowym. I nie zależało to od zaangażowania w życie oddziału.
Interna: Wizyta trwa godzinę, każdy pacjent jest osłuchiwany tylko przez ordynatora, stażysta pisze skierowania.
Chirurgia: Wizyta trzydziestominutowa, każdy pacjent jest pytany przez ordynatora, jak się czuje. Stażysta stoi u drzwi bo nie ma miejsca.
Ginekologia: Wizyta trwa kwadrans, lekarzy jest tak wielu, ze stażysta się nie miesci na sali, ordynator ″przebiega″ przez oddział.
Wszystkie oddziały miały podobną ilość łóżek i podobnej wielkości sale. Ciekawe, ze miałam staż na tych oddziałach w powyższej kolejnosci, więc dzieci na pediatrii znałam, pacjentów na internie znałam jeśli leżeli tydzień i dłużej lub na ″mojej″ sali i badałam ich codziennie przed wizytą. Pacjentów chirurgii znalam jesli ich przyjmowałam do oddziału, ale na sali ich już później nie widziałam. Pacjentek ginekologii nie widzialam, chyba ze miały usg albo rodziły na bloku porodowym. I nie zależało to od zaangażowania w życie oddziału.
1 maja 2010
Gdzie jest dziecko?
Wizyty domowe w ramach Poradni "D"
Otwiera matka.
Dr: Gdzie jest dziecko?
Matka: A, do sklepu poszło...
Otwiera matka.
Dr: Gdzie jest dziecko?
Matka: A, do sklepu poszło...
29 kwietnia 2010
Cewnik wielorazowego użytku
"Kiedyś cewniki do pęcherza były inne, gumowe.
Wchodzę kiedyś do dyżurki pielęgniarek na oddziale, a tam na kaloryferze leżą powyciągane z opakowań cewniki. Okazuje się, że po użyciu przez kilka dni cewniki zostały opłukane wodą z kranu i wysuszone na kaloryferze, po to by je użyć ponownie... dla innego pacjenta.
Chyba każdy miał wtedy zakażenie układu moczowego na tym oddziale!"
Wchodzę kiedyś do dyżurki pielęgniarek na oddziale, a tam na kaloryferze leżą powyciągane z opakowań cewniki. Okazuje się, że po użyciu przez kilka dni cewniki zostały opłukane wodą z kranu i wysuszone na kaloryferze, po to by je użyć ponownie... dla innego pacjenta.
Chyba każdy miał wtedy zakażenie układu moczowego na tym oddziale!"
24 kwietnia 2010
Palenie bierne w ciąży
Wydawało mi się, że w XXI wieku każdy wie, że palenie bierne jest równie szkodliwe jak palenie czynne. Ale okazuje się, że nawet lekarz tego nie wie.
Przyszła matka przenosi się ze stażu na pediatrii na internę. Wiadomo, na pediatrii szaleje pełno różnych infekcji: wirusowych, niewirusowych, wysypek i łatwo się czymś zarazić, co jest szczególnie niewskazane w ciąży. Tylko dlaczego, kiedy dba się o siebie i je same zdrowe rzeczy (jogurty, świeżo-wyciskane soki bez konserwantów), zażywa witaminy i nie pije kawy, to jednocześnie przez osiem godzin pracy codziennie przesiaduje się w pomieszczeniu w którym kilka innych osób pali papierosy i bynajmniej nie wietrzy pomieszczenia? Wydaje mi się, że ryzyka hipotrofii płodu i IUGR (wewnątrzmaciczne upośledzenie wzrostu) jest chyba gorsze niż przebycie infekcji kataralnej lub choćby biegunki wirusowej w ciąży. Chorób zakaźnych nie leczy się na oddziałach pediatrii, więc ryzyko zakażenia się ospą lub różyczką jest znikome.
Przyszła matka przenosi się ze stażu na pediatrii na internę. Wiadomo, na pediatrii szaleje pełno różnych infekcji: wirusowych, niewirusowych, wysypek i łatwo się czymś zarazić, co jest szczególnie niewskazane w ciąży. Tylko dlaczego, kiedy dba się o siebie i je same zdrowe rzeczy (jogurty, świeżo-wyciskane soki bez konserwantów), zażywa witaminy i nie pije kawy, to jednocześnie przez osiem godzin pracy codziennie przesiaduje się w pomieszczeniu w którym kilka innych osób pali papierosy i bynajmniej nie wietrzy pomieszczenia? Wydaje mi się, że ryzyka hipotrofii płodu i IUGR (wewnątrzmaciczne upośledzenie wzrostu) jest chyba gorsze niż przebycie infekcji kataralnej lub choćby biegunki wirusowej w ciąży. Chorób zakaźnych nie leczy się na oddziałach pediatrii, więc ryzyko zakażenia się ospą lub różyczką jest znikome.
