5 kwietnia 2008

Pies mi padł

- Pies mi padł.
- Normalnie, raz podlewaliśmy ogród i dostał wodą ze szlaufa po uszach i zaczął się za chwilę przewracać i padł...
- Ojej, to szkoda. Ale co mu się stało?
- A nie wiem, wstał zaraz...
- A ja myślałam, że padł!
- No tak, padł, a potem wstał.

Może i nieklinicznie ale z zajęć i nie mogłam się oprzeć.

22 marca 2008

Direktoskopia

Myślałam, że po oglądaniu niezliczonej ilości zabiegów na chirurgii, porodów i cięć cesarskich na położnictwie, małych zabiegów na ginekologii, endoskopii przewodu pokarmowego już nic mnie nie "ruszy"...

Ale na laryngologii zwątpiłam przy palpacji nosowej części gardła i laryngoskopii bezpośredniej (direktoskopii). Nie będę laryngologiem.

21 marca 2008

TK z poradni - nie, dla "pijaczka" - tak

Lekarz z poradni nie ma zakontraktowanej procedury TK dla swoich pacjentów. Może tylko zlecić zdjęcie rtg. Pacjent za TK musiałby zapłacić z własnej kieszeni.

Żeby więc badanie wykonać, trzeba wysłać pacjenta do szpitala, co jest oczywiście droższe społecznie. A co, kiedy nie ma do tego wskazań, a TK jest potrzebne"

A jak taki pijaczek walnie się w głowę, przywiozą go na izbę przyjęć i od razu ma całą diagnostykę zrobioną... z TK, MR i w ogóle. Za darmo. A jak trochę wytrzeźwieje, to się weźmie i pójdzie. I tyleś go widział."


W beznadziejnej sytuacji nie pozostaje nic, jak polecić pacjentowi, żeby go ktoś pobił i żeby potem zadzwonił na pogotowie... Polska Służba Zdrowia.

14 lutego 2008

Popularne

Przyjeżdża pacjent na konsultację onkologiczną karetką pogotowia z pobliskiego szpitala. Lekarz bada, zleca radioterapię raka (niestety już paliatywną).

W czasie ubierania się pacjentowi wypada ze szlafroka paczka "Popularnych". Z jednaj strony zostało mu już tylko kilka paczek do wypalenia w swoim życiu, więc niech pali. I tak już mu to bardziej nie zaszkodzi. Ale z drugiej strony nawet na łożu śmierci nie jest w stanie zrezygnować z trucizny, która go zabija.

10 lutego 2008

Diagnoza: rak

Rak (nie biorę tu pod uwagę, czy przeżycie pacjenta z tym rozpoznaniem będzie trwało pięć miesięcy czy dziesięć lat) jest chorobą przewlekłą, którą trzeba kontrolować u specjalisty onkologa w określonym schemacie do końca życia (ze względu na możliwe wznowy lub przerzuty).

Nieustanne badania. Nieustanna niepewność. Ulga i znów niepewność, jakie będą wyniki za miesiąc.

9 lutego 2008

Rokowanie

Pacjent zwykle nie zdaje sobie sprawy z powagi jego sytuacji. Nie mówi mu się, że ta chemio-radioterapia, którą dostaje jest eksperymentalna, bo w jego stanie tak na prawdę leczenia już nie ma.

Czasami dziadek neguje, że ma nowotwór nie resekcyjny, który zajmuje połowę jamy brzusznej, a czasami babcia leżąca w hospicjum mówi pielęgniarce myjącej ją, że jej się wcale nie poprawia, że czuje się coraz słabsza... Nikt jej nie powiedział, że nie leży na zwykłym oddziale szpitalnym, a w hospicjum stacjonarnym.

Nie ma pojęcia, że radioterapia zwiększy jego szansę przeżycia pięcioletniego z 5 do 15%, a nie wyleczy jego raka jak zapalenia oskrzeli.

23 stycznia 2008

Przeszczep wątroby w fenyloketonurii?

Dr: Przychodzą do mnie rodzice pięcioletniej dziewczynki chorej na fenyloketonurię ze zrobionymi na swój koszt wszystkimi badaniami, (również drogimi genetycznymi) i mówią, że się zdecydowali, że ojciec będzie dla dziewczynki dawcą wątroby. Skoro dziecko nie ma potrzebnego mu enzymu w wątrobie, to ojciec da jej kawałek swojej, żeby mogła jeść normalnie, jak wszystkie dzieci.

