31 maja 2007

Na osteoporozę ginie tyle samo osób co na raka sutka

Zwykle asystenci z różnych klinik uważają, że ich wąska działka jest najważniejsza z całej medycyny. Tak było również na Chorobach Metabolicznych Kości (celowo napisałam z dużych liter).

Leczenie osteoporozy jest niedoszacowane, powinny być na nią dużo większe nakłady, nic się o tej chorobie nie mówi! Na osteoporozę ginie tyle samo osób co na raka sutka! - grzmiał asystent.

Zapewne tak jest, ale nie jest to jedyny dział medycyny w Polsce, który jest niedofinansowany. Jak można porównywać umieralność na raka sutka u młodych czterdziestoletnich kobiet (jak powiedział dr) z liczbą zgonów z powodu złamań w przebiegu osteoporozy u sześćdziesięciolatków?

Trzeba leczyć pacjentów w każdym wieku i nie można mówić, którzy są ważniejsi. A już trochę nietaktem wydało mi się porównywanie dwu tak odmiennych schorzeń.

16 maja 2007

Niewidomi z psem nie wejdą

Jak można było niedawno przeczytać w dzienniku "Metro" niepełnosprawni, którzy poruszają się z psami-opiekunami nie są wpuszczani do sklepów, banków i urzędów.

Ochroniarze i sprzedawcy żądają pozostawiania tych zwierząt przed wejściem nie zważając na to, że psy są specjalnie oznakowane. Nie są to przecież jakieś zwykłe "maskotki" i nie powinny być oddzielane od chorych, którym pomagają.

Ale niektórzy na to nie zważają, albo nie umieją czytać. "Z psem wchodzić nie wolno. Kropka."

3 maja 2007

Rtęć trucizna - selen odtrutka

"Badacze przez przypadek odkryli, że ludzie cierpiący na chorobę amalgamatową mają niewystarczającą ilość selenu w organizmie. Rtęć napotykając ten związek bardzo chętnie się z nim łączy i związek ten jest stosunkowo trwały w środowisku wewnętrznym człowieka. W tej formie rtęć opuszcza organizm. Penetracja rtęci pozbawia organizm selenu, to powoduje z kolei zakwaszenie ciała, a przy zakwaszeniu mięśni kwasem mlekowym odczuwa się zmęczenie nawet w czasie leżenia".

Zaleca się stosowanie 200-500 mikrogram selenu na dobę przy stwierdzeniu obniżenia jego poziomu w surowicy jak również przy posiadaniu jednej lub kilku plomb amalgamatowych i występowaniu objawów takich jak przewlekłe zmęczenie, niepokój i rozdrażnienie, problemy ze snem, depresja, częstsze zakażenia. Ale choroba amalgamatowa ma tyle postaci, ile jest osób na nią chorujących.

28 kwietnia 2007

Po co dziś uczyć studentów?

1. Mam uczyć studentów, którzy i tak wyjadą za granicę? A niech nic nie umieją, to ich może nie będą chcieli. I dobrze im tak, bo czemu mają zarabiać więcej niż ja i czemu im ma być lepiej, skoro ja tu już dwadzieścia lat haruję.

2. Po co mam ich uczyć? Żeby mi konkurencję zrobili, kiedy w końcu mam swój prywatny gabinet?

"Kiedyś to się studentów uczyło na prawdę, ale teraz to już nie." Tak powiedziała jedna z asystentek w czasie luźnej rozmowy w czasie zabiegu na chirurgii.

I tak chyba na prawdę jest. Jedna sprawa, że nikomu się nie chce przykładać do tego, co robi pół-darmo, ale druga jest taka jak powyżej: "po co?" Po co, skoro i tak nic dobrego dla mnie z tego nie wyniknie. Jak ich nauczę, to albo odbiorą mi pracę na Zachodzie, albo w kraju.

22 kwietnia 2007

Ile pan spożywa mleka i twarogu?

To jedno z kluczowych pytań w poradni chorób metabolicznych kości, do której zgłaszają się pacjenci z osteoporozą lub jej podejrzeniem. Pytanie to ma oczywiście na celu ocenę, ile pacjent dostarcza w diecie wapnia i rozważyć jego suplementację w razie potrzeby. Jest to pytanie zupełnie niemiarodajne, bo w szklance mleka (3,2% tł.) jest max 120 mg wapnia, a w twarogu 96 mg, lecz jednocześnie są to produkty białkowe z grupy tych w których jest go najmniej! Równie dobrze można jeść lody (160 mg wapnia / 100 g), szczypiorek (97 mg wapnia / 100 g) albo pić maślankę (110 mg / 100 g).

Najbardziej zasobnymi w wapń produktami są... sery żółte. 100 g sera żółtego to 550-850 mg wapnia (zależnie od jego rodzaju). Żeby dostarczyć tyle samo wapnia można albo zjeść na śniadanie 3 kanapki z serem żółtym, albo wypić aż sześć szklanek - czyli półtorej litra - mleka. Ciekawe, czy ktoś dałby radę.

Dużo wapnia mają też - spośród produktów niemlecznych - sardynki w pomidorach (250 mg / 100 g), ser tofu (200 mg / 100 g), orzechy laskowe (186 mg / 100 g), a z nabiału trzeba wspomnieć jeszcze ser feta (500 mg / 100 g).

Do czego zmierzam? Do tego, ile sensu ma pytanie w poradni specjalistycznej, przez lekarza z wieloletnim stażem w jego dziedzinie, pacjenta tylko o to, "ile spożywa mleka i twarogu"? Ale co tam może wiedzieć studentka.

15 kwietnia 2007

HPV- Masz 99,9% szans na uniknięcie raka szyjki macicy

Ostatnio szaleje propaganda szczepień przeciwko HPV, ale czy tak na prawdę bezwarunkowo warto, zważywszy, że koszt szczepionki to ok. 500 zł, a potrzeba kilku dawek?

HPV jest wirusem przenoszącym się drogą kontaktów płciowych czyli "sam znikąd się nie bierze", trzeba mieć kontakt z osobą zainfekowaną. Więc, jeżeli kobieta nie współżyła z nikim oprócz jednego partnera, który również z nikim innym nie miał kontaktów płciowych, to praktycznie szansa na zakażenie HPV i na raka szyjki macicy jest znikoma.

Z drugiej strony za pieniądze, które trzeba zapłacić za cykl szczepień można by wykupić sobie karnet na prywatne wizyty u ginekologa (z pobieraniem cytologii każdorazowo) do końca życia.

Nawet jeżeli w ciągu roku pojawi się jakaś zmiana w cytologii, to jest ona w pełni do usunięcia i jak to pięknie w książkach piszą "sprawa nie ma dalszego biegu".

7 kwietnia 2007

Czeka pan, albo student pana zbada?

Sytuacja wyglądała tak: Na oddziale chirurgii jest siedmioro lekarzy, w tym czworo klinicznych. jeden z nich jest na urlopie, jeden chory, więc zostaj sześcioro. Na dzień przewidziane są cztery operacje: czasochłonny guz trzustki - operuje trzech lekarzy, a po skończeniu tego zabiegu ten sam skład przeprowadza drugi zabieg. Na drugiej sali zaś laparoskopowe usunięcie pęcherzyka żółciowego, a następnie klasyczne usnięcie pęcherzyka (operuje dwu lekarzy i student w asyście). Zajęcia mieliśmy od 8:00 do 12:15. Dobiega 12:00, a tu na bloku dzwoni telefon, że na dole pacjenci w poradni czekają zniecierpliwieni od 9:00 żeby ktoś do nich zszedł.

- Jasne, pewnie myślą, że siedzimy i kawę pijemy - odpowiada lekarz zza stołu operacyjnego.
- Proszę powiedzieć, że trzeba czekać. No chyba, że studentów tam wyślemy i ich załatwią...
- Albo nasz anestezjolog zejdzie do pacjentów? (jest jeden anestezjolog i jedna pielęgniarka anestezjologiczna na dwa równoległe zabiegi).
Na to anestezjolog z właściwym sobie spokojem odpowiada:
- Bardzo chętnie, tylko najpierw wam pacjentkę wybudzę (brzuch otwarty, jelita na zewnatrz).
- I tak wam zemdleje, jak zobaczy co ma w brzuchu.

Pacjenci czekali do 13:15, aż zabiegi się skończyły i zszedł do nich skonany 5-godzinnym operowaniem chirurg bez śniadania. Chyba przestraszyli się, że "student ich załatwi" i biedni spokojnie czekali.

12 marca 2007

Pozwolić niewidomym żyć normalnie

Czy często zdarza wam się odnaleźć na jakimś opakowaniu wytłoczone "kropeczki" dla niewidomych? Do tej pory napisy dla niewidomych znalazłam na: jednej marce dżemu truskawkowego, jednym soku w szklanej butelce, maśle orzechowym w słoiczku, a z leków na opakowaniach preparatów Biofer, Efferalgan (francuskiej firmy Upsa) i Thiocodin.

Nie mówię, że dotykałam wszystkich opakowań leków w aptece i produktów w sklepie, ale chodzi mi o to, tych oznaczeń jest relatywnie mało. A przecież to proste i niezbyt kosztowne rozwiązanie, które mogłoby pozwolić niewidomym więcej czynności wykonywać samodzielnie.

Muszę dodać, że leki specjalnie oznaczone dla niewidomych były wyprodukowane przez firmy zagraniczne, a ich polskie odpowiedniki oznaczeń nie mają.

11 marca 2007

Leucynoza – stan permanentnego zagrożenia życia

Leucynoza lub jak kto woli "choroba syropu klonowego" to rzadka choroba z grupy zaburzeń metabolizmu aminokwasów. Choruje na nią w Polsce ośmioro dzieci. Niebezpieczeństwo choroby polega na tym, że jakikolwiek katabolizm w organizmie powoduje nagłą dekompensację, tak, że pacjent ląduje w stanie ciężkim na intensywnej terapii na długie tygodnie.

Dlatego, jeżeli pacjent z leucynozą ma np. dwie afty w jamie ustnej, to jest to dla niego wskazanie do pilnej hospitalizacji. Należy wtedy zabezpieczyć dostęp do żyły i podłączyć glukozę 20% we wlewie ciągłym oraz dokładać bolusy glukozy 40%, tak, by utrzymać stężenie glukozy we krwi na stałym poziomie ok. 120 mg%. Oczywiście należy też podać antybiotyki jeśli jest to konieczne.

Rodzice dzieci z tym schorzeniem są już przeszkoleni, że maję się zgłaszać do szpitala z każdym banalnym nawet zakażeniem. Jeżeli tego nie zrobią, to wyciąganie ze stanu ciężkiego, gdy już dojdzie do katabolizmu trwa tygodnie, a nawet miesiące.
Oczywiście lekarze też muszą to wiedzieć.


W Polsce diagnozuje się tę chorobę od niedawna, dlatego pacjenci chorujący na nią to dzieci (ujawnia się w dzieciństwie), w USA leczy się tych pacjentów dłużej, dlatego są tam już przypadki u dorosłych.

9 marca 2007

Dieta w fenyloketonurii

Chorzy na fenyloketonurię mogą zjeść maksymalnie 10 miligramów aminokwasu fenyloalaniny (Phe) na kilogram masy ciała na dobę. Daje to na przykład u dziecka ważącego 20 kilogramów 200 mg Phe na dobę.

Żeby nauczyć dzieci, co i w jakiej ilości mogą jeść, używa się specjalnych karteczek, na których z jednej strony jest narysowana porcja potrawy, np. kotlet schabowy, a z drugiej strony jest wartość Phe w w tej potrawie. I tak np. wspomniany kotlet to 1300 mg Phe, czyli porcja jedzenia na tydzień, a więc na prawdę rzecz niedozwolona. Porcja (100 g) ryby to 1700 mg, 100 g udka kurczaka to 1400 mg Phe , jajko 400 mg, parówka 500, mała kromeczka chleba 140 mg, 100 g frytek 200 mg, szklanka mleka 340 mg, 3 ziemniaki 100 mg, banan 30 mg, szklanka soku jabłkowego 10 mg.

Produkty są podzielone na trzy grupy-kolory:
czerwony-nie wolno (np. kotlet, ryba),
żółty-uważaj (np. ziemniaki),
i zielony - wolno jeść (banany, sok jabłkowy).

Co więc może jeść pacjent chory na fenyloketonurię, skoro ma tyle ograniczeń? Chleb skrobiowy i mieszankę czystych aminokwasów bez Phe. Jedna puszka sproszkowanych aminokwasów kosztuje 200 PLN (dla chorych na fenyloketonurię jest na ryczałt). Dorośli potrzebują ok. 14 puszek na trzy miesiące. Dorośli – zapyta ktoś – przecież to choroba dzieci! Niestety nie, dietę trzeba prowadzić przez całe życie, bo po odstawieniu pojawiają się zaburzenia snu, koncentracji, silne bóle głowy.

Dostaliśmy do spróbowania mieszankę aminokwasów. Po skosztowaniu jej na końcu łyżeczki zostawia paskudny słodko-słony posmak i chce się po niej wymiotować. Nikt nie chciał spróbować więcej. Mieszankę można mieszać z różnymi produktami, ale nie ma się co oszukiwać, pyszne to nie jest.

28 lutego 2007

Głos w sprawie oparzeń dzieci

W tym roku trzy tygodnie z rzędu wtłaczano nam do głów, jak ustrzec dziecko od oparzenia.

Typowa sytuacja: dziecko zaczynające chodzić+stół+serweta+kubek gorącej herbaty
Efekt: ciężkie oparzenie klatki piersiowej, brzucha, często również twarzy. potem oprócz blizn na całe życie pozostaje tłumaczenie, że to była tylko chwila, albo, że dziecko jeszcze nie umiało chodzić.

Nasza asystentka podała nam niezawodny sposób, dzięki któremu ona, jej rodzeństwo, a potem dzieci i wnuki nie uległy oparzeniu.

Sposób tradycyjny: żadnych serwet, gorących płynów w kubkach w pobliżu brzegów stołu czy blatu, żadnych gorących garnków (w tym z zupą) w zasięgu ręki dziecka.

Sposób asystentki: Uwaga! Trzeba go przeprowadzać w warunkach ściśle kontrolowanych i ze zdwojoną ostrożnością, ale efekt jest murowany. Sposób polega na wytworzeniu odruchu Pawłowa: kładzie się na brzegu stołu gorącą szklankę herbaty. Dziecko zainteresowane podchodzi. Mówimy mu, że to jest gorące i się sparzy. Kiedy dziecko zachęcone tym, że "nie wolno" podchodzi ponownie, trzymając szklankę za uszko pozwalamy mu dotknąć gorącego, żeby samo zobaczyło, że to nic przyjemnego. Dr powiedziała nam, że sama kiedy zobaczyła jakąś szklankę, odruchowo chowała ręce za siebie. Jest to oczywiście sposób dla dzieci, które nie wierzą dorosłym na słowo i chcą same wszystko sprawdzić na własnej skórze.

18 lutego 2007

Cytat dnia

"Pacjent składa się z pacjenta i z jego papierów. Ale przede wszystkim z papierów."

Trudno się z tym nie zgodzić, kiedy lekarz rodzinny przez pół minuty bada, a przez następne pięć musi pisać. Jeśli ktoś uzna to za zły przykład, to niech przyjmie pacjenta na oddział. Będzie musiał te same dane wpisywać do różnych formularzy, zeszytów, kart, a potem wprowadzić je do komputera.

Wyniki badań laboratoryjnych przychodzą na kartkach, więc też trzeba je przepisywać do komputera. A robi to lekarz, bo jest "tańszy od sekretarki medycznej", jak się kiedyś dowiedziałam. I tak lekarz pisze i pisze, a pacjent myśli, że on pije kawę i nic nie robi.

12 stycznia 2007

O zajęciach słów kilka

Zdałam sobie sprawę, co sprawia, że z jednych zajęć się coś wynosi, a z innych nie. Nie jest to związane (jak notorycznie nam wmawiają asystenci) to, czy się czegoś nauczyło na zajęcia, lecz to, ile czasu asystent spędza ze studentami w czasie zajęć. Miałam rewelacyjne zajęcia na pediatrii w poradni (a pediatrii do tej pory nie lubiłam) i sama nie wiedziałam, czym jest to spowodowane. Następny tydzień zajęć - chirurgia dziecięca w poradni: gipsowanie, szycie i znów mi się podoba. Myślę sobie "takich świetnych zajęć od początku studiów nie miałam".

I okazuje się patrząc retrospektywnie, że były takie świetne, gdyż przez cały czas asystent był z nami. Mówił, co robić, a jak coś było źle, to pomagał to naprawić. To my w końcu byliśmy lekarzami i przyjmowaliśmy pacjentów sami, a asystent tylko nadzorował, pomagał wypisać pierwsza prawdziwą receptę. Było super!

I nastała szara rzeczywistość na alergologii, gdzie przez trzy godziny ćwiczeń dostaje się dwóch pacjentów do zbadania i zebrania wywiadu, a potem w ciągu pięciu minut omawia się je z asystentem. Dlaczego nie można by przejść z asystentem całego oddziału badając pacjentów i mówiąc im np. "tu słyszycie trzeszczenia, proszę tutaj przyłożyć słuchawkę" albo "tutaj można wyczuć śledzionę, tak, tutaj (...) Teraz następna osoba".

Prawda jest taka, że nikomu się nie chce i nikt nie ma na to czasu, bo musi pozałatwiać swoje sprawy na oddziale, zejść do przychodni, umówić zabiegi.

5 stycznia 2007

Głos w sprawie fakultetów

Fakultety to trzy tygodniowe bloki zajęć, wybierane na początku roku spośród sześciu tematów, odbywające się po normalnych zajęciach (np. 8:00-13:15 pediatria, 15:00-19:45 fakultety w szpitalu oddalonym od poprzedniego o pięćdziesiąt minut jazdy autobusem).

Szatnia obowiązkowa. Przezornie o 15:00 pytamy, do której jest czynne i dowiadujemy się, że do 20:00. Wychodzimy z zajęć, a tutaj wszystko pozamykane. Żeby wyjść z Katedry przechodzimy "na ślepo" ciemnym korytarzem w podziemiach dobre sto metrów, oświetlając sobie telefonami schody. Ktoś dochodzi do włącznika światła i okazuje się, że trzeba szukać innej drogi, okrężnego przejścia do szatni, bo drzwi są zamknięte. W końcu przychodzi Pani i otwiera nam drzwi na zewnątrz. Jest zimno i ciemno a my z lękiem idziemy sprawdzić, czy przyjdzie nam w samych swetrach wracać do domów, skoro przejście było zamknięte. Na szczęście szatnia czynna, ale dojście do niej zajęło nam pięć razy więcej czasu niż normalnie (nie narzekam już nawet, że szatnie zwykle są w najbardziej oddalonym od sali zajęć dla studentów miejscu).

Nie dziwię się, że o takiej godzinie wszystko już było pozamykane, tylko, że ktoś nie pomyśli, iż korzyść z takich zajęć jest raczej wątpliwa, bo nikt nie ma siły przez cały dzień uważać, i to przez pięć dni z rzędu.

21 grudnia 2006

Brzuszny witraż

Widzieliśmy już wiele gastroskopii i kolonoskopii, ale ostatnio oglądana na chirurgii była inna niż poprzednie. Lekarz pokazał nam, że w momencie, kiedy kolonoskop jest w jelicie, które znajduje się blisko pod powłokami, to jego końcówka uwypukla ścianę brzucha i widać też różowe światełko na brzuchu, jakby to był witraż.

Pacjentka była młoda i szczupła, więc było to dobrze widoczne. Sama też mogła zobaczyć i śmiała się wraz z nami z tego odkrycia.

11 grudnia 2006

Placebo lepsze niż pole

Temat placebo wraca ponownie. Powikłaniami cukrzycy są między innymi neuropatie. Rozmawialiśmy z pacjentką, która miała zaburzenia czucia w obrębie rąk oraz na kończynach dolnych od kolana w dół. Chodziła w krótkich spodenkach i koszulce z krótkimi rękawami, bo wszystko, czego się dotknęła, sprawiało jej ból. Nie mogła spać, bo piekły ją stopy, a ulgę przynosiło jej moczenie ich w zimnej wodzie albo chodzenie po zimnych kafelkach. Spała po trzy czasem cztery godziny na dobę.

Działanie leków w neuropatii może się ujawnić dopiero po kilku tygodniach lub też może go nie być wcale. Na Zachodzie w ciężkich jak ten przepadkach stosuje się morfinę, ale w Polsce nie jest ona zarejestrowana dla tej jednostki chorobowej. Można dodatkowo stosować pole magnetyczne, co wbrew pozorom daje dobre rezultaty po kilkudniowej ekspozycji (na początku może być pogorszenie stanu).

Przeprowadzono badania nad polem magnetycznym i okazało się, że w kilkudziesięciu procentach otrzymywano poprawę stanu zdrowia zarówno w grupie pacjentów eksponowanych na pole, jak i w grupie kontrolnej, gdzie pacjent tylko myślał, że jest poddawany działaniu pola magnetycznego.

4 grudnia 2006

Co trzydzieści minut ktoś umiera na raka płuc!

Nie pamiętam kto powiedział: "Kiedy umiera jedna osoba, to jest to wielki dramat, kiedy tysiące, to jest już tylko statystyka", lecz jest to nadal prawdziwe stwierdzenie. Wiem, że to tragedia, kiedy dwoje żołnierzy zginie w Iraku, albo ktoś kogoś zabije. To na pewno jest tragedią dla osób, których to dotyczy, ale czy cała Polska musi o tym trąbić, kiedy ważniejszą rzeczą dla przeciętnego Polaka powinno być moim zdaniem to, że każdego dnia w Polsce na raka płuc umiera 57 osób. Przecież to mnóstwo osób, jedna co około trzydziestu minut.

Drugie tyle osób (55 dziennie) dowiaduje się, że ma raka płuc. Jak widać zachorowalność jest podobna do umieralności w tym wypadku, przeżycie pięcioletnie osoby z rakiem płuca to 1-5 procent. Jedyną szansą, żeby temu zapobiec jest profilaktyka, bo kiedy rak daje objawy, najczęściej jest już za późno.

Co robić, żeby się ustrzec? Chyba każdy wie - nie palić. Ani czynnie, ani biernie! Niektórzy mówią, że narażenie przy paleniu biernym jest tak samo duże, jak przy czynnym.
Co jest najgorszego w papierosie?
- Nikotyna? Nie, przecież w kuracjach odwykowych stosuje się nikotynę.
- Substancje smoliste? Nie, prowadzą do przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, do raka nie. Częściowo eliminuje je filtr w papierosie.
- Radioaktywne izotopy radu i polonu są sprawcą raka płuc. Tak, na prawdę znajdują się w dymie papierosowym! Nie omieszkam mówić wszystkim palącym, żeby palili więcej, to zaoszczędzą na prądzie, sami sobie będą świecili!

Czas połowicznego rozpadu tych izotopów to średnio sto lat - jakby ktoś miał wątpliwości, czy po zaprzestaniu palenia jego organizm "oczyści się" z tego, co wdychał. Kilkaset lat i izotopy prawie całkiem usuną się z organizmu. A więc: Palcie nadal, zaoszczędzicie na elektryczności!

28 listopada 2006

Fast-ject

Alternatywą dla osób, których nie stać na odczulanie przeciwko jadowi owadów jest jednorazowego użytku urządzenie w którym znajdują się pochodne adrenaliny, zabezpieczone tak, by lek nie rozkładał się w temperaturach od -30 do +30 stponi Celsjusza. Założenie jest takie, że osoba, u której może wystąpić wstrząs nosi zawsze ze sobą Fast-ject i w wypadku użądlenia i początku objawów uogólnionych aplikuje sobie jak najszybciej (zwykle w udo, przez spodnie) zawartość strzykawki dociskając tylko aplikator do ciała przez 1-2 sekundy.

Zalety: Bardzo proste w użyciu, nawet dzieci same mogą sobie zaaplikować, po przeszkoleniu co do momentu podania. Fast-ject można nosić ze sobą wszędzie. Szybkie w użyciu, nie trzeba żadnych wcześniejszych przygotowań przed użyciem. Ratuje życie w przypadku wstrząsu anafilaktycznego.

Wady: W Polsce cena to 270 złotych, zaś w większości krajów Europy jest refundowany. Termin przydatności do użycia to niecały rok, co czyni wydatek sporym. Lek trzeba specjalnie zamawiać w aptece i czekać na niego nierzadko miesiącami.

26 listopada 2006

Niewydolność nerek c.d.

Niewydolność przewlekła u dzieci jest gorsza od tej samej u dorosłych, gdyż dzieci jeszcze rosną, a brak hydroksylacji witaminy D w niepracującej nerce daje potworne zaburzenia kostne po kilku latach od początku choroby.

Deformacje kośćca począwszy od czaszki, braku wzrostu (dziewiętnasto i dwudziestotrzylatek, których widzieliśmy wyglądali o średnio pięć lat młodziej, bo od takiej pory średnio chorują), do strasznych deformacji kośćca klatki piersiowej, kończyn górnych i dolnych, których nie opiszę, bo wyglądały naprawdę oszpecająco.

Pacjentom tym w takim wypadku pozostaje wycięcie przytarczyc, żeby nie uwalniały wapnia z kości i nie powodowały deformacji oraz podawanie dużych dawek wapnia. Niestety, jak się dowiedzieliśmy na taką operację można czekać latami patrząc jak z dnia na dzień kości się wykrzywiają.

24 listopada 2006

Niewydolność nerek przewlekła

Na praktyce wakacyjnej z interny na nefrologii dwa lata temu ciężko mi było widząc młodych trzydziestolatków z niewydolnością nerek, którzy do końca życia będą musieli być dializowani... Do dzisiaj, kiedy zobaczyłam dwie dziesięcioletnie dziewczynki w stacji hemodializ, dializowane już od kilku lat, ze schyłkową niewydolnością nerek.

Dializy trzy razy w tygodniu przez osiem godzin, indywidualny tryb nauki szkolnej w domu...

I opowiadały tak normalnie "mam niewydolność nerek od trzech lat, cukrzycę od czterech lat..." i wymieniały zestaw dziesięciu leków, które codziennie biorą. Pogodziłam się już z tym, że są ciężko chore starsze osoby, które już swoje przeżyły, mają dzieci, wnuków, a zdrowie powoli odchodzi, bo nic nie ma wiecznie.

Ale dzieci, które są inwalidami? Dzieci biorące cytostatyki z powodu białaczki albo nowotworu złośliwego jak osteosarcoma? Z tym sie pogodzić nie mogę. Nie mogłabym chyba leczyć tych małych niewinnych pociech, które nie mogą niejednokrotnie normalnie chodzić do szkoły z rówieśnikami, potrzebują stałej opieki. Przepraszam, ale to dla mnie zbyt wiele i niech nikt ode mnie nie wymaga, żebym się nie wzruszała nad nimi.

2 listopada 2006

Macica "20% gratis. Super cena!"

Na ostatnich zajęciach z patomorfologii pokazano nam, czym w ogóle na co dzień zajmuje się Katedra Patomorfologii i jak się przygotowuje preparaty histo patologiczne, które przez dwa lata oglądaliśmy pod mikroskopem.

Wchodzimy do pomieszczenia, gdzie wszędzie praktycznie stoi pełno słoików, słoiczków, pojemników medycznych i wszelakich innych pojemników (chyba "co było pod ręką chirurga") po odżywkach dla niemowląt, dżemie, majonezie. Stoją wiaderka pięciolitrowe po "Śledziach Kaszubskich" (nie, żebym nie lubiła), słoje po korniszonach i co kto tylko może wymyślić.

Pojemniki stoją na specjalnych stolikach, ale także wszędzie, gdzie popadnie, czyli na parapetach, piętrowo w kartonowych pudłach, na podłodze (tak, że w pewne miejsca pomieszczenia nie można dojść). Niesamowite wrażenie.

A wszystkie wypełnione po brzegi formaliną 10% i dopiero co usuniętymi lub pobranymi w biopsji narządami i tkankami (a to nerka, a to fragment jelita, a to jakiś inny guz). Czasami preparaty są tak uciśnięte w słoiku, że można je wydostać tylko przez rozbicie słoika.

Widziałam macicę wciśniętą na siłę do słoika po majonezie z etykieta "20% gratis! Super cena!"

22 października 2006

Injekcja z pszczoły

Użądlenie przez owady błonkoskrzydłe (osa, pszczoła, itp.) może spowodować u osoby nadwrażliwej wstrząs anafilaktyczny. Pacjenci mający dużą szansą rozwinięcia się wstrząsu mogą być odczuleni małymi dawkami alergenu przez okres kilku lat z dobrym efektem. Osoby takie najczęściej panicznie boją się kontaktu z owadami (słusznie z resztą), gdyż użądlenie to dla nich potencjalna śmierć.

Po roku terapii w warunkach OIOM-u przeprowadza się próbę skuteczności odczulania wprowadzając pacjentowi jad żywej pszczoły.

Wykonanie próby:
1. Odcina się wąski koniec strzykawki, (ten na igłę).
2. Umieszcza się żywą pszczołę w strzykawce i zatyka tłoczek (nie wiem, w jaki sposób ani skąd się bierze te pszczoły).
3. Naciskając na tłoczek zwiększa się ciśnienie w strzykawce.
4. Zdenerwowana pszczoła żądli pacjenta przez otwór w strzykawce (to nie żart!).

Na kilkadziesiąt odczulanych osób żadna nie zareagowała wstrząsem po roku terapii. Dodatkowo efekt psychologiczny próby jest rewelacyjny: pacjenci, którzy bali się wyjść z domu w lecie z uwagi na owady mogą normalnie egzystować bez panicznego lęku o własne życie, który nie pozwalał im pójść do warzywniaka po śliwki.

Wady:
1. Koszt jednej ampułki to ok. 700 złotych; na kurację potrzeba około czterech ampułek rocznie. Terapia nie jest refundowana w żadnym stopniu.
2. Nie wiadomo, co będzie, gdy "Zieloni" dowiedzą się o próbie z użyciem pszczoły.

19 października 2006

Ograniczyć antykoncepcję!

Przepraszam za poniższego posta, zupełnie nie będzie kliniczny, ale nie mogę się na ten temat nie wypowiedzieć.

Oto cytat z Gazety Wyborczej: "(...) Poseł Marian Piłka (PiS) zaapelował do Ministra Zdrowia o rozpoczęcie działań zmierzających do ograniczenia liczby środków antykoncepcyjnych. -Ich zbyt szerokie stosowanie doprowadziło do epidemii niepłodności-mówił. PiS chciałoby także zróżnicowania wysokości emerytury w zależności od liczby urodzonych dzieci. -Nie może być tak, żeby emeryci, którzy wychowali tylko jedno dziecko, dostawali tyle samo co ci, którzy wychowali kilkoro. Przecież ci, którzy wychowali więcej dzieci, włożyli więcej-mówi Piłka. (...)"

Niech piętnastolatki rodzą niechciane dzieci, najlepiej ósemkę, to będzie dobre dla polskiego społeczeństwa. Uważam również, że należy podnieść ceny wszystkich środków antykoncepcyjnych o 600 %. Powinno się zabronić reklamowania, pisania i mówienia o nich zarówno w prasie, radio jak i telewizji. Środki takie powinno się nabywać tylko w wyznaczonych aptekach (maksymalnie jedna apteka na obszarze zamieszkałym przez 200 tysięcy osób). Przy zakupie trzeba obowiązkowo pokazać swój dowód osobisty i zostaje się wciągniętym na listę celem płacenia od tej pory dodatkowego 17 % podatku na kampanię reklamową propagującą wśród nastolatek model rodziny wielodzietnej i wczesną pierwszą ciążę. W czasopismach dla młodzieży byłyby drukowane obowiązkowo reportaże "Matką gromadki dzieci być jest cudownie"...

14 października 2006

Pierwsza w historii konwersja laparoskopia->otwarcie

- Będziemy otwierać pacjentkę do usunięcia opaski z żołądka po operacji otyłości.
- Ale doktorze, miało być przecież laparoskopowo!
- Ale pacjentka się nie zgadza.
- Jak to nie zgadza się, przecież otwarcie jest bardziej niebezpieczne niż zabieg laparoskopowy. Czy ktoś jej to powiedział?
- Tak, ale ona nie chce ze względu na blizny...

20 września 2006

Mikrometrowa śmierć

Rak sutka jak każdy inny nowotwór powstaje z jednej komórki. Taka mikrometrowa komórka musi przejść szereg mutacji, ale jeśli jej się uda i przeżyje, zaczyna się dzielić. Potrzeba trzydziestu podziałów każdej z nowych komórek, żeby powstała masa guza o średnicy jednego centymetra. A stąd już tylko dziesięciu nowych podziałów, aby guz osiągnął masę jednego kilograma.

Rak sutka o średnicy jednego centymetra w momencie jego wycięcia daje już niebezpieczeństwo rozsiewu. Kiedy rak osiągnie masę jednego kilograma, nie ma juz praktycznie możliwości , żeby pacjent żył.

W Polsce nie ma ogólnokrajowego programu screeningowego w kierunku wykrywania raka sutka.

Często można usłyszeć o darmowej mammografii, ale są to lokalnie sponsorowane programy o małym zasięgu terytorialnym, oraz o małej dostępności, gdyż najczęściej dla kobiet po sześćdziesiątym roku życia. A tu przecież chodzi o to, żeby wykryć raka jak najprędzej, a nie wtedy kiedy już nie trzeba mammografii, żeby stwierdzić guza.