23 kwietnia 2010
Róbcie więcej, to dług będzie... większy
Na każdym wypracowanym punkcie z NFZ szpital ponosi straty, bo NFZ płaci za mało za punkt (średnio 3 PLN straty na każdym punkcie). NFZ nie da jednak więcej pieniędzy za punkt (48 PLN), ale odpowiada, że może zwiększyć kontrakty o następne kilkadziesiąt tysięcy punktów. Wtedy długi szpitala będą... jeszcze większe. Poza tym jak zwiększyć kontrakt nie zatrudniając nowego personelu, skoro już teraz sytuacja jest niewesoła i lekarze na przykład całą "papierkową robotę" "odwalaja" na dyżurach, bo kiedy indziej nie ma czasu.
31 marca 2010
Z raportu lekarskiego
Matka chodziła po mieście z dwójką swoich dzieci i zdejmując jednemu z nich czapeczkę stwierdziła "że coś trochę za ciepłe to dziecko" i udała się do Poradni "D" która była akurat obok. Dziecko miało rzeczywiście infekcję i przepisano mu antybiotyk domięśniowo.
Matka miała pójść wykupić zastrzyki i wrócić z nimi do poradni, żeby podać dziecku pierwszą dawkę... ale już nie przyszła. Chyba nie było jej już po drodze.
Matka miała pójść wykupić zastrzyki i wrócić z nimi do poradni, żeby podać dziecku pierwszą dawkę... ale już nie przyszła. Chyba nie było jej już po drodze.
24 marca 2010
16 marca 2010
Otwórz usta, a powiem Ci kim jesteś
Analogie do "Pokaż mi swoje buty, a powiem Ci jakim człowiekiem jesteś" można odnaleźć w stanie uzębienia...
Staram się nie oceniać ludzi po wyglądzie zewnętrznym, ale bywa, że ciarki mnie przechodzą, gdy kilkunastoletnia dziewczyna otwiera paszczę z której zieją same próchnicze kołki. Często jest do tego jeszcze ciężarna.
Bywa też opcja lepsza bakteriologicznie, ale równie nieciekawa estetycznie: dwudziestolatka, wydawałoby się zadbana otwiera usta, a tam brak jest górnych jedynek i dwójek wybitych w czasie bójki.
Staram się nie oceniać ludzi po wyglądzie zewnętrznym, ale bywa, że ciarki mnie przechodzą, gdy kilkunastoletnia dziewczyna otwiera paszczę z której zieją same próchnicze kołki. Często jest do tego jeszcze ciężarna.
Bywa też opcja lepsza bakteriologicznie, ale równie nieciekawa estetycznie: dwudziestolatka, wydawałoby się zadbana otwiera usta, a tam brak jest górnych jedynek i dwójek wybitych w czasie bójki.
11 marca 2010
Sub-lekarze
Chirurdzy prześmiewają się z anestezjologów i internistów, ci zaś z chirurgów. W każdym z tych stanowisk jest źdźbło prawdy, ale głównie są to niegroźne docinki jak dowcipy o różnych innych grupach zawodowych.
Ale wszyscy mają złe zdanie o lekarzach rodzinnych. Bo to przecież nieudacznicy, którym nie udało się dostać na kardiochirurgię dziecięcą, okulistyką lub równie prestiżową specjalizację. Przecież każdy sobie może iść do pracy w poradni, nawet chirurg da sobie radę, to praca niższej kategorii, uwłaczająca, to tylko przepisywanie recept...
A co z ludźmi, których to na prawdę interesuje? Nikt z mojego roku kończąc studia na pytanie "Jaką specjalizację chcesz robić?" nie odpowiedział z dumą, że wybiera się na medycynę rodzinną.
Niestety sama znam wielu lekarzy, którzy nie powinni pracować w POZ, bo się na tym kompletnie nie znają. Niestety potem wszystkich lekarzy z tego fachu ocenia się jako sub-lekarzy, ciemnoty i nieudaczników i nie są cenieni ani przez pacjentów, ani przez innych lekarzy. Jest to piękna i wymagająca specjalizacja, ale nie w tym kraju.
Ale wszyscy mają złe zdanie o lekarzach rodzinnych. Bo to przecież nieudacznicy, którym nie udało się dostać na kardiochirurgię dziecięcą, okulistyką lub równie prestiżową specjalizację. Przecież każdy sobie może iść do pracy w poradni, nawet chirurg da sobie radę, to praca niższej kategorii, uwłaczająca, to tylko przepisywanie recept...
A co z ludźmi, których to na prawdę interesuje? Nikt z mojego roku kończąc studia na pytanie "Jaką specjalizację chcesz robić?" nie odpowiedział z dumą, że wybiera się na medycynę rodzinną.
Niestety sama znam wielu lekarzy, którzy nie powinni pracować w POZ, bo się na tym kompletnie nie znają. Niestety potem wszystkich lekarzy z tego fachu ocenia się jako sub-lekarzy, ciemnoty i nieudaczników i nie są cenieni ani przez pacjentów, ani przez innych lekarzy. Jest to piękna i wymagająca specjalizacja, ale nie w tym kraju.
28 lutego 2010
Iść do szkoły, czy nie iść - oto jest pytanie
Wyjazd do urazu kończyny górnej na szkle: wchodzimy do mieszkania, w którym od progu wygląda jak po świniobiciu (wszędzie pełno krwi). Spanikowana szesnastolatka prowadzi do czternastoletniego brata, który cały ubroczony krwią ściska przedramię zakrwawiona szmatą. Po zabandażowaniu kilku rozcięć kończyny i odwozie dziecka na SOR pytam, czy już po lekcjach (jest wtorek 11:50).
- A nie, bo ja jestem chory...
- Chory jesteś?
- No, gardło mnie boli...
- Aha, a siostra?
- Siostra jest przeziębiona.
- No dobrze. A co wy robiliście, że się zraniłeś?
- A, biliśmy się o komputer...
- To chyba lepiej chorować osobno, wtedy się ma komputer tylko dla siebie...
Po odwiezieniu chłopaka na SOR kolejne zgłoszenie: uraz kolana szesnastolatki na wuefie, który okazuje się być zwichnięciem rzepki i dziecko trzeba przewieźć na urazówkę do nastawienia.
Co lepsze:
1. Zostać w domu - szycie ręki
2. Iść do szkoły - nastawianie kolana?
- A nie, bo ja jestem chory...
- Chory jesteś?
- No, gardło mnie boli...
- Aha, a siostra?
- Siostra jest przeziębiona.
- No dobrze. A co wy robiliście, że się zraniłeś?
- A, biliśmy się o komputer...
- To chyba lepiej chorować osobno, wtedy się ma komputer tylko dla siebie...
Po odwiezieniu chłopaka na SOR kolejne zgłoszenie: uraz kolana szesnastolatki na wuefie, który okazuje się być zwichnięciem rzepki i dziecko trzeba przewieźć na urazówkę do nastawienia.
Co lepsze:
1. Zostać w domu - szycie ręki
2. Iść do szkoły - nastawianie kolana?
27 lutego 2010
Bo miał być syn
Polska to dziwny kraj, w którym zdarza się, że skierowane do szpitala bliźniaki mają inne nazwiska. Okazuje się, że ojciec usynowił tylko potomka, a dziewczynki z tej samej ciąży już nie, bo "miał być syn" i już.
Z tej samej beczki:
Rodzi się zdrowa, donoszona, wydolna oddechowo i krążeniowo dziewczynka 3500 g Apgar 10/10 a ojciec bierze rozwód z matką dziecka i odchodzi bo... ma rozszczep podniebienia. Ludzie sobie nie dają sprawy, jak wiele szczęścia mają rodząc zdrowe dziecko z kosmetyczną wadą, którą można usunąć. I to w jamie ustnej. Dziecko z zespołem Downa lub z ciężkim upośledzeniem lub wielowodziem może być szokiem. Ale coś takiego. Po prostu ręce opadają.
Z tej samej beczki:
Rodzi się zdrowa, donoszona, wydolna oddechowo i krążeniowo dziewczynka 3500 g Apgar 10/10 a ojciec bierze rozwód z matką dziecka i odchodzi bo... ma rozszczep podniebienia. Ludzie sobie nie dają sprawy, jak wiele szczęścia mają rodząc zdrowe dziecko z kosmetyczną wadą, którą można usunąć. I to w jamie ustnej. Dziecko z zespołem Downa lub z ciężkim upośledzeniem lub wielowodziem może być szokiem. Ale coś takiego. Po prostu ręce opadają.
25 stycznia 2010
Skróty
W medycynie używa się kilku szybkich, podręcznych skrótów jak i.v, i.m, które są wszystkim dobrze znane, ale dopiero niedawno spotkałam się ze skrótem "p.s". Znałam p.o (per oss) p.r (per rectum) a okazało się, że p.s znaczy "przy sobie" (o leku, który pacjent ma w szafce i sam sobie bierze)...
Subskrybuj:
Posty (Atom)