Na pytanie, co wzbudza respekt pacjenta do lekarza POZ większość pacjentów spośród różnych procedur medycznych zakreśliło zszycie rany.
Nie rektoskopię, badanie słuchu audiometrem, badanie per rectum, ani inne, ale właśnie umiejętność chirurgicznego zaopatrzenia rany.
Blog lekarki. Od 2006 studencko na Uniwersytecie Medycznym, w większości bulwersacje nabyte na zajęciach i w klinikach (skąd nazwa bloga). Od 2008 mniej klinicznie, a bardziej stażowo w Szpitalu Powiatowym. Od 2010 zapiski ze Szwecji w których mniej narzekań, a więcej o kulturze i codzienności pracy lekarza. Od 2013 o tym jak się żyje we trójkę z dzieckiem w Szwecji.
22 sierpnia 2007
4 sierpnia 2007
Aditus ad onkologiam
Zwykle przed wejściem do szpitala spotyka się sporo osób palących papierosy. każdy przechodzący musi się przedzierać przez zasłonę dymną. Część z nich stanowią zwykle osoby z personelu medycznego (pali 50% pielęgniarek i 30% lekarzy)ale większość to pacjenci lub przyszli pacjenci.
Szokującym wydał mi się jednak widok przed głównym wejściem do Centrum Onkologii, gdzie paliło w jednym czasie około dwudziestu osób (z personelu nie było żadnej). Być może zapisali się już w kolejce na leczenie za kilka lat...
Szokującym wydał mi się jednak widok przed głównym wejściem do Centrum Onkologii, gdzie paliło w jednym czasie około dwudziestu osób (z personelu nie było żadnej). Być może zapisali się już w kolejce na leczenie za kilka lat...
27 lipca 2007
Jak zmotywować studenta do nauki?
Albo raczej, jak sprawić, żeby po trzygodzinnej prelekcji stracili resztki chęci do nauki. Bardzo prosto, wystarczy powiedzieć, że choćby nie wiadomo jak się uczyli, to zawsze będzie taki zespół "x", którego nie znają. Prosto, bo skoro egzamin, który jest ułożony dla studentów na czerwiec asystenci z drugim stopniem specjalizacji napisali ledwo na zaliczenie.
"Wy nic nie wiecie, nic nie umiecie. Nie wyjedziecie nawet do Ugandy, bo was nie będą tam chcieli. Tylko w Stanach można czegoś się nauczyć i tylko tam warto się uczyć, (jak ja)." To wolny przekład, ale po kilku godzinach takich dygresji prawie połowa grupy miała "doła" niewiadomego pochodzenia i nic się nie nauczyła, ani nic nie zrobiła pożytecznego do końca tego dnia.
"Wy nic nie wiecie, nic nie umiecie. Nie wyjedziecie nawet do Ugandy, bo was nie będą tam chcieli. Tylko w Stanach można czegoś się nauczyć i tylko tam warto się uczyć, (jak ja)." To wolny przekład, ale po kilku godzinach takich dygresji prawie połowa grupy miała "doła" niewiadomego pochodzenia i nic się nie nauczyła, ani nic nie zrobiła pożytecznego do końca tego dnia.
14 lipca 2007
Pij mleko, będziesz wielki
Czasem ciężko jest sprawdzić, czy przyjmuje się dostateczną ilość wapnia , bo jak już pisałam, to nie tylko mleko i twaróg. Z pomocą przychodzi tutaj strona www.mleko.com, na której można wyekstrahować i dokładnie policzyć spożyty wapń nie tylko z produktów, które można znaleźć w tabelce (jak mleko, jogurt), ale także zawarty w daniu z cielęciny z warzywami. Służy do tego "kalkulator wapnia", do którego można wpisywać zarówno gotowe produkty jak i domowe potrawy z listy, wraz z wagą pokarmu. Kiedy wprowadzimy dania z całego dnia, licznik podliczy cały wapń i poda jego dobową sumę.
Największą wagę, co do ilości spożywanego wapnia powinno się przykładać u dorastającej młodzieży (profilaktyka pierwotna) w wieku 10-18 lat, gdyż w tym wieku zapotrzebowanie na wapń wynosi 1200 mg (czyli 10 szklanek mleka dziennie). U starszych osób zapotrzebowanie to odpowiednio się zmniejsza, gdyż procesy kościotworzenia nie są już tak intensywne.
Największą wagę, co do ilości spożywanego wapnia powinno się przykładać u dorastającej młodzieży (profilaktyka pierwotna) w wieku 10-18 lat, gdyż w tym wieku zapotrzebowanie na wapń wynosi 1200 mg (czyli 10 szklanek mleka dziennie). U starszych osób zapotrzebowanie to odpowiednio się zmniejsza, gdyż procesy kościotworzenia nie są już tak intensywne.
3 lipca 2007
Zespół wypalenia zawodowego u studenta
Miewacie czasem poczucie, że zajęcia są bezsensowne i nic się na niczego nowego się na nich nie dowiadujecie? Mam tu na myśli sytuację, gdy na przykład dwunastu studentów stoi i ogląda równoczasowo na jednej sali operacyjnej operację usunięcia głowy trzustki, gdzie z racji głębokiego jej położenia po prostu nic nie widać. Zwłaszcza, gdy jest się niskim, a wszystkie stołeczki gdzieś tajemniczo zniknęły.Bywa, że przez cały tydzień niczego ciekawego się nie zobaczy.
Pewnego razu na internie dopadło nas zniechęcenie po przeczytaniu rozpiski na cały tydzień! Zwykle przychodzi się przed ósmą i dowiaduje, że następnego dnia przed dziewiątą nie ma czego szukać. Potem jest prelekcja, czasem ciekawa, czasem nie, to zależy od prowadzącego. Potem zbiera się wywiady, które w piątek czasem ktoś omówi. Po "pracy z pacjentami" podpiera się ściany lub dostaje następną "porcję" pacjentów. Po skończeniu zaś nie wolno stać na korytarzu: "Nie na widoku, żeby Was Pani Profesor nie widziała". Udajemy się więc do jakiejś oddziałowej "kanciapki". czekać do planowego zakończenia zajęć, kiedy to asystent przyjdzie i powie: "Dobrze, to idźcie, a w piątek to sobie wszystko zbierzemy."
Prelekcja z cukrzycy... po raz dwudziesty piąty na tych studiach. Połowa slajdów o wyspach trzustkowych, roli glukagonu (masz ochotę wstać, powiedzieć, że to wszystko już wiesz i, że dalej, ale asystent jest odmiennego zdania). Dalej o otyłości i nadciśnieniu u osób starszych, bo to się wszystko łączy (jakbyśmy o tym nie wiedzieli i nie słyszeli już ze sto razy).
Może przerwa? Tak, zgadzamy się na piętnastominutową przerwę. Asystent wraca po dwudziestu pięciu. Wiedział, że tak wróci, ale nam kazał być po piętnastu. Po przerwie okazuje się, że już mało czasu zostało i "lecimy ze slajdami", które w końcu okazały się być ciekawe, ale niestety nie już ma czasu, żeby cokolwiek przepisywać, czy choćby notować. Na prośbę, żeby wolniej bo chcemy przepisać dostajemy jak zwykle: "To wszystko jest przecież w książkach! Czemu to przepisujecie, zamiast słuchać?"