Oniemiała dr zaczęła biednym, zdecydowanym już rodzicom tłumaczyć, że przeszczep to nie tylko piękna i cudowna sprawa (jak większość osób spoza branży medycznej myśli), ale, że to immunosupresja do końca życia, ciężkie zakażenia z tym związane, że to odrzucanie przeszczepu choćby nie wiadomo jak był zgodny tkankowo. Oraz, że czas przeżycia przeszczepu uznaje się za długi, jeśli przetrwa on u biorcy kilka-kilkanaście lat.

Przeszczep jest na pewno genialną sprawą u pewnych osób, jak na przekład z przewlekłą niewydolnością nerek. Ale na pewno nie u pięcioletniej dziewczynki chorej na fenyloketonurię.

5 stycznia 2008

Czy jest Pan ropuchą w czasie godów?

Dr: No niech Pan powie, do czego służą kieszonki krtaniowe?
Student: No, biorą udział w rezonacji głosu...

Dr: A czy jest Pan ropuchą w czasie godów?

25 grudnia 2007

"SZ" jak szpojówka

Dr: Tutaj na slajdzie mamy zapalenie... no, czego tutaj widzimy zapalenie? No, jaka to część oka? Sz... sz... (podpowiada dr)... szpojówka!
Bo najczęściej spotykanym zapaleniem w okulistyce jest zapalenie szpojówki.


Jeszcze do tej pory śmieję się na samą myśl o tej szpojówce. Napisane nie brzmi tak dobrze, ale mieliśmy przedmiot do żartów przez cały semestr.

9 grudnia 2007

Guz mózgu vs telefony komórkowe

Kolega: Czy to prawda, że od rozmawiania przez telefon komórkowy można dostać guza mózgu?
Dr: Głupiś, ile Ty byś musiał rozmawiać przez ten telefon, żeby dostać guza!...
Kolega: No wiesz, ja w tamtym miesiącu zapłaciłem rachunek telefoniczny za cztery tysiące złotych...

8 grudnia 2007

Przyczyny jatrogenne

Do znacznej większości przyczyn schorzeń (np. niedoczynność przytarczyc, nadciśnienie) zawsze można zaliczyć powody jatrogenne.

Nie wiedziałam jednak, że genealogia tego słowa jest aż tak prosta: jatros z greckiego znaczy po prostu lekarz, więc są to po prostu choroby "wywołane przez lekarza".

Życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby zamiast całek człowiek uczył się w szkole podstaw greki i łaciny.

7 grudnia 2007

Dobra polska surowica

"Surowica polska była (z konia i tania), ale zaprzestano jej produkcji, bo była zbyt tania i się nie opłacało. Teraz sprowadza się austriacką surowicę antybotulinową za 30.000 PLN. Za procedurę dostajemy 300 punktów, czyli 3.000 PLN Stąd strata 27.000 PLN dla placówki na jednym tylko pacjencie. A potem wszyscy się dziwią, że szpital zadłużony...

Dodatkowa surowica jest zarządzana centralnie, tzn. trzeba po nią dzwonić do Warszawy, żeby przywieźli do odległego zakątka Polski. Kiedy w klinice powstało zapotrzebowanie na ową surowicę dla pacjenta zadzwoniłem pod właściwy (podany po zmianach w gospodarowaniu specyfikiem) numer, który miał być czynny 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Odezwał się portier, który nic nie wiedział o żadnej antytoksynie, a w weekend nie było tam nikogo innego i nie było kogo się o to zapytać."

9 listopada 2007

Co można zrobić ze skrzydełek kurczaka?

Rosół oczywiście. Albo pomidorową...
Ale można też rozdać je studentom, żeby się uczyli szyć. Pod nieobecność dwudziestu trzech pacjentów wymagających natychmiastowego zszycia rany (dla każdego studenta sprawiedliwie jedna rana) dostaliśmy po skrzydełku kurczaka z naciętą raną, po komplecie narzędzi chirurgicznych, parze rękawiczek i nici.

Świetny pomysł, szyło się na prawdę dobrze. A nauka tej czynności na innych klinikach wyglądała już różnie: 1. wiązanie nitki na klamce, 2. "macie tu i sobie poszyjcie, ja przyjdę za dwie godziny", 3. szycie na naciętej gąbce nawlekaną igłą i jedwabną nitką. Zaś kurczak na prawdę dobrze imituje tkanki ludzkie. Dużo lepiej, niż świńska nóżka, na której łamią się wielki nawlekane igły, a co dopiero takie, jakich się używa zwykle w chirurgii.

Ciekawe jest tylko, że jedna katedra nie ma na kartkę papieru dla studentów, a na drugiej można zakupić nici chirurgiczne i co tydzień świeże mięso z kurczaka. Szkoda, że nie wszystkim zależy. Można by się na prawdę wiele nauczyć na studiach, a nie dopiero dużo później.

4 listopada 2007

Ginekologia - blok zamknięty

Blok zamknięty (staż) na oddziale ginekologii i położnictwa trwa od 8:00 w poniedziałek do 20:00 w sobotę, czyli cały tydzień w szpitalu.

Pierwszego dnia mogliśmy wychodzić ze szpitala na zakupy (jeść coś przecież trzeba) i na zajęcia nadobowiązkowe po zapisaniu się na karteczkę w sekretariacie (chodzi o ubezpieczenie). Drugiego dnia musieliśmy już wymykać się nielegalnie, żeby zjeść coś ciepłego, bo zakazano opuszczania kliniki.

Pierwszego dnia przejęliśmy się i cały dzień tłumnie szwędaliśmy się po oddziale, żeby ktoś nam coś pokazał.

Drugiego dnia okazało się, że jesteśmy potrzebni tylko wtedy, kiedy jest coś do zrobienia na oddziale, czytaj: wypełnić całą stertę dokumentacji pacjenta (najlepiej jak najszybciej i bez oglądania w ogóle pacjenta), albo asysta do zabiegu, kiedy jest mało lekarzy i nie chce im się stać "przy hakach" po kilka godzin bez przerwy
.

W tym celu dr była w stanie przyjść do nas na czwarte piętro (bez windy), bo tam dostaliśmy pokoiki noclegowe.

Zaś, kiedy my chcieliśmy się czegoś nauczyć (na przykład badać ginekologicznie czy robić usg płodu) to asystent akurat nie miał czasu nic tłumaczyć, nie było go w ogóle, albo poszedł gdzieś (np. do poradni) nie zabierając nas ze sobą. Kończyło się więc zwykle na tym, że oglądaliśmy usg robione na prędce bez słowa wyjaśnienia ze strony lekarza, z którego oczywiście nikt nic nie wiedział (tylko to, czego sam się domyślił), a przecież to my powinniśmy się tam sami nauczyć robić usg! Wypisywaliśmy też historie choroby bez badania pacjentek, choć wyraźnie pisze np. "badanie sutków".

Ogólnie rzecz biorąc widzieliśmy sporo porodów (fizjologicznych i przez cięcie cesarskie), asystowaliśmy do zabiegów, zbadaliśmy trochę noworodków i ciężarnych, ale nie widzę potrzeby, żeby zamykać w tym celu studenta na tydzień w szpitalu! Na normalnych zajęciach do 13:00 też zobaczylibyśmy przez cały tydzień tyle samo.

2 listopada 2007

Statystyki

Średnio 18000 osób rocznie umiera w Polsce z powodu samego raka płuc. To jedna osoba co każde pół godziny! Zaś 7000 osób w ciągu 365. dni ginie w wypadkach drogowych, co daje ok. 20 osób dziennie, czyli prawie jedną osobę co godzinę.

Ale jest to oczywiście niemedialna wiedza, dlatego nie mówi się o tym w każdych wiadomościach, w myśl zasady, że kiedy umiera jedna osoba, to jest to tragedia, a gdy tysiące, to jest to już tylko statystyka.

18 października 2007

Bez znieczulenia

Nie chodzi tutaj niestety o tytuł piosenki. Pacjentka na ginekologii ma zabieg pobrania wycinków z dróg rodnych, znieczulenie podano dożylnie, oddycha sama, tlenem.

Zabieg trwa kilka minut, ale pacjentka zaczyna robić grymasy, postękiwać z bólu i ruszać nogami. Co robi anestezjolog? Zamiast podać jeszcze porcję leku, pyta, czy jeszcze długo i nie podaje go dowiadując się, że już niedługo.

"Niedługo" trwało 10 minut i pacjentka na pewno to zapamięta, a lekarz nie musiał tak długo pacjentki wybudzać, więc zaoszczędził swój cenny czas, no i oczywiście ampułkę leku.

14 października 2007

Dzięki SARS wyremontowano dwie sale w szpitalu chorób zakaźnych

Burza medialna związana z SARS kilka lat temu dała wymierne rezultaty. Znalazły się pieniądze, żeby przystosować dwie sale szpitala w ten sposób, żeby spełniały rolę izolatek dla chorych na SARS (czyli z zupełną izolacją: osobna toaleta, umywalka, prysznic, śluza z umywalką i poprzedzająca każdą z izolatek i możliwość założenia w niej zmiennego ubrania i obuwia, rękawiczek i maski).

Co prawda z izolatek tych nie skorzystała żadna osoba chora na SARS, ale w Hong-Kongu zdarzyło się, że 68 osób z personelu szpitala zostało zakażonych od pacjenta chorego na SARS, gdyż jest to choroba bardzo zakaźna i trzeba stosować szczególną ostrożność, bo same rękawiczki i maska mogą nie wystarczyć.

Co prawda izolatki te nie mają osobnej atmosfery podciśnieniowej, by żadne patogeny nie wydostały się na zewnątrz, ani nie mają osobnych wyjść bezpośrednio poza teren szpitala, lecz niewątpliwie jest to o niebo lepsza izolatka niż zwykła sala, a trzeba dodać, że przedtem na całym oddziale zakaźnym były tylko normalne kilkuosobowe sale, jak w innych szpitalach.

21 września 2007

Indometacyna

Na farmakologii uczyli nas, że najlepszą (i jedyną) możliwością farmakologiczną zamykania przewodu tętniczego u dzieci jest indomatacyna.

Pisało o tym w nowiutkich książkach do farmakologii wytłuszczonym drukiem. I co się okazuje na praktyce w Klinice Patologii Noworodka? Że tak, oczywiście indomatacynę stosowali... ale dwadzieścia lat temu. Jest dobra, to prawda, ale daje bardzo często powikłania krwotoczne w CNS, więc nie stosuje sie go, bo cóż z tego, że przewód Botala się zamknie, skoro dziecko będzie miało dziurę w mózgu?

A student się uczy, myśli, że będzie wszystko wiedział... a okazuje się, że nie wie nic, bo jego wiedza albo jest już przestarzała, albo nigdy mu nie będzie potrzebna, bo nikt mu nie powiedział, których leków się używa w praktyce.

12 września 2007

Nie chciało już jeść kartoflów

Przychodzi na oddział kobieta z dzieckiem, które jest takie słabe, że nie płacze, takie jest zmęczone. Ma zapadnięte ciemiączko, błona śluzowa jamy ustnej sucha, gałki oczne zapadnięte, sucha skóra.

Dziecko skrajnie odwodnione, prawie w stanie agonii, a matka na pytanie, co się stało mówi, że już kartoflów nie chciało jeść, to przyszła. Pokazuje skierowanie od lekarza rodzinnego z adnotacją: "Proszę natychmiast do szpitala" z datą... trzy dni wcześniejszą.

Bez komentarza, może tylko to, że tak małe dziecko nie powinno "kartoflów" jeść jako główne pożywienie, a tak było w tym przypadku.

2 września 2007

Zamykanie blogów

Od samego początku pisania bloga jakiś stały procent blogowiczów zamyka całkiem lub "hasłuje" swoje "zakątki myśli spisanych". To przykre, bo najczęściej to nie oni sami się na to decydują, lecz są do tego zmuszeni przez okoliczności zewnętrzne. Są to w większości zawistni użytkownicy internetu, którym coś z tego, co blogowicz pisze nie odpowiada.

A przecież każdy może pisać, co mu się podoba, póki jest anonimowy i nie ogranicza wolności i godności innych.

Kolejna cecha Polaka: bezinteresowna zawiść.

22 sierpnia 2007

Co wzbudza respekt u pacjenta?

Na pytanie, co wzbudza respekt pacjenta do lekarza POZ większość pacjentów spośród różnych procedur medycznych zakreśliło zszycie rany.

Nie rektoskopię, badanie słuchu audiometrem, badanie per rectum, ani inne, ale właśnie umiejętność chirurgicznego zaopatrzenia rany.

4 sierpnia 2007

Aditus ad onkologiam

Zwykle przed wejściem do szpitala spotyka się sporo osób palących papierosy. każdy przechodzący musi się przedzierać przez zasłonę dymną. Część z nich stanowią zwykle osoby z personelu medycznego (pali 50% pielęgniarek i 30% lekarzy)ale większość to pacjenci lub przyszli pacjenci.

Szokującym wydał mi się jednak widok przed głównym wejściem do Centrum Onkologii, gdzie paliło w jednym czasie około dwudziestu osób (z personelu nie było żadnej). Być może zapisali się już w kolejce na leczenie za kilka lat...

27 lipca 2007

Jak zmotywować studenta do nauki?

Albo raczej, jak sprawić, żeby po trzygodzinnej prelekcji stracili resztki chęci do nauki. Bardzo prosto, wystarczy powiedzieć, że choćby nie wiadomo jak się uczyli, to zawsze będzie taki zespół "x", którego nie znają. Prosto, bo skoro egzamin, który jest ułożony dla studentów na czerwiec asystenci z drugim stopniem specjalizacji napisali ledwo na zaliczenie.

"Wy nic nie wiecie, nic nie umiecie. Nie wyjedziecie nawet do Ugandy, bo was nie będą tam chcieli. Tylko w Stanach można czegoś się nauczyć i tylko tam warto się uczyć, (jak ja)." To wolny przekład, ale po kilku godzinach takich dygresji prawie połowa grupy miała "doła" niewiadomego pochodzenia i nic się nie nauczyła, ani nic nie zrobiła pożytecznego do końca tego dnia.

14 lipca 2007

Pij mleko, będziesz wielki

Czasem ciężko jest sprawdzić, czy przyjmuje się dostateczną ilość wapnia , bo jak już pisałam, to nie tylko mleko i twaróg. Z pomocą przychodzi tutaj strona www.mleko.com, na której można wyekstrahować i dokładnie policzyć spożyty wapń nie tylko z produktów, które można znaleźć w tabelce (jak mleko, jogurt), ale także zawarty w daniu z cielęciny z warzywami. Służy do tego "kalkulator wapnia", do którego można wpisywać zarówno gotowe produkty jak i domowe potrawy z listy, wraz z wagą pokarmu. Kiedy wprowadzimy dania z całego dnia, licznik podliczy cały wapń i poda jego dobową sumę.

Największą wagę, co do ilości spożywanego wapnia powinno się przykładać u dorastającej młodzieży (profilaktyka pierwotna) w wieku 10-18 lat, gdyż w tym wieku zapotrzebowanie na wapń wynosi 1200 mg (czyli 10 szklanek mleka dziennie). U starszych osób zapotrzebowanie to odpowiednio się zmniejsza, gdyż procesy kościotworzenia nie są już tak intensywne.

3 lipca 2007

Zespół wypalenia zawodowego u studenta

Miewacie czasem poczucie, że zajęcia są bezsensowne i nic się na niczego nowego się na nich nie dowiadujecie? Mam tu na myśli sytuację, gdy na przykład dwunastu studentów stoi i ogląda równoczasowo na jednej sali operacyjnej operację usunięcia głowy trzustki, gdzie z racji głębokiego jej położenia po prostu nic nie widać. Zwłaszcza, gdy jest się niskim, a wszystkie stołeczki gdzieś tajemniczo zniknęły.Bywa, że przez cały tydzień niczego ciekawego się nie zobaczy.

Pewnego razu na internie dopadło nas zniechęcenie po przeczytaniu rozpiski na cały tydzień! Zwykle przychodzi się przed ósmą i dowiaduje, że następnego dnia przed dziewiątą nie ma czego szukać. Potem jest prelekcja, czasem ciekawa, czasem nie, to zależy od prowadzącego. Potem zbiera się wywiady, które w piątek czasem ktoś omówi. Po "pracy z pacjentami" podpiera się ściany lub dostaje następną "porcję" pacjentów. Po skończeniu zaś nie wolno stać na korytarzu: "Nie na widoku, żeby Was Pani Profesor nie widziała". Udajemy się więc do jakiejś oddziałowej "kanciapki". czekać do planowego zakończenia zajęć, kiedy to asystent przyjdzie i powie: "Dobrze, to idźcie, a w piątek to sobie wszystko zbierzemy."

Prelekcja z cukrzycy... po raz dwudziesty piąty na tych studiach. Połowa slajdów o wyspach trzustkowych, roli glukagonu (masz ochotę wstać, powiedzieć, że to wszystko już wiesz i, że dalej, ale asystent jest odmiennego zdania). Dalej o otyłości i nadciśnieniu u osób starszych, bo to się wszystko łączy (jakbyśmy o tym nie wiedzieli i nie słyszeli już ze sto razy).

Może przerwa? Tak, zgadzamy się na piętnastominutową przerwę. Asystent wraca po dwudziestu pięciu. Wiedział, że tak wróci, ale nam kazał być po piętnastu. Po przerwie okazuje się, że już mało czasu zostało i "lecimy ze slajdami", które w końcu okazały się być ciekawe, ale niestety nie już ma czasu, żeby cokolwiek przepisywać, czy choćby notować. Na prośbę, żeby wolniej bo chcemy przepisać dostajemy jak zwykle: "To wszystko jest przecież w książkach! Czemu to przepisujecie, zamiast słuchać?"