15 czerwca 2008

Technika zakrapiania oczu

Pisałam już o czopkach doodbytniczych połykanych przez pacjentów (czasem nawet wraz z plastikowymi opakowaniami), a ostatnio dowiedziałam się, że można zakrapiać sobie oczy aplikując kroplę leku na opuszkę palca i następnie wcierać ją w spojówkę.

Technika ta ujawniła się w związku z nietypowym zakażeniem bakteryjnym spojówki, które pacjentka sama sobie zaaplikowała przez florę bakteryjną rąk.

7 czerwca 2008

Kulturalny pacjent

Dr na neurologii: Przychodzi na oddział pacjent z żoną. Pytam "Jak się pan czuje", odpowiada "Dziękuję bardzo, dobrze."- jaki miły, kulturalny pacjent- myślę, ale po drugim pytaniu zmieniam zdanie, bo otrzymuję na nie taką samą odpowiedź. Pacjent jest uśmiechnięty i zadowolony, żona też, co trochę mnie dziwi, bo okazuje się, że pacjent miał udar mózgu i jest w afazji.

Okazuje się, że nigdy się do żony nie uśmiechał, nie mówił tak miłych i grzecznych słów, był strasznym cholerykiem i ta zmiana na radosnego i nie robiącego awantur przypadła jej do gustu.

Po dwu tygodniach rehabilitacji nie poprawiło mu się, wypisałam go takiego do domu z zaleceniem dalszej rehabilitacji, ale nie wiem, czy żona ją podejmie, bo powiedziałam, że to się jeszcze może cofnąć."

10 maja 2008

Jogurt cebulowy

Korzystny wpływ na funkcjonowanie ludzkiej flory jelitowej mają zarówno probiotyki (specjalnie selekcjonowane i hodowane bakterie jelitowe oporne na kwas żołądkowy) jak i prebiotyki czyli związki umożliwiające bakteriom jelitowym przetrwanie i rozmnażanie się. Substancje prebiotyczne znajdują się w dużych ilościach w warzywach a szczególnie w cebuli i czosnku, tak więc logicznym byłoby dodawanie ich wraz z "dobrymi" bakteriami do jogurtów.

Obawiam się jednak, że byłby mały popyt na jogurty cebulowe i czosnkowe.

6 maja 2008

Chcę zjeść jajko!

Kiedy dziecko chore na fenyloketonurię ma kilka lat i chciałoby spróbować, co je mama i tato, można mu osobno przygotować troszkę tej potrawy, lecz doprawić ją pokrojoną drobno ostrą papryczką. Na pewno mu nie posmakuje. A gdy będzie pytało, czemu rodzice jedzą takie świństwo- powiedzieć, że im to smakuje, bo są dorośli.
Gorzej, gdy dziecko dorośnie.

Ale co zrobić, gdy takie dziecko przychodzi do domu zapłakane, bo dzieci w szkole się z niego śmiały, że nigdy nie jadło jajka (500 mg Phe, gdy norma dzienna dla niego to 300 mg)?

Dr poradziła matce tego chłopczyka, by ugotowała mu to jajko tak, że by było ledwo ścięte (2 minuty) i bez soli dała dziecku samo białko (ma mniej Phe). Jak się spodziewała dr niesłone i niedogotowane jajko nie posmakowało dziecku, ale za to mógł powiedzieć w szkole: "Ja jadłem to jajko i ono mi wcale nie smakuje!"

5 maja 2008

Siła placebo

Bardzo pożyteczne w leczeniu schorzeń natury psychicznej, często używane w psychiatrii. Można nim z powodzeniem leczyć i daje wspaniałe efekty po wyeliminowaniu rzeczywistych przyczyn chorobowych.

Donoszono, że placebo w postaci kroplówki działa najskuteczniej, w postaci zastrzyku domięśniowego też dobrze, najsłabiej zaś w postaci tabletki, ale też działa." W bólu głowy przed zmywaniem naczyń, w kaszlu psychogennym zapisałabym ampułkę soli fizjologicznej albo jakiejś witaminy domięśniowo.

Oprócz samego placebo należy zalecić coś, co pacjent mógłby sam robić dodatkowo, by wyeliminować jego przypadłość. Dobrze, żeby nie był bierny, to wzmacnia działanie terapii. Może to być spacer z psem wieczorem albo ćwiczenia fizyczne czy bieganie codziennie. Należy poinformować pacjenta, że lek, który dostaje jest najlepszym amerykańskim lekiem na jego dolegliwość, oraz, że w połączeniu z jego zaangażowaniem da mu wyzdrowienie.

26 kwietnia 2008

Hospicjum

Hospicjum to ładny, estetyczny oddział z kolorowa pościelą, bardziej domowymi łóżkami, kolorowymi ścianami. Jest tu więcej pielęgniarek, które zwykle są bardziej serdeczne i czule: poprawia koszule, żeby plecy się nie odgniotły, podadzą krem do rak.

Nikt się tam nie spieszy, nie biega, nie krzyczy. Jest tam spokojnie. Nikt się nie awanturuje.

Ramię do badania ciśnienia trzeba sobie wziąć samemu i odłożyć na miejsce, by było wygodnie. Rzadko pacjent pyta o swoje ciśnienie i o to czy jest ono "dobre".

Tak spokojnie. Powolutku. Cicho.

22 kwietnia 2008

Ktoś się rodzi, ktoś umiera

Naturalna kolej rzeczy, tylko dlaczego kaplica pogrzebowa znajduje się dwadzieścia metrów od szpitala, w taki sposób, że kobiety w ciąży mają na nią widok wychodząc gdziekolwiek z oddziału?

Byłam na dyżurze, a tutaj nagle rozlega sie muzyka tuby i innych instrumentów... nie, żeby brzydka, tylko trochę nie pasuje do szpitalnych korytarzy. Cały oddział słyszał, co ksiądz mówi przez godzinę.

21 kwietnia 2008

Plus minus trzy dioptrie

Starczowzroczność bierze się po prostu z faktu zaniku zdolności do akomodacji oka wraz z wiekiem. Całkowicie zanika ona po siedemdziesiątym roku życia, zaś rozpoczyna się w różnym wieku, zwykle około czterdziestki, ale często wcześniej.

Utrata akomodacji "kosztuje" oko +3 dioptrie, maksymalnie +3,5 D. Dlatego tez masowa=o sprzedaje się "okulary do czytania" od +0,5 do +3,5 D.

5 kwietnia 2008

Pies mi padł

- Pies mi padł.
- Normalnie, raz podlewaliśmy ogród i dostał wodą ze szlaufa po uszach i zaczął się za chwilę przewracać i padł...
- Ojej, to szkoda. Ale co mu się stało?
- A nie wiem, wstał zaraz...
- A ja myślałam, że padł!
- No tak, padł, a potem wstał.

Może i nieklinicznie ale z zajęć i nie mogłam się oprzeć.

22 marca 2008

Direktoskopia

Myślałam, że po oglądaniu niezliczonej ilości zabiegów na chirurgii, porodów i cięć cesarskich na położnictwie, małych zabiegów na ginekologii, endoskopii przewodu pokarmowego już nic mnie nie "ruszy"...

Ale na laryngologii zwątpiłam przy palpacji nosowej części gardła i laryngoskopii bezpośredniej (direktoskopii). Nie będę laryngologiem.

21 marca 2008

TK z poradni - nie, dla "pijaczka" - tak

Lekarz z poradni nie ma zakontraktowanej procedury TK dla swoich pacjentów. Może tylko zlecić zdjęcie rtg. Pacjent za TK musiałby zapłacić z własnej kieszeni.

Żeby więc badanie wykonać, trzeba wysłać pacjenta do szpitala, co jest oczywiście droższe społecznie. A co, kiedy nie ma do tego wskazań, a TK jest potrzebne"

A jak taki pijaczek walnie się w głowę, przywiozą go na izbę przyjęć i od razu ma całą diagnostykę zrobioną... z TK, MR i w ogóle. Za darmo. A jak trochę wytrzeźwieje, to się weźmie i pójdzie. I tyleś go widział."


W beznadziejnej sytuacji nie pozostaje nic, jak polecić pacjentowi, żeby go ktoś pobił i żeby potem zadzwonił na pogotowie... Polska Służba Zdrowia.

14 lutego 2008

Popularne

Przyjeżdża pacjent na konsultację onkologiczną karetką pogotowia z pobliskiego szpitala. Lekarz bada, zleca radioterapię raka (niestety już paliatywną).

W czasie ubierania się pacjentowi wypada ze szlafroka paczka "Popularnych". Z jednaj strony zostało mu już tylko kilka paczek do wypalenia w swoim życiu, więc niech pali. I tak już mu to bardziej nie zaszkodzi. Ale z drugiej strony nawet na łożu śmierci nie jest w stanie zrezygnować z trucizny, która go zabija.

10 lutego 2008

Diagnoza: rak

Rak (nie biorę tu pod uwagę, czy przeżycie pacjenta z tym rozpoznaniem będzie trwało pięć miesięcy czy dziesięć lat) jest chorobą przewlekłą, którą trzeba kontrolować u specjalisty onkologa w określonym schemacie do końca życia (ze względu na możliwe wznowy lub przerzuty).

Nieustanne badania. Nieustanna niepewność. Ulga i znów niepewność, jakie będą wyniki za miesiąc.

9 lutego 2008

Rokowanie

Pacjent zwykle nie zdaje sobie sprawy z powagi jego sytuacji. Nie mówi mu się, że ta chemio-radioterapia, którą dostaje jest eksperymentalna, bo w jego stanie tak na prawdę leczenia już nie ma.

Czasami dziadek neguje, że ma nowotwór nie resekcyjny, który zajmuje połowę jamy brzusznej, a czasami babcia leżąca w hospicjum mówi pielęgniarce myjącej ją, że jej się wcale nie poprawia, że czuje się coraz słabsza... Nikt jej nie powiedział, że nie leży na zwykłym oddziale szpitalnym, a w hospicjum stacjonarnym.

Nie ma pojęcia, że radioterapia zwiększy jego szansę przeżycia pięcioletniego z 5 do 15%, a nie wyleczy jego raka jak zapalenia oskrzeli.

23 stycznia 2008

Przeszczep wątroby w fenyloketonurii?

Dr: Przychodzą do mnie rodzice pięcioletniej dziewczynki chorej na fenyloketonurię ze zrobionymi na swój koszt wszystkimi badaniami, (również drogimi genetycznymi) i mówią, że się zdecydowali, że ojciec będzie dla dziewczynki dawcą wątroby. Skoro dziecko nie ma potrzebnego mu enzymu w wątrobie, to ojciec da jej kawałek swojej, żeby mogła jeść normalnie, jak wszystkie dzieci.

Oniemiała dr zaczęła biednym, zdecydowanym już rodzicom tłumaczyć, że przeszczep to nie tylko piękna i cudowna sprawa (jak większość osób spoza branży medycznej myśli), ale, że to immunosupresja do końca życia, ciężkie zakażenia z tym związane, że to odrzucanie przeszczepu choćby nie wiadomo jak był zgodny tkankowo. Oraz, że czas przeżycia przeszczepu uznaje się za długi, jeśli przetrwa on u biorcy kilka-kilkanaście lat.

Przeszczep jest na pewno genialną sprawą u pewnych osób, jak na przekład z przewlekłą niewydolnością nerek. Ale na pewno nie u pięcioletniej dziewczynki chorej na fenyloketonurię.

5 stycznia 2008

Czy jest Pan ropuchą w czasie godów?

Dr: No niech Pan powie, do czego służą kieszonki krtaniowe?
Student: No, biorą udział w rezonacji głosu...

Dr: A czy jest Pan ropuchą w czasie godów?

25 grudnia 2007

"SZ" jak szpojówka

Dr: Tutaj na slajdzie mamy zapalenie... no, czego tutaj widzimy zapalenie? No, jaka to część oka? Sz... sz... (podpowiada dr)... szpojówka!
Bo najczęściej spotykanym zapaleniem w okulistyce jest zapalenie szpojówki.


Jeszcze do tej pory śmieję się na samą myśl o tej szpojówce. Napisane nie brzmi tak dobrze, ale mieliśmy przedmiot do żartów przez cały semestr.

9 grudnia 2007

Guz mózgu vs telefony komórkowe

Kolega: Czy to prawda, że od rozmawiania przez telefon komórkowy można dostać guza mózgu?
Dr: Głupiś, ile Ty byś musiał rozmawiać przez ten telefon, żeby dostać guza!...
Kolega: No wiesz, ja w tamtym miesiącu zapłaciłem rachunek telefoniczny za cztery tysiące złotych...

8 grudnia 2007

Przyczyny jatrogenne

Do znacznej większości przyczyn schorzeń (np. niedoczynność przytarczyc, nadciśnienie) zawsze można zaliczyć powody jatrogenne.

Nie wiedziałam jednak, że genealogia tego słowa jest aż tak prosta: jatros z greckiego znaczy po prostu lekarz, więc są to po prostu choroby "wywołane przez lekarza".

Życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby zamiast całek człowiek uczył się w szkole podstaw greki i łaciny.

7 grudnia 2007

Dobra polska surowica

"Surowica polska była (z konia i tania), ale zaprzestano jej produkcji, bo była zbyt tania i się nie opłacało. Teraz sprowadza się austriacką surowicę antybotulinową za 30.000 PLN. Za procedurę dostajemy 300 punktów, czyli 3.000 PLN Stąd strata 27.000 PLN dla placówki na jednym tylko pacjencie. A potem wszyscy się dziwią, że szpital zadłużony...

Dodatkowa surowica jest zarządzana centralnie, tzn. trzeba po nią dzwonić do Warszawy, żeby przywieźli do odległego zakątka Polski. Kiedy w klinice powstało zapotrzebowanie na ową surowicę dla pacjenta zadzwoniłem pod właściwy (podany po zmianach w gospodarowaniu specyfikiem) numer, który miał być czynny 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Odezwał się portier, który nic nie wiedział o żadnej antytoksynie, a w weekend nie było tam nikogo innego i nie było kogo się o to zapytać."

9 listopada 2007

Co można zrobić ze skrzydełek kurczaka?

Rosół oczywiście. Albo pomidorową...
Ale można też rozdać je studentom, żeby się uczyli szyć. Pod nieobecność dwudziestu trzech pacjentów wymagających natychmiastowego zszycia rany (dla każdego studenta sprawiedliwie jedna rana) dostaliśmy po skrzydełku kurczaka z naciętą raną, po komplecie narzędzi chirurgicznych, parze rękawiczek i nici.

Świetny pomysł, szyło się na prawdę dobrze. A nauka tej czynności na innych klinikach wyglądała już różnie: 1. wiązanie nitki na klamce, 2. "macie tu i sobie poszyjcie, ja przyjdę za dwie godziny", 3. szycie na naciętej gąbce nawlekaną igłą i jedwabną nitką. Zaś kurczak na prawdę dobrze imituje tkanki ludzkie. Dużo lepiej, niż świńska nóżka, na której łamią się wielki nawlekane igły, a co dopiero takie, jakich się używa zwykle w chirurgii.

Ciekawe jest tylko, że jedna katedra nie ma na kartkę papieru dla studentów, a na drugiej można zakupić nici chirurgiczne i co tydzień świeże mięso z kurczaka. Szkoda, że nie wszystkim zależy. Można by się na prawdę wiele nauczyć na studiach, a nie dopiero dużo później.

4 listopada 2007

Ginekologia - blok zamknięty

Blok zamknięty (staż) na oddziale ginekologii i położnictwa trwa od 8:00 w poniedziałek do 20:00 w sobotę, czyli cały tydzień w szpitalu.

Pierwszego dnia mogliśmy wychodzić ze szpitala na zakupy (jeść coś przecież trzeba) i na zajęcia nadobowiązkowe po zapisaniu się na karteczkę w sekretariacie (chodzi o ubezpieczenie). Drugiego dnia musieliśmy już wymykać się nielegalnie, żeby zjeść coś ciepłego, bo zakazano opuszczania kliniki.

Pierwszego dnia przejęliśmy się i cały dzień tłumnie szwędaliśmy się po oddziale, żeby ktoś nam coś pokazał.

Drugiego dnia okazało się, że jesteśmy potrzebni tylko wtedy, kiedy jest coś do zrobienia na oddziale, czytaj: wypełnić całą stertę dokumentacji pacjenta (najlepiej jak najszybciej i bez oglądania w ogóle pacjenta), albo asysta do zabiegu, kiedy jest mało lekarzy i nie chce im się stać "przy hakach" po kilka godzin bez przerwy
.

W tym celu dr była w stanie przyjść do nas na czwarte piętro (bez windy), bo tam dostaliśmy pokoiki noclegowe.

Zaś, kiedy my chcieliśmy się czegoś nauczyć (na przykład badać ginekologicznie czy robić usg płodu) to asystent akurat nie miał czasu nic tłumaczyć, nie było go w ogóle, albo poszedł gdzieś (np. do poradni) nie zabierając nas ze sobą. Kończyło się więc zwykle na tym, że oglądaliśmy usg robione na prędce bez słowa wyjaśnienia ze strony lekarza, z którego oczywiście nikt nic nie wiedział (tylko to, czego sam się domyślił), a przecież to my powinniśmy się tam sami nauczyć robić usg! Wypisywaliśmy też historie choroby bez badania pacjentek, choć wyraźnie pisze np. "badanie sutków".

Ogólnie rzecz biorąc widzieliśmy sporo porodów (fizjologicznych i przez cięcie cesarskie), asystowaliśmy do zabiegów, zbadaliśmy trochę noworodków i ciężarnych, ale nie widzę potrzeby, żeby zamykać w tym celu studenta na tydzień w szpitalu! Na normalnych zajęciach do 13:00 też zobaczylibyśmy przez cały tydzień tyle samo.

2 listopada 2007

Statystyki

Średnio 18000 osób rocznie umiera w Polsce z powodu samego raka płuc. To jedna osoba co każde pół godziny! Zaś 7000 osób w ciągu 365. dni ginie w wypadkach drogowych, co daje ok. 20 osób dziennie, czyli prawie jedną osobę co godzinę.

Ale jest to oczywiście niemedialna wiedza, dlatego nie mówi się o tym w każdych wiadomościach, w myśl zasady, że kiedy umiera jedna osoba, to jest to tragedia, a gdy tysiące, to jest to już tylko statystyka.

18 października 2007

Bez znieczulenia

Nie chodzi tutaj niestety o tytuł piosenki. Pacjentka na ginekologii ma zabieg pobrania wycinków z dróg rodnych, znieczulenie podano dożylnie, oddycha sama, tlenem.

Zabieg trwa kilka minut, ale pacjentka zaczyna robić grymasy, postękiwać z bólu i ruszać nogami. Co robi anestezjolog? Zamiast podać jeszcze porcję leku, pyta, czy jeszcze długo i nie podaje go dowiadując się, że już niedługo.

"Niedługo" trwało 10 minut i pacjentka na pewno to zapamięta, a lekarz nie musiał tak długo pacjentki wybudzać, więc zaoszczędził swój cenny czas, no i oczywiście ampułkę leku.

14 października 2007

Dzięki SARS wyremontowano dwie sale w szpitalu chorób zakaźnych

Burza medialna związana z SARS kilka lat temu dała wymierne rezultaty. Znalazły się pieniądze, żeby przystosować dwie sale szpitala w ten sposób, żeby spełniały rolę izolatek dla chorych na SARS (czyli z zupełną izolacją: osobna toaleta, umywalka, prysznic, śluza z umywalką i poprzedzająca każdą z izolatek i możliwość założenia w niej zmiennego ubrania i obuwia, rękawiczek i maski).

Co prawda z izolatek tych nie skorzystała żadna osoba chora na SARS, ale w Hong-Kongu zdarzyło się, że 68 osób z personelu szpitala zostało zakażonych od pacjenta chorego na SARS, gdyż jest to choroba bardzo zakaźna i trzeba stosować szczególną ostrożność, bo same rękawiczki i maska mogą nie wystarczyć.

Co prawda izolatki te nie mają osobnej atmosfery podciśnieniowej, by żadne patogeny nie wydostały się na zewnątrz, ani nie mają osobnych wyjść bezpośrednio poza teren szpitala, lecz niewątpliwie jest to o niebo lepsza izolatka niż zwykła sala, a trzeba dodać, że przedtem na całym oddziale zakaźnym były tylko normalne kilkuosobowe sale, jak w innych szpitalach.