Pewnego razu na internie dopadło nas zniechęcenie po przeczytaniu rozpiski na cały tydzień! Zwykle przychodzi się przed ósmą i dowiaduje, że następnego dnia przed dziewiątą nie ma czego szukać. Potem jest prelekcja, czasem ciekawa, czasem nie, to zależy od prowadzącego. Potem zbiera się wywiady, które w piątek czasem ktoś omówi. Po "pracy z pacjentami" podpiera się ściany lub dostaje następną "porcję" pacjentów. Po skończeniu zaś nie wolno stać na korytarzu: "Nie na widoku, żeby Was Pani Profesor nie widziała". Udajemy się więc do jakiejś oddziałowej "kanciapki". czekać do planowego zakończenia zajęć, kiedy to asystent przyjdzie i powie: "Dobrze, to idźcie, a w piątek to sobie wszystko zbierzemy."
Prelekcja z cukrzycy... po raz dwudziesty piąty na tych studiach. Połowa slajdów o wyspach trzustkowych, roli glukagonu (masz ochotę wstać, powiedzieć, że to wszystko już wiesz i, że dalej, ale asystent jest odmiennego zdania). Dalej o otyłości i nadciśnieniu u osób starszych, bo to się wszystko łączy (jakbyśmy o tym nie wiedzieli i nie słyszeli już ze sto razy).
Może przerwa? Tak, zgadzamy się na piętnastominutową przerwę. Asystent wraca po dwudziestu pięciu. Wiedział, że tak wróci, ale nam kazał być po piętnastu. Po przerwie okazuje się, że już mało czasu zostało i "lecimy ze slajdami", które w końcu okazały się być ciekawe, ale niestety nie już ma czasu, żeby cokolwiek przepisywać, czy choćby notować. Na prośbę, żeby wolniej bo chcemy przepisać dostajemy jak zwykle: "To wszystko jest przecież w książkach! Czemu to przepisujecie, zamiast słuchać?"
20 czerwca 2007
Druga wojna amalgamatowa
Stomatologia interesuje mnie o tyle, że chcę mieć ładne i zdrowe zęby. Przypadkiem wpadła mi w ręce książeczka z serii "Niejasna diagnoza lekarska" wydana przez Fundację Ekologia i Zdrowie pod tytułem "Rtęć. Amalgamat." Broszura jest ciekawie napisana przez panią lekarza stomatologii, która wyjechała do Szwecji i tam obecnie pracuje. [ISBN 83-907447-0-8]
Przytoczę z niej kilka zdumiewających i nieznanych faktów.
Zalety amalgamatu: rtęć jest bakteriobójcza, więc ubytek nie musi być dokładnie oczyszczony i opracowany przed założeniem plomby. Amalgamat jest dodatkowo tani i nie trzeba dużej zręczności, żeby zaopatrzyć ubytek. W latach trzydziestych osiemnastego wieku ludzie niemal prosto z ulicy podejmowali się tej procedury.
Największe narażenie na wdychanie rtęci jest podczas wiercenia i polerowania plomb, a także przy żuciu gumy, czyszczeniu zębów, ale także przy jedzeniu posiłków. U wielu osób cierpiących na chorobę amalgamatową występuje nienormalne, silne zmęczenie występujące zaraz po zjedzeniu posiłku, które jest związane ze zwiększonym uwalnianiem rtęci do układu pokarmowego.
W niektórych stanach USA amalgamat jest zabroniony, w niektórych nie. "Niemcy zabroniły stosowania amalgamatu 1.07.1995 roku, a wszystkie kobiety są informowane o szkodliwym działaniu rtęci na płód i na dziecko podczas karmienia piersią".
Przytoczę z niej kilka zdumiewających i nieznanych faktów.
Zalety amalgamatu: rtęć jest bakteriobójcza, więc ubytek nie musi być dokładnie oczyszczony i opracowany przed założeniem plomby. Amalgamat jest dodatkowo tani i nie trzeba dużej zręczności, żeby zaopatrzyć ubytek. W latach trzydziestych osiemnastego wieku ludzie niemal prosto z ulicy podejmowali się tej procedury.
Największe narażenie na wdychanie rtęci jest podczas wiercenia i polerowania plomb, a także przy żuciu gumy, czyszczeniu zębów, ale także przy jedzeniu posiłków. U wielu osób cierpiących na chorobę amalgamatową występuje nienormalne, silne zmęczenie występujące zaraz po zjedzeniu posiłku, które jest związane ze zwiększonym uwalnianiem rtęci do układu pokarmowego.
W niektórych stanach USA amalgamat jest zabroniony, w niektórych nie. "Niemcy zabroniły stosowania amalgamatu 1.07.1995 roku, a wszystkie kobiety są informowane o szkodliwym działaniu rtęci na płód i na dziecko podczas karmienia piersią".
14 czerwca 2007
Pierwsza wojna amalgamatowa
Niedawno zabroniono w Polsce produkowania nowych termometrów rtęciowych, a w ciągu kilku lat mają one zniknąć ze wszystkich domów. Dlaczego? Rtęć ze stłuczonego termometru, jeśli nawet nie trafi do układu pokarmowego człowieka bezpośrednio, trafi pośrednio, na przykład wyrzucona ze śmieciami do gleby a potem do wody. Nie ma filtrów oczyszczających wodę z rtęci! Poza tym rtęć trafia do organizmów ryb, które potem zjadamy, a trzeba wiedzieć że pierwiastek ten jest trujący.
"Rosja ustaliła dopuszczalne stężenie 0,3 mikrograma rtęci na metr sześcienny w powietrzu, według obliczeń jednej osobie przypada wtedy maksymalnie 4 mikrogramy rtęci na dobę.
W tym samym czasie z jednej średnio dużej plomby amalgamatowej uwalnia się 10-20 mikrogramów rtęci na dobę,u niektórych pacjentów do 400 mikrogramów, a przy bezpośrednim kontakcie ze złotem (złoty ząb) może być to jeszcze więcej."
"Ekolodzy obliczyli, że średnie jezioro (około 1 hektara) można skutecznie zatruć rtęcią mieszczącą się w jednej łyżeczce do herbaty".
Średnia plomba waży 1,5 grama, z czego połowa to rtęć.
"Pięcioletnie wypełnienie amalgamatowe miało tylko 27 procent rtęci na powierzchni, wypełnienie dwudziestoletnie miejscami nie miało wcale rtęci na powierzchni."
Amalgamat jest stopem mało stabilnym, pod wpływem śliny i jedzenia ulega rozpadowi i wraz z pokarmem jest zjadany. Powoduje też zmiany miejscowe w jamie ustnej: stan przedrakowy jakim jest leukoplakia czyli rogowacenie białe.
"Rosja ustaliła dopuszczalne stężenie 0,3 mikrograma rtęci na metr sześcienny w powietrzu, według obliczeń jednej osobie przypada wtedy maksymalnie 4 mikrogramy rtęci na dobę.
W tym samym czasie z jednej średnio dużej plomby amalgamatowej uwalnia się 10-20 mikrogramów rtęci na dobę,u niektórych pacjentów do 400 mikrogramów, a przy bezpośrednim kontakcie ze złotem (złoty ząb) może być to jeszcze więcej."
"Ekolodzy obliczyli, że średnie jezioro (około 1 hektara) można skutecznie zatruć rtęcią mieszczącą się w jednej łyżeczce do herbaty".
Średnia plomba waży 1,5 grama, z czego połowa to rtęć.
"Pięcioletnie wypełnienie amalgamatowe miało tylko 27 procent rtęci na powierzchni, wypełnienie dwudziestoletnie miejscami nie miało wcale rtęci na powierzchni."
Amalgamat jest stopem mało stabilnym, pod wpływem śliny i jedzenia ulega rozpadowi i wraz z pokarmem jest zjadany. Powoduje też zmiany miejscowe w jamie ustnej: stan przedrakowy jakim jest leukoplakia czyli rogowacenie białe.
31 maja 2007
Na osteoporozę ginie tyle samo osób co na raka sutka
Zwykle asystenci z różnych klinik uważają, że ich wąska działka jest najważniejsza z całej medycyny. Tak było również na Chorobach Metabolicznych Kości (celowo napisałam z dużych liter).
Leczenie osteoporozy jest niedoszacowane, powinny być na nią dużo większe nakłady, nic się o tej chorobie nie mówi! Na osteoporozę ginie tyle samo osób co na raka sutka! - grzmiał asystent.
Zapewne tak jest, ale nie jest to jedyny dział medycyny w Polsce, który jest niedofinansowany. Jak można porównywać umieralność na raka sutka u młodych czterdziestoletnich kobiet (jak powiedział dr) z liczbą zgonów z powodu złamań w przebiegu osteoporozy u sześćdziesięciolatków?
Trzeba leczyć pacjentów w każdym wieku i nie można mówić, którzy są ważniejsi. A już trochę nietaktem wydało mi się porównywanie dwu tak odmiennych schorzeń.
Leczenie osteoporozy jest niedoszacowane, powinny być na nią dużo większe nakłady, nic się o tej chorobie nie mówi! Na osteoporozę ginie tyle samo osób co na raka sutka! - grzmiał asystent.
Zapewne tak jest, ale nie jest to jedyny dział medycyny w Polsce, który jest niedofinansowany. Jak można porównywać umieralność na raka sutka u młodych czterdziestoletnich kobiet (jak powiedział dr) z liczbą zgonów z powodu złamań w przebiegu osteoporozy u sześćdziesięciolatków?
Trzeba leczyć pacjentów w każdym wieku i nie można mówić, którzy są ważniejsi. A już trochę nietaktem wydało mi się porównywanie dwu tak odmiennych schorzeń.
16 maja 2007
Niewidomi z psem nie wejdą
Jak można było niedawno przeczytać w dzienniku "Metro" niepełnosprawni, którzy poruszają się z psami-opiekunami nie są wpuszczani do sklepów, banków i urzędów.
Ochroniarze i sprzedawcy żądają pozostawiania tych zwierząt przed wejściem nie zważając na to, że psy są specjalnie oznakowane. Nie są to przecież jakieś zwykłe "maskotki" i nie powinny być oddzielane od chorych, którym pomagają.
Ale niektórzy na to nie zważają, albo nie umieją czytać. "Z psem wchodzić nie wolno. Kropka."
Ochroniarze i sprzedawcy żądają pozostawiania tych zwierząt przed wejściem nie zważając na to, że psy są specjalnie oznakowane. Nie są to przecież jakieś zwykłe "maskotki" i nie powinny być oddzielane od chorych, którym pomagają.
Ale niektórzy na to nie zważają, albo nie umieją czytać. "Z psem wchodzić nie wolno. Kropka."
3 maja 2007
Rtęć trucizna - selen odtrutka
"Badacze przez przypadek odkryli, że ludzie cierpiący na chorobę amalgamatową mają niewystarczającą ilość selenu w organizmie. Rtęć napotykając ten związek bardzo chętnie się z nim łączy i związek ten jest stosunkowo trwały w środowisku wewnętrznym człowieka. W tej formie rtęć opuszcza organizm. Penetracja rtęci pozbawia organizm selenu, to powoduje z kolei zakwaszenie ciała, a przy zakwaszeniu mięśni kwasem mlekowym odczuwa się zmęczenie nawet w czasie leżenia".
Zaleca się stosowanie 200-500 mikrogram selenu na dobę przy stwierdzeniu obniżenia jego poziomu w surowicy jak również przy posiadaniu jednej lub kilku plomb amalgamatowych i występowaniu objawów takich jak przewlekłe zmęczenie, niepokój i rozdrażnienie, problemy ze snem, depresja, częstsze zakażenia. Ale choroba amalgamatowa ma tyle postaci, ile jest osób na nią chorujących.
Zaleca się stosowanie 200-500 mikrogram selenu na dobę przy stwierdzeniu obniżenia jego poziomu w surowicy jak również przy posiadaniu jednej lub kilku plomb amalgamatowych i występowaniu objawów takich jak przewlekłe zmęczenie, niepokój i rozdrażnienie, problemy ze snem, depresja, częstsze zakażenia. Ale choroba amalgamatowa ma tyle postaci, ile jest osób na nią chorujących.
28 kwietnia 2007
Po co dziś uczyć studentów?
1. Mam uczyć studentów, którzy i tak wyjadą za granicę? A niech nic nie umieją, to ich może nie będą chcieli. I dobrze im tak, bo czemu mają zarabiać więcej niż ja i czemu im ma być lepiej, skoro ja tu już dwadzieścia lat haruję.
2. Po co mam ich uczyć? Żeby mi konkurencję zrobili, kiedy w końcu mam swój prywatny gabinet?
"Kiedyś to się studentów uczyło na prawdę, ale teraz to już nie." Tak powiedziała jedna z asystentek w czasie luźnej rozmowy w czasie zabiegu na chirurgii.
I tak chyba na prawdę jest. Jedna sprawa, że nikomu się nie chce przykładać do tego, co robi pół-darmo, ale druga jest taka jak powyżej: "po co?" Po co, skoro i tak nic dobrego dla mnie z tego nie wyniknie. Jak ich nauczę, to albo odbiorą mi pracę na Zachodzie, albo w kraju.
2. Po co mam ich uczyć? Żeby mi konkurencję zrobili, kiedy w końcu mam swój prywatny gabinet?
"Kiedyś to się studentów uczyło na prawdę, ale teraz to już nie." Tak powiedziała jedna z asystentek w czasie luźnej rozmowy w czasie zabiegu na chirurgii.
I tak chyba na prawdę jest. Jedna sprawa, że nikomu się nie chce przykładać do tego, co robi pół-darmo, ale druga jest taka jak powyżej: "po co?" Po co, skoro i tak nic dobrego dla mnie z tego nie wyniknie. Jak ich nauczę, to albo odbiorą mi pracę na Zachodzie, albo w kraju.
22 kwietnia 2007
Ile pan spożywa mleka i twarogu?
To jedno z kluczowych pytań w poradni chorób metabolicznych kości, do której zgłaszają się pacjenci z osteoporozą lub jej podejrzeniem. Pytanie to ma oczywiście na celu ocenę, ile pacjent dostarcza w diecie wapnia i rozważyć jego suplementację w razie potrzeby. Jest to pytanie zupełnie niemiarodajne, bo w szklance mleka (3,2% tł.) jest max 120 mg wapnia, a w twarogu 96 mg, lecz jednocześnie są to produkty białkowe z grupy tych w których jest go najmniej! Równie dobrze można jeść lody (160 mg wapnia / 100 g), szczypiorek (97 mg wapnia / 100 g) albo pić maślankę (110 mg / 100 g).
Najbardziej zasobnymi w wapń produktami są... sery żółte. 100 g sera żółtego to 550-850 mg wapnia (zależnie od jego rodzaju). Żeby dostarczyć tyle samo wapnia można albo zjeść na śniadanie 3 kanapki z serem żółtym, albo wypić aż sześć szklanek - czyli półtorej litra - mleka. Ciekawe, czy ktoś dałby radę.
Dużo wapnia mają też - spośród produktów niemlecznych - sardynki w pomidorach (250 mg / 100 g), ser tofu (200 mg / 100 g), orzechy laskowe (186 mg / 100 g), a z nabiału trzeba wspomnieć jeszcze ser feta (500 mg / 100 g).
Do czego zmierzam? Do tego, ile sensu ma pytanie w poradni specjalistycznej, przez lekarza z wieloletnim stażem w jego dziedzinie, pacjenta tylko o to, "ile spożywa mleka i twarogu"? Ale co tam może wiedzieć studentka.
Najbardziej zasobnymi w wapń produktami są... sery żółte. 100 g sera żółtego to 550-850 mg wapnia (zależnie od jego rodzaju). Żeby dostarczyć tyle samo wapnia można albo zjeść na śniadanie 3 kanapki z serem żółtym, albo wypić aż sześć szklanek - czyli półtorej litra - mleka. Ciekawe, czy ktoś dałby radę.
Dużo wapnia mają też - spośród produktów niemlecznych - sardynki w pomidorach (250 mg / 100 g), ser tofu (200 mg / 100 g), orzechy laskowe (186 mg / 100 g), a z nabiału trzeba wspomnieć jeszcze ser feta (500 mg / 100 g).
Do czego zmierzam? Do tego, ile sensu ma pytanie w poradni specjalistycznej, przez lekarza z wieloletnim stażem w jego dziedzinie, pacjenta tylko o to, "ile spożywa mleka i twarogu"? Ale co tam może wiedzieć studentka.
15 kwietnia 2007
HPV- Masz 99,9% szans na uniknięcie raka szyjki macicy
Ostatnio szaleje propaganda szczepień przeciwko HPV, ale czy tak na prawdę bezwarunkowo warto, zważywszy, że koszt szczepionki to ok. 500 zł, a potrzeba kilku dawek?
HPV jest wirusem przenoszącym się drogą kontaktów płciowych czyli "sam znikąd się nie bierze", trzeba mieć kontakt z osobą zainfekowaną. Więc, jeżeli kobieta nie współżyła z nikim oprócz jednego partnera, który również z nikim innym nie miał kontaktów płciowych, to praktycznie szansa na zakażenie HPV i na raka szyjki macicy jest znikoma.
Z drugiej strony za pieniądze, które trzeba zapłacić za cykl szczepień można by wykupić sobie karnet na prywatne wizyty u ginekologa (z pobieraniem cytologii każdorazowo) do końca życia.
Nawet jeżeli w ciągu roku pojawi się jakaś zmiana w cytologii, to jest ona w pełni do usunięcia i jak to pięknie w książkach piszą "sprawa nie ma dalszego biegu".
HPV jest wirusem przenoszącym się drogą kontaktów płciowych czyli "sam znikąd się nie bierze", trzeba mieć kontakt z osobą zainfekowaną. Więc, jeżeli kobieta nie współżyła z nikim oprócz jednego partnera, który również z nikim innym nie miał kontaktów płciowych, to praktycznie szansa na zakażenie HPV i na raka szyjki macicy jest znikoma.
Z drugiej strony za pieniądze, które trzeba zapłacić za cykl szczepień można by wykupić sobie karnet na prywatne wizyty u ginekologa (z pobieraniem cytologii każdorazowo) do końca życia.
Nawet jeżeli w ciągu roku pojawi się jakaś zmiana w cytologii, to jest ona w pełni do usunięcia i jak to pięknie w książkach piszą "sprawa nie ma dalszego biegu".
7 kwietnia 2007
Czeka pan, albo student pana zbada?
Sytuacja wyglądała tak: Na oddziale chirurgii jest siedmioro lekarzy, w tym czworo klinicznych. jeden z nich jest na urlopie, jeden chory, więc zostaj sześcioro. Na dzień przewidziane są cztery operacje: czasochłonny guz trzustki - operuje trzech lekarzy, a po skończeniu tego zabiegu ten sam skład przeprowadza drugi zabieg. Na drugiej sali zaś laparoskopowe usunięcie pęcherzyka żółciowego, a następnie klasyczne usnięcie pęcherzyka (operuje dwu lekarzy i student w asyście). Zajęcia mieliśmy od 8:00 do 12:15. Dobiega 12:00, a tu na bloku dzwoni telefon, że na dole pacjenci w poradni czekają zniecierpliwieni od 9:00 żeby ktoś do nich zszedł.
- Jasne, pewnie myślą, że siedzimy i kawę pijemy - odpowiada lekarz zza stołu operacyjnego.
- Proszę powiedzieć, że trzeba czekać. No chyba, że studentów tam wyślemy i ich załatwią...
- Albo nasz anestezjolog zejdzie do pacjentów? (jest jeden anestezjolog i jedna pielęgniarka anestezjologiczna na dwa równoległe zabiegi).
Na to anestezjolog z właściwym sobie spokojem odpowiada:
- Bardzo chętnie, tylko najpierw wam pacjentkę wybudzę (brzuch otwarty, jelita na zewnatrz).
- I tak wam zemdleje, jak zobaczy co ma w brzuchu.
Pacjenci czekali do 13:15, aż zabiegi się skończyły i zszedł do nich skonany 5-godzinnym operowaniem chirurg bez śniadania. Chyba przestraszyli się, że "student ich załatwi" i biedni spokojnie czekali.
- Jasne, pewnie myślą, że siedzimy i kawę pijemy - odpowiada lekarz zza stołu operacyjnego.
- Proszę powiedzieć, że trzeba czekać. No chyba, że studentów tam wyślemy i ich załatwią...
- Albo nasz anestezjolog zejdzie do pacjentów? (jest jeden anestezjolog i jedna pielęgniarka anestezjologiczna na dwa równoległe zabiegi).
Na to anestezjolog z właściwym sobie spokojem odpowiada:
- Bardzo chętnie, tylko najpierw wam pacjentkę wybudzę (brzuch otwarty, jelita na zewnatrz).
- I tak wam zemdleje, jak zobaczy co ma w brzuchu.
Pacjenci czekali do 13:15, aż zabiegi się skończyły i zszedł do nich skonany 5-godzinnym operowaniem chirurg bez śniadania. Chyba przestraszyli się, że "student ich załatwi" i biedni spokojnie czekali.
12 marca 2007
Pozwolić niewidomym żyć normalnie
Czy często zdarza wam się odnaleźć na jakimś opakowaniu wytłoczone "kropeczki" dla niewidomych? Do tej pory napisy dla niewidomych znalazłam na: jednej marce dżemu truskawkowego, jednym soku w szklanej butelce, maśle orzechowym w słoiczku, a z leków na opakowaniach preparatów Biofer, Efferalgan (francuskiej firmy Upsa) i Thiocodin.
Nie mówię, że dotykałam wszystkich opakowań leków w aptece i produktów w sklepie, ale chodzi mi o to, tych oznaczeń jest relatywnie mało. A przecież to proste i niezbyt kosztowne rozwiązanie, które mogłoby pozwolić niewidomym więcej czynności wykonywać samodzielnie.
Muszę dodać, że leki specjalnie oznaczone dla niewidomych były wyprodukowane przez firmy zagraniczne, a ich polskie odpowiedniki oznaczeń nie mają.
Nie mówię, że dotykałam wszystkich opakowań leków w aptece i produktów w sklepie, ale chodzi mi o to, tych oznaczeń jest relatywnie mało. A przecież to proste i niezbyt kosztowne rozwiązanie, które mogłoby pozwolić niewidomym więcej czynności wykonywać samodzielnie.
Muszę dodać, że leki specjalnie oznaczone dla niewidomych były wyprodukowane przez firmy zagraniczne, a ich polskie odpowiedniki oznaczeń nie mają.
11 marca 2007
Leucynoza – stan permanentnego zagrożenia życia
Leucynoza lub jak kto woli "choroba syropu klonowego" to rzadka choroba z grupy zaburzeń metabolizmu aminokwasów. Choruje na nią w Polsce ośmioro dzieci. Niebezpieczeństwo choroby polega na tym, że jakikolwiek katabolizm w organizmie powoduje nagłą dekompensację, tak, że pacjent ląduje w stanie ciężkim na intensywnej terapii na długie tygodnie.
Dlatego, jeżeli pacjent z leucynozą ma np. dwie afty w jamie ustnej, to jest to dla niego wskazanie do pilnej hospitalizacji. Należy wtedy zabezpieczyć dostęp do żyły i podłączyć glukozę 20% we wlewie ciągłym oraz dokładać bolusy glukozy 40%, tak, by utrzymać stężenie glukozy we krwi na stałym poziomie ok. 120 mg%. Oczywiście należy też podać antybiotyki jeśli jest to konieczne.
Rodzice dzieci z tym schorzeniem są już przeszkoleni, że maję się zgłaszać do szpitala z każdym banalnym nawet zakażeniem. Jeżeli tego nie zrobią, to wyciąganie ze stanu ciężkiego, gdy już dojdzie do katabolizmu trwa tygodnie, a nawet miesiące.
Oczywiście lekarze też muszą to wiedzieć.
W Polsce diagnozuje się tę chorobę od niedawna, dlatego pacjenci chorujący na nią to dzieci (ujawnia się w dzieciństwie), w USA leczy się tych pacjentów dłużej, dlatego są tam już przypadki u dorosłych.
Dlatego, jeżeli pacjent z leucynozą ma np. dwie afty w jamie ustnej, to jest to dla niego wskazanie do pilnej hospitalizacji. Należy wtedy zabezpieczyć dostęp do żyły i podłączyć glukozę 20% we wlewie ciągłym oraz dokładać bolusy glukozy 40%, tak, by utrzymać stężenie glukozy we krwi na stałym poziomie ok. 120 mg%. Oczywiście należy też podać antybiotyki jeśli jest to konieczne.
Rodzice dzieci z tym schorzeniem są już przeszkoleni, że maję się zgłaszać do szpitala z każdym banalnym nawet zakażeniem. Jeżeli tego nie zrobią, to wyciąganie ze stanu ciężkiego, gdy już dojdzie do katabolizmu trwa tygodnie, a nawet miesiące.
Oczywiście lekarze też muszą to wiedzieć.
W Polsce diagnozuje się tę chorobę od niedawna, dlatego pacjenci chorujący na nią to dzieci (ujawnia się w dzieciństwie), w USA leczy się tych pacjentów dłużej, dlatego są tam już przypadki u dorosłych.
9 marca 2007
Dieta w fenyloketonurii
Chorzy na fenyloketonurię mogą zjeść maksymalnie 10 miligramów aminokwasu fenyloalaniny (Phe) na kilogram masy ciała na dobę. Daje to na przykład u dziecka ważącego 20 kilogramów 200 mg Phe na dobę.
Żeby nauczyć dzieci, co i w jakiej ilości mogą jeść, używa się specjalnych karteczek, na których z jednej strony jest narysowana porcja potrawy, np. kotlet schabowy, a z drugiej strony jest wartość Phe w w tej potrawie. I tak np. wspomniany kotlet to 1300 mg Phe, czyli porcja jedzenia na tydzień, a więc na prawdę rzecz niedozwolona. Porcja (100 g) ryby to 1700 mg, 100 g udka kurczaka to 1400 mg Phe , jajko 400 mg, parówka 500, mała kromeczka chleba 140 mg, 100 g frytek 200 mg, szklanka mleka 340 mg, 3 ziemniaki 100 mg, banan 30 mg, szklanka soku jabłkowego 10 mg.
Produkty są podzielone na trzy grupy-kolory:
czerwony-nie wolno (np. kotlet, ryba),
żółty-uważaj (np. ziemniaki),
i zielony - wolno jeść (banany, sok jabłkowy).
Co więc może jeść pacjent chory na fenyloketonurię, skoro ma tyle ograniczeń? Chleb skrobiowy i mieszankę czystych aminokwasów bez Phe. Jedna puszka sproszkowanych aminokwasów kosztuje 200 PLN (dla chorych na fenyloketonurię jest na ryczałt). Dorośli potrzebują ok. 14 puszek na trzy miesiące. Dorośli – zapyta ktoś – przecież to choroba dzieci! Niestety nie, dietę trzeba prowadzić przez całe życie, bo po odstawieniu pojawiają się zaburzenia snu, koncentracji, silne bóle głowy.
Dostaliśmy do spróbowania mieszankę aminokwasów. Po skosztowaniu jej na końcu łyżeczki zostawia paskudny słodko-słony posmak i chce się po niej wymiotować. Nikt nie chciał spróbować więcej. Mieszankę można mieszać z różnymi produktami, ale nie ma się co oszukiwać, pyszne to nie jest.
Żeby nauczyć dzieci, co i w jakiej ilości mogą jeść, używa się specjalnych karteczek, na których z jednej strony jest narysowana porcja potrawy, np. kotlet schabowy, a z drugiej strony jest wartość Phe w w tej potrawie. I tak np. wspomniany kotlet to 1300 mg Phe, czyli porcja jedzenia na tydzień, a więc na prawdę rzecz niedozwolona. Porcja (100 g) ryby to 1700 mg, 100 g udka kurczaka to 1400 mg Phe , jajko 400 mg, parówka 500, mała kromeczka chleba 140 mg, 100 g frytek 200 mg, szklanka mleka 340 mg, 3 ziemniaki 100 mg, banan 30 mg, szklanka soku jabłkowego 10 mg.
Produkty są podzielone na trzy grupy-kolory:
czerwony-nie wolno (np. kotlet, ryba),
żółty-uważaj (np. ziemniaki),
i zielony - wolno jeść (banany, sok jabłkowy).
Co więc może jeść pacjent chory na fenyloketonurię, skoro ma tyle ograniczeń? Chleb skrobiowy i mieszankę czystych aminokwasów bez Phe. Jedna puszka sproszkowanych aminokwasów kosztuje 200 PLN (dla chorych na fenyloketonurię jest na ryczałt). Dorośli potrzebują ok. 14 puszek na trzy miesiące. Dorośli – zapyta ktoś – przecież to choroba dzieci! Niestety nie, dietę trzeba prowadzić przez całe życie, bo po odstawieniu pojawiają się zaburzenia snu, koncentracji, silne bóle głowy.
Dostaliśmy do spróbowania mieszankę aminokwasów. Po skosztowaniu jej na końcu łyżeczki zostawia paskudny słodko-słony posmak i chce się po niej wymiotować. Nikt nie chciał spróbować więcej. Mieszankę można mieszać z różnymi produktami, ale nie ma się co oszukiwać, pyszne to nie jest.
28 lutego 2007
Głos w sprawie oparzeń dzieci
W tym roku trzy tygodnie z rzędu wtłaczano nam do głów, jak ustrzec dziecko od oparzenia.
Typowa sytuacja: dziecko zaczynające chodzić+stół+serweta+kubek gorącej herbaty
Efekt: ciężkie oparzenie klatki piersiowej, brzucha, często również twarzy. potem oprócz blizn na całe życie pozostaje tłumaczenie, że to była tylko chwila, albo, że dziecko jeszcze nie umiało chodzić.
Nasza asystentka podała nam niezawodny sposób, dzięki któremu ona, jej rodzeństwo, a potem dzieci i wnuki nie uległy oparzeniu.
Sposób tradycyjny: żadnych serwet, gorących płynów w kubkach w pobliżu brzegów stołu czy blatu, żadnych gorących garnków (w tym z zupą) w zasięgu ręki dziecka.
Sposób asystentki: Uwaga! Trzeba go przeprowadzać w warunkach ściśle kontrolowanych i ze zdwojoną ostrożnością, ale efekt jest murowany. Sposób polega na wytworzeniu odruchu Pawłowa: kładzie się na brzegu stołu gorącą szklankę herbaty. Dziecko zainteresowane podchodzi. Mówimy mu, że to jest gorące i się sparzy. Kiedy dziecko zachęcone tym, że "nie wolno" podchodzi ponownie, trzymając szklankę za uszko pozwalamy mu dotknąć gorącego, żeby samo zobaczyło, że to nic przyjemnego. Dr powiedziała nam, że sama kiedy zobaczyła jakąś szklankę, odruchowo chowała ręce za siebie. Jest to oczywiście sposób dla dzieci, które nie wierzą dorosłym na słowo i chcą same wszystko sprawdzić na własnej skórze.
Typowa sytuacja: dziecko zaczynające chodzić+stół+serweta+kubek gorącej herbaty
Efekt: ciężkie oparzenie klatki piersiowej, brzucha, często również twarzy. potem oprócz blizn na całe życie pozostaje tłumaczenie, że to była tylko chwila, albo, że dziecko jeszcze nie umiało chodzić.
Nasza asystentka podała nam niezawodny sposób, dzięki któremu ona, jej rodzeństwo, a potem dzieci i wnuki nie uległy oparzeniu.
Sposób tradycyjny: żadnych serwet, gorących płynów w kubkach w pobliżu brzegów stołu czy blatu, żadnych gorących garnków (w tym z zupą) w zasięgu ręki dziecka.
Sposób asystentki: Uwaga! Trzeba go przeprowadzać w warunkach ściśle kontrolowanych i ze zdwojoną ostrożnością, ale efekt jest murowany. Sposób polega na wytworzeniu odruchu Pawłowa: kładzie się na brzegu stołu gorącą szklankę herbaty. Dziecko zainteresowane podchodzi. Mówimy mu, że to jest gorące i się sparzy. Kiedy dziecko zachęcone tym, że "nie wolno" podchodzi ponownie, trzymając szklankę za uszko pozwalamy mu dotknąć gorącego, żeby samo zobaczyło, że to nic przyjemnego. Dr powiedziała nam, że sama kiedy zobaczyła jakąś szklankę, odruchowo chowała ręce za siebie. Jest to oczywiście sposób dla dzieci, które nie wierzą dorosłym na słowo i chcą same wszystko sprawdzić na własnej skórze.
18 lutego 2007
Cytat dnia
"Pacjent składa się z pacjenta i z jego papierów. Ale przede wszystkim z papierów."
Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy lekarz rodzinny przez pół minuty bada, a przez następne pięć musi pisać. Jeśli ktoś uzna to za zły przykład, to niech przyjmie pacjenta na oddział. Będzie musiał te same dane wpisywać do różnych formularzy, zeszytów, kart, a potem wprowadzić je do komputera.
Wyniki badań laboratoryjnych przychodzą na kartkach, więc też trzeba je przepisywać do komputera. A robi to lekarz, bo jest "tańszy od sekretarki medycznej", jak się kiedyś dowiedziałam. I tak lekarz pisze i pisze, a pacjent myśli, że on pije kawę i nic nie robi.
Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy lekarz rodzinny przez pół minuty bada, a przez następne pięć musi pisać. Jeśli ktoś uzna to za zły przykład, to niech przyjmie pacjenta na oddział. Będzie musiał te same dane wpisywać do różnych formularzy, zeszytów, kart, a potem wprowadzić je do komputera.
Wyniki badań laboratoryjnych przychodzą na kartkach, więc też trzeba je przepisywać do komputera. A robi to lekarz, bo jest "tańszy od sekretarki medycznej", jak się kiedyś dowiedziałam. I tak lekarz pisze i pisze, a pacjent myśli, że on pije kawę i nic nie robi.
12 stycznia 2007
O zajęciach słów kilka
Zdałam sobie sprawę, co sprawia, że z jednych zajęć się coś wynosi, a z innych nie. Nie jest to związane (jak notorycznie nam wmawiają asystenci) to, czy się czegoś nauczyło na zajęcia, lecz to, ile czasu asystent spędza ze studentami w czasie zajęć. Miałam rewelacyjne zajęcia na pediatrii w poradni (a pediatrii do tej pory nie lubiłam) i sama nie wiedziałam, czym jest to spowodowane. Następny tydzień zajęć - chirurgia dziecięca w poradni: gipsowanie, szycie i znów mi się podoba. Myślę sobie "takich świetnych zajęć od początku studiów nie miałam".
I okazuje się patrząc retrospektywnie, że były takie świetne, gdyż przez cały czas asystent był z nami. Mówił, co robić, a jak coś było źle, to pomagał to naprawić. To my w końcu byliśmy lekarzami i przyjmowaliśmy pacjentów sami, a asystent tylko nadzorował, pomagał wypisać pierwsza prawdziwą receptę. Było super!
I nastała szara rzeczywistość na alergologii, gdzie przez trzy godziny ćwiczeń dostaje się dwóch pacjentów do zbadania i zebrania wywiadu, a potem w ciągu pięciu minut omawia się je z asystentem. Dlaczego nie można by przejść z asystentem całego oddziału badając pacjentów i mówiąc im np. "tu słyszycie trzeszczenia, proszę tutaj przyłożyć słuchawkę" albo "tutaj można wyczuć śledzionę, tak, tutaj (...) Teraz następna osoba".
Prawda jest taka, że nikomu się nie chce i nikt nie ma na to czasu, bo musi pozałatwiać swoje sprawy na oddziale, zejść do przychodni, umówić zabiegi.
I okazuje się patrząc retrospektywnie, że były takie świetne, gdyż przez cały czas asystent był z nami. Mówił, co robić, a jak coś było źle, to pomagał to naprawić. To my w końcu byliśmy lekarzami i przyjmowaliśmy pacjentów sami, a asystent tylko nadzorował, pomagał wypisać pierwsza prawdziwą receptę. Było super!
I nastała szara rzeczywistość na alergologii, gdzie przez trzy godziny ćwiczeń dostaje się dwóch pacjentów do zbadania i zebrania wywiadu, a potem w ciągu pięciu minut omawia się je z asystentem. Dlaczego nie można by przejść z asystentem całego oddziału badając pacjentów i mówiąc im np. "tu słyszycie trzeszczenia, proszę tutaj przyłożyć słuchawkę" albo "tutaj można wyczuć śledzionę, tak, tutaj (...) Teraz następna osoba".
Prawda jest taka, że nikomu się nie chce i nikt nie ma na to czasu, bo musi pozałatwiać swoje sprawy na oddziale, zejść do przychodni, umówić zabiegi.
5 stycznia 2007
Głos w sprawie fakultetów
Fakultety to trzy tygodniowe bloki zajęć, wybierane na początku roku spośród sześciu tematów, odbywające się po normalnych zajęciach (np. 8:00-13:15 pediatria, 15:00-19:45 fakultety w szpitalu oddalonym od poprzedniego o pięćdziesiąt minut jazdy autobusem).
Szatnia obowiązkowa. Przezornie o 15:00 pytamy, do której jest czynne i dowiadujemy się, że do 20:00. Wychodzimy z zajęć, a tutaj wszystko pozamykane. Żeby wyjść z Katedry przechodzimy "na ślepo" ciemnym korytarzem w podziemiach dobre sto metrów, oświetlając sobie telefonami schody. Ktoś dochodzi do włącznika światła i okazuje się, że trzeba szukać innej drogi, okrężnego przejścia do szatni, bo drzwi są zamknięte. W końcu przychodzi Pani i otwiera nam drzwi na zewnątrz. Jest zimno i ciemno a my z lękiem idziemy sprawdzić, czy przyjdzie nam w samych swetrach wracać do domów, skoro przejście było zamknięte. Na szczęście szatnia czynna, ale dojście do niej zajęło nam pięć razy więcej czasu niż normalnie (nie narzekam już nawet, że szatnie zwykle są w najbardziej oddalonym od sali zajęć dla studentów miejscu).
Nie dziwię się, że o takiej godzinie wszystko już było pozamykane, tylko, że ktoś nie pomyśli, iż korzyść z takich zajęć jest raczej wątpliwa, bo nikt nie ma siły przez cały dzień uważać, i to przez pięć dni z rzędu.
Szatnia obowiązkowa. Przezornie o 15:00 pytamy, do której jest czynne i dowiadujemy się, że do 20:00. Wychodzimy z zajęć, a tutaj wszystko pozamykane. Żeby wyjść z Katedry przechodzimy "na ślepo" ciemnym korytarzem w podziemiach dobre sto metrów, oświetlając sobie telefonami schody. Ktoś dochodzi do włącznika światła i okazuje się, że trzeba szukać innej drogi, okrężnego przejścia do szatni, bo drzwi są zamknięte. W końcu przychodzi Pani i otwiera nam drzwi na zewnątrz. Jest zimno i ciemno a my z lękiem idziemy sprawdzić, czy przyjdzie nam w samych swetrach wracać do domów, skoro przejście było zamknięte. Na szczęście szatnia czynna, ale dojście do niej zajęło nam pięć razy więcej czasu niż normalnie (nie narzekam już nawet, że szatnie zwykle są w najbardziej oddalonym od sali zajęć dla studentów miejscu).
Nie dziwię się, że o takiej godzinie wszystko już było pozamykane, tylko, że ktoś nie pomyśli, iż korzyść z takich zajęć jest raczej wątpliwa, bo nikt nie ma siły przez cały dzień uważać, i to przez pięć dni z rzędu.
21 grudnia 2006
Brzuszny witraż
Widzieliśmy już wiele gastroskopii i kolonoskopii, ale ostatnio oglądana na chirurgii była inna niż poprzednie. Lekarz pokazał nam, że w momencie, kiedy kolonoskop jest w jelicie, które znajduje się blisko pod powłokami, to jego końcówka uwypukla ścianę brzucha i widać też różowe światełko na brzuchu, jakby to był witraż.
Pacjentka była młoda i szczupła, więc było to dobrze widoczne. Sama też mogła zobaczyć i śmiała się wraz z nami z tego odkrycia.
Pacjentka była młoda i szczupła, więc było to dobrze widoczne. Sama też mogła zobaczyć i śmiała się wraz z nami z tego odkrycia.
11 grudnia 2006
Placebo lepsze niż pole
Temat placebo wraca ponownie. Powikłaniami cukrzycy są między innymi neuropatie. Rozmawialiśmy z pacjentką, która miała zaburzenia czucia w obrębie rąk oraz na kończynach dolnych od kolana w dół. Chodziła w krótkich spodenkach i koszulce z krótkimi rękawami, bo wszystko, czego się dotknęła, sprawiało jej ból. Nie mogła spać, bo piekły ją stopy, a ulgę przynosiło jej moczenie ich w zimnej wodzie albo chodzenie po zimnych kafelkach. Spała po trzy czasem cztery godziny na dobę.
Działanie leków w neuropatii może się ujawnić dopiero po kilku tygodniach lub też może go nie być wcale. Na Zachodzie w ciężkich jak ten przepadkach stosuje się morfinę, ale w Polsce nie jest ona zarejestrowana dla tej jednostki chorobowej. Można dodatkowo stosować pole magnetyczne, co wbrew pozorom daje dobre rezultaty po kilkudniowej ekspozycji (na początku może być pogorszenie stanu).
Przeprowadzono badania nad polem magnetycznym i okazało się, że w kilkudziesięciu procentach otrzymywano poprawę stanu zdrowia zarówno w grupie pacjentów eksponowanych na pole, jak i w grupie kontrolnej, gdzie pacjent tylko myślał, że jest poddawany działaniu pola magnetycznego.
Działanie leków w neuropatii może się ujawnić dopiero po kilku tygodniach lub też może go nie być wcale. Na Zachodzie w ciężkich jak ten przepadkach stosuje się morfinę, ale w Polsce nie jest ona zarejestrowana dla tej jednostki chorobowej. Można dodatkowo stosować pole magnetyczne, co wbrew pozorom daje dobre rezultaty po kilkudniowej ekspozycji (na początku może być pogorszenie stanu).
Przeprowadzono badania nad polem magnetycznym i okazało się, że w kilkudziesięciu procentach otrzymywano poprawę stanu zdrowia zarówno w grupie pacjentów eksponowanych na pole, jak i w grupie kontrolnej, gdzie pacjent tylko myślał, że jest poddawany działaniu pola magnetycznego.
4 grudnia 2006
Co trzydzieści minut ktoś umiera na raka płuc!
Nie pamiętam kto powiedział: "Kiedy umiera jedna osoba, to jest to wielki dramat, kiedy tysiące, to jest już tylko statystyka", lecz jest to nadal prawdziwe stwierdzenie. Wiem, że to tragedia, kiedy dwoje żołnierzy zginie w Iraku, albo ktoś kogoś zabije. To na pewno jest tragedią dla osób, których to dotyczy, ale czy cała Polska musi o tym trąbić, kiedy ważniejszą rzeczą dla przeciętnego Polaka powinno być moim zdaniem to, że każdego dnia w Polsce na raka płuc umiera 57 osób. Przecież to mnóstwo osób, jedna co około trzydziestu minut.
Drugie tyle osób (55 dziennie) dowiaduje się, że ma raka płuc. Jak widać zachorowalność jest podobna do umieralności w tym wypadku, przeżycie pięcioletnie osoby z rakiem płuca to 1-5 procent. Jedyną szansą, żeby temu zapobiec jest profilaktyka, bo kiedy rak daje objawy, najczęściej jest już za późno.
Co robić, żeby się ustrzec? Chyba każdy wie - nie palić. Ani czynnie, ani biernie! Niektórzy mówią, że narażenie przy paleniu biernym jest tak samo duże, jak przy czynnym.
Co jest najgorszego w papierosie?
- Nikotyna? Nie, przecież w kuracjach odwykowych stosuje się nikotynę.
- Substancje smoliste? Nie, prowadzą do przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, do raka nie. Częściowo eliminuje je filtr w papierosie.
- Radioaktywne izotopy radu i polonu są sprawcą raka płuc. Tak, na prawdę znajdują się w dymie papierosowym! Nie omieszkam mówić wszystkim palącym, żeby palili więcej, to zaoszczędzą na prądzie, sami sobie będą świecili!
Czas połowicznego rozpadu tych izotopów to średnio sto lat - jakby ktoś miał wątpliwości, czy po zaprzestaniu palenia jego organizm "oczyści się" z tego, co wdychał. Kilkaset lat i izotopy prawie całkiem usuną się z organizmu. A więc: Palcie nadal, zaoszczędzicie na elektryczności!
Drugie tyle osób (55 dziennie) dowiaduje się, że ma raka płuc. Jak widać zachorowalność jest podobna do umieralności w tym wypadku, przeżycie pięcioletnie osoby z rakiem płuca to 1-5 procent. Jedyną szansą, żeby temu zapobiec jest profilaktyka, bo kiedy rak daje objawy, najczęściej jest już za późno.
Co robić, żeby się ustrzec? Chyba każdy wie - nie palić. Ani czynnie, ani biernie! Niektórzy mówią, że narażenie przy paleniu biernym jest tak samo duże, jak przy czynnym.
Co jest najgorszego w papierosie?
- Nikotyna? Nie, przecież w kuracjach odwykowych stosuje się nikotynę.
- Substancje smoliste? Nie, prowadzą do przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, do raka nie. Częściowo eliminuje je filtr w papierosie.
- Radioaktywne izotopy radu i polonu są sprawcą raka płuc. Tak, na prawdę znajdują się w dymie papierosowym! Nie omieszkam mówić wszystkim palącym, żeby palili więcej, to zaoszczędzą na prądzie, sami sobie będą świecili!
Czas połowicznego rozpadu tych izotopów to średnio sto lat - jakby ktoś miał wątpliwości, czy po zaprzestaniu palenia jego organizm "oczyści się" z tego, co wdychał. Kilkaset lat i izotopy prawie całkiem usuną się z organizmu. A więc: Palcie nadal, zaoszczędzicie na elektryczności!
28 listopada 2006
Fast-ject
Alternatywą dla osób, których nie stać na odczulanie przeciwko jadowi owadów jest jednorazowego użytku urządzenie w którym znajdują się pochodne adrenaliny, zabezpieczone tak, by lek nie rozkładał się w temperaturach od -30 do +30 stponi Celsjusza. Założenie jest takie, że osoba, u której może wystąpić wstrząs nosi zawsze ze sobą Fast-ject i w wypadku użądlenia i początku objawów uogólnionych aplikuje sobie jak najszybciej (zwykle w udo, przez spodnie) zawartość strzykawki dociskając tylko aplikator do ciała przez 1-2 sekundy.
Zalety: Bardzo proste w użyciu, nawet dzieci same mogą sobie zaaplikować, po przeszkoleniu co do momentu podania. Fast-ject można nosić ze sobą wszędzie. Szybkie w użyciu, nie trzeba żadnych wcześniejszych przygotowań przed użyciem. Ratuje życie w przypadku wstrząsu anafilaktycznego.
Wady: W Polsce cena to 270 złotych, zaś w większości krajów Europy jest refundowany. Termin przydatności do użycia to niecały rok, co czyni wydatek sporym. Lek trzeba specjalnie zamawiać w aptece i czekać na niego nierzadko miesiącami.
Zalety: Bardzo proste w użyciu, nawet dzieci same mogą sobie zaaplikować, po przeszkoleniu co do momentu podania. Fast-ject można nosić ze sobą wszędzie. Szybkie w użyciu, nie trzeba żadnych wcześniejszych przygotowań przed użyciem. Ratuje życie w przypadku wstrząsu anafilaktycznego.
Wady: W Polsce cena to 270 złotych, zaś w większości krajów Europy jest refundowany. Termin przydatności do użycia to niecały rok, co czyni wydatek sporym. Lek trzeba specjalnie zamawiać w aptece i czekać na niego nierzadko miesiącami